Bóg mnie posyła
Niedziela, 2 lutego 2014 (17:23)Z Moniką Krasoń, świecką misjonarką pochodzącą z archidiecezji katowickiej, rozmawia Izabela Kozłowska
W marcu wyjeżdża Pani na misję do Ugandy. Kiedy zrodził się pomysł posługi potrzebującym w tak odległych krajach?
– Czułam w sercu, że doświadczenia Bożej miłości nie mogę pozostawić dla siebie. Postanowiłam, że zaangażuję się w wolontariat, ale i to nie wystarczało. Chciałam czegoś więcej. Spotkałam na swojej drodze Ojców Kombonianów. Oni umożliwili mi spełnienie mojego marzenia, które pojawiło się jakieś 12 lat wcześniej. Dzięki nim wyjechałam do Afryki. Pojechałam z dziesięcioosobową grupą na miesiąc do Abor w Ghanie. Posługiwałam tam w sierocińcu „In my father’s house”, gdzie prowadziłyśmy – wraz z grupą medyczną – edukację (pierwszą pomoc medyczną, higieniczne mycie rąk). W trakcie pobytu w Abor uczyłyśmy dzieci podstaw masażu i organizowałyśmy czas wolny. Założyłam tam Podwórkowe Koło Różańcowe Dzieci, do którego od młodych lat należę. Sierociniec nie był jedynym miejscem, w którym miałam okazję posługiwać. Poza nim chodziłam do szpitala, gdzie poznałam realia opieki zdrowotnej. To doświadczenie pozwoliło mi podjąć decyzję, a właściwie odpowiedzieć na powołanie misyjne, do którego zaprosił mnie Pan Jezus.
Dlaczego zdecydowała się Pani zostać świecką misjonarką?
– Tak naprawdę to nie ja zdecydowałam się zostać świecką misjonarką, tylko zostałam powołana przez Pana Boga do tej misji. Mam świadomość swojej nieudolności i niemocy. Tylko Pan Bóg może dać moc do podjęcia takiej decyzji, która jest po ludzku irracjonalna.
Ile trwało przygotowanie do wyjazdu do Ugandy i jak ono wyglądało?
– Przygotowanie do Ugandy trwało 2 lata. Pierwszy rok jeździłam raz w miesiącu na weekendowe spotkania świeckich misjonarzy kombonianów do Krakowa. Następnie w ramach przygotowania zdobyłam miesięczne doświadczenie posługi w Ghanie. Ponadto przygotowaniem były cztery miesiące życia we wspólnocie świeckich kombonianów, które trwa do 20 lutego br. Tutaj uczę się życia wspólnotowego, spotkania w tematyce Biblii, charyzmatu komboniańskiego, inkulturacji, a także doskonalę język.
Jakie obawy towarzyszą Pani przed wyjazdem?
– Dzięki doświadczeniu w Ghanie, które pokazało mi kulturę, sposób bycia i życia tamtych ludzi, wiem, że mam być otwarta na wszystko, co mnie spotka. Muszę obserwować i słuchać. Staram się ufać Bogu i nie nastawiać się ani na najgorsze, ani na najlepsze, a każdy dzień przyjmować jako dar.
W jaki sposób zachęciłaby Pani innych, którzy być może wahają się przed wyjazdem na misje, by zdecydowali się na ten krok?
– Z własnego doświadczenia wiem, że warto zawierzyć i zaufać Panu Bogu. On ma dla nas najlepszy plan – realizując go, czuję się szczęśliwa i mam pokój serca. Wątpliwości zawsze będą. Ważne jest trzymanie się podjętej decyzji.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska