Przy Niepokalanym Sercu Maryi
Środa, 29 stycznia 2014 (02:16)Z ks. Antonim Bielakiem, ojcem duchownym w seminarium w Tarnowie, rozmawia Małgorzata Pabis
Od lat jest Ksiądz apostołem nabożeństwa pierwszych sobót. W jaki sposób udało się Księdzu zachęcić do niego wiernych?
– Najpierw szerzyłem to nabożeństwo, kiedy byłem proboszczem w parafii w Męcinie koło Limanowej, a potem w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tarnowie. Zawsze zanim rozpocząłem nabożeństwo, zapoznawałem parafian, czym ono jest, skąd się wzięło. W niedzielę poprzedzającą je głosiłem kazania na ten temat.
W Tarnowie dodatkowo przez wszystkie miesiące zapraszamy do parafii obrazy czy figury koronowane z diecezji przedstawiające Maryję. Dzięki temu parafianie mieli okazję poznać mniej znane sanktuaria i pomodlić się przed jakimś cudownym obrazem czy figurą, posłuchać informacji o danym sanktuarium, jego charyzmacie.
Z doświadczenia wiem, że aby to nabożeństwo rozwijało się w parafii, trzeba o nim dużo mówić. Ja zawsze tej sprawy pilnowałem i podtrzymywałem kult, zachęcałem ludzi do przychodzenia i myślę, że w pewnym sensie udało mi się to, bo w mojej 15-tysięcznej parafii w Tarnowie w pierwszą sobotę zawsze kościół był pełen ludzi. Wielu z nich było czynnie zaangażowanych. Rycerstwo Niepokalanej przychodziło np. ze sztandarem, inni przygotowywali rozważania różańcowe.
Czy udawało się Księdzu wypełniać wszystkie warunki nabożeństwa?
– Starałem się robić wszystko według wskazówek, jakie dała Maryja. Czasem korzystaliśmy z pomocy przygotowywanych przez ks. Czaplę z Sekretariatu Fatimskiego, z rozważań czytanych przez aktorkę Halinę Łabonarską. Ale przecież to nie o to w sumie chodzi. To ma być modlitwa, i to modlitwa od serca. Muszę powiedzieć, że z początku wierni potrzebowali pomocy, zwłaszcza przy 15-minutowym rozważaniu. Podpowiadałem też, jak dokonać aktu zadośćuczynienia po Komunii Świętej. Zresztą jak dwa lata temu przyszedłem pracować w seminarium, zauważyłem, że i tu nabożeństwo nie jest przygotowywane według wskazówek Matki Bożej i razem z księdzem rektorem postanowiliśmy to zmienić. Rozpoczęliśmy również od zapraszania figur i obrazów koronowanych. Za każdym razem uczestniczymy we Mszy św. z kazaniem, klerycy przygotowują rozważania różańcowe, 15-minutowe rozmyślanie, jest czas na modlitwę, na śpiew. Nabożeństwo kończy się Apelem Jasnogórskim. A wszystko to dzieje się oczywiście w duchu wynagrodzenia Matce Bożej za grzechy. Muszę powiedzieć, że dziś coraz więcej parafii w diecezji tarnowskiej otwiera się na to nabożeństwo.
Dlaczego jest ono tak ważne?
– Pan Bóg chce przez to nabożeństwo ratować świat. Niebo upomniało się o nie. Jeżeli nie zrozumiemy, że Pan Bóg daje nam Matkę Bożą, żeby nas prowadziła, to znaczy, że niewiele rozumiemy. Dziś trzeba przytulić się do Jej Niepokalanego Serca.
Dodam tylko, że ludzie, którzy wchodzą na tę drogę, często już do końca życia nią podążają. To nabożeństwo maryjne niesie z sobą niezwykłe owoce, rodzi wielki pokój w sercach. Musimy wiedzieć, że przez ducha wynagrodzenia przynosimy także wiele łask światu. Przez proces nawrócenia kształtuje się bowiem nowe dziecko Boże, nowy człowiek, a my mamy w tym udział.
Czy w swoim życiu doświadczył Ksiądz jakiejś szczególnej łaski dzięki temu nabożeństwu?
– To nabożeństwo przybliżyło mnie bardzo do Matki Bożej, uwierzyłem w potęgę modlitwy różańcowej. Wówczas okazało się, że Pan Bóg ma dla mnie jeszcze wielkie plany, na które musiałem się otworzyć, ale które odczytałem jako Jego łaskę. W 30. roku kapłaństwa zostałem ojcem duchownym w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. Dzięki Matce Bożej, a poprzez Nią, przez spotkania z ludźmi świeckimi, współczesnymi mistykami, muszę powiedzieć, że odkryłem swoje powołanie w powołaniu, przeżyłem gruntowne nawrócenie.
Jako owoc odczytuję także otwarcie księży, kleryków, sióstr zakonnych na nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Jak widzę, zatacza ono coraz szerszy krąg.