• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Gra toczy się o wielką stawkę

Wtorek, 28 stycznia 2014 (18:54)

Z Tomaszem Porębą, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj premier Ukrainy Mykoła Azarow podał się do dymisji. To dobry znak, jeśli chodzi o przyszłość Ukrainy?

– Podczas prowadzonych z opozycją rozmów prezydent Janukowycz proponował stanowisko premiera Arsenijowi Jaceniukowi. Ten odmówił, ale oczywiste jest, że w ramach dalszych negocjacji propozycja ta zapewne powróci, być może razem z kolejnymi ustępstwami ze strony obecnych władz. Widać wyraźnie, że tych ustępstw jest coraz więcej – parlament niemal jednomyślnie uchylił dziś kontrowersyjne przepisy przyjęte 16 stycznia, które w znaczący sposób ograniczały prawo do manifestacji, wolność słowa i możliwość działania mediów. Myślę, że to krok w dobrym kierunku i dymisja Azarowa wydaje się wpisywać w logikę sytuacji.

Propozycja podzielenia się władzą przez prezydenta Janukowycza to krok w kierunku dialogu, gest otwarcia wobec protestujących, za którym idzie jakaś zmiana, czy jest to tylko próba podzielenia opozycji?

– Moim zdaniem, była to pułapka zastawiona na opozycję, która stawiała oponentów Janukowycza w trudnej pozycji. Majdan domaga się zdecydowanych ustępstw ze strony władz, pełnej amnestii, zmiany konstytucji. Samo wprowadzenie opozycji do rządu nie jest spełnieniem postulatów Majdanu i byłoby w obecnej sytuacji nie do zaakceptowania dla jej przywódców.  

Czy jest jeszcze szansa na porozumienie ukraińskiej władzy z opozycją?

– Wydaje się, że szanse na to rosną, jest coraz więcej sygnałów ze strony władz, że są na takie porozumienie gotowe. Pozostaje pytanie, jaki kompromis będą chcieli zaakceptować ludzie zebrani na Majdanie. Trzeba pamiętać, że większość obecnych tam podczas demonstracji osób to zwolennicy raczej bardziej umiarkowanych ugrupowań, UDAR-u i Batkiwszczyny, a nie radykalnej Swobody. Dlatego jeżeli zostaną spełnione główne postulaty opozycji – w tym dymisja premiera, o którą ten już zresztą poprosił, amnestia dla zatrzymanych, pociągnięcie do odpowiedzialności winnych zabójstw, wcześniejsze wybory prezydenckie oraz zmiana konstytucji, to porozumienie będzie bardzo realne.

Wojna domowa, podział Ukrainy na zachodnią proeuropejską i wschodnią prorosyjską… Jakie scenariusze są, Pana zdaniem, najbardziej prawdopodobne?

– Uważam, że tezy dotyczące możliwości podziału Ukrainy są oderwane od rzeczywistości. Rozpad Ukrainy nie leży w interesie ani strony rządzącej, ani opozycji, zresztą nikt z poważnych ukraińskich polityków o tym nie wspomina. W tej chwili gra toczy się o pełną pulę i o przeprowadzenie dogłębnych politycznych zmian na terenie Ukrainy. Jednak rozpad państwa nie jest mało prawdopodobnym scenariuszem. 

Zbigniew Brzeziński zaapelował do Ukraińców, aby się obudzili. W jego ocenie, eskalacja konfliktu grozi także samym Rosjanom…

– Eskalacja konfliktu nie będzie dobra dla żadnej strony, bo oddali  możliwość osiągnięcia kompromisu. Uważam też, że jeśli kiedykolwiek ma dojść do zmiany władzy na Ukrainie, to właśnie teraz, gdy Rosja jest zajęta igrzyskami w Soczi. Bez wątpienia Rosjanie najbardziej boją się oddania zbyt dużej władzy politycznej przedstawicielom opozycji, bo wtedy, zgodnie z dotychczasowymi zapowiedziami, doprowadzą oni do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Oczywiście wszystko zależy od tego, czy dojdzie też do zmiany konstytucji i przekształcenia systemu politycznego w parlamentarno-gabinetowy, bo bez tego najważniejsze decyzje wciąż pozostaną w rękach prezydenta. 

Jakie znaczenie ma rozpoczynająca się dzisiaj wizyta delegacji Parlamentu Europejskiego na Ukrainie? Czy ta misja ma szanse powodzenia i czy UE nie spóźniła się z tymi rozmowami?

– Delegacja, która dziś przybywa do Kijowa, zjawi się na miejscu w momencie, gdy rozmowy trwają już trzeci dzień i gdy widać coraz większą wolę ustępstw ze strony obecnych władz. Rozwiązanie konfliktu jest w ręku samych Ukraińców, ale wszelka pomoc ze strony Zachodu jest przez nich bardzo pożądana. Zresztą o tym właśnie informowali nas przedstawiciele UDAR-u i Batkiwszczyny w ten weekend, kiedy spotykaliśmy się z nimi w Kijowie przed przedstawieniem propozycji przez Janukowycza i po ich złożeniu. 

Co w sprawie Ukrainy może przynieść szczyt UE – Rosja?

– Bardzo niewiele. Z tych spotkań rzadko kiedy wynika coś konkretnego, chyba że UE zajmie tam bardzo zdecydowane stanowisko i ostro przeciwstawi się Rosji. Jednak nie bardzo w to wierzę, nawet w obliczu niedawnych posunięć Rosjan, po których prestiż UE rzeczywiście ucierpiał – mówię tu o częściowym rozbiciu Partnerstwa Wschodniego i odciągnięciu Ukrainy i Armenii, o samowolnym przesuwaniu przez Rosję granic w Gruzji co jest pogwałceniem umowy o zawieszeniu broni z 2008 r., wynegocjowanej właśnie pod egidą UE. Natomiast bardzo ważny jest kontekst czasowy tych wydarzeń z  innego względu, mianowicie Rosjanie przed olimpiadą w Soczi raczej nie podejmą żadnych gwałtownych działań i reakcji w obawie przed bojkotem tego wydarzenia. Dlatego dobrze byłoby, gdyby znaleziono polityczne rozwiązanie kryzysu na Ukrainie przed końcem olimpiady.

Wspomniał Pan wcześniej o wizycie delegacji PiS w Kijowie. Jakie są jej rezultaty?

– Po pierwsze, jak podkreślają sami Ukraińcy, wizyty zachodnich polityków, solidarność z protestującymi daje ludziom nadzieję, poczucie, że nie są sami. Po drugie, mimo że jesteśmy w opozycji, po raz drugi dzięki naszej wizycie zmusiliśmy do reakcji polskie władze. To po naszym pobycie na Majdanie, naszych apelach premier Tusk zadzwonił do Witalija Kliczki. Szkoda tylko, że zamiast mówić w tej sprawie wspólnym głosem, polskie władze wykorzystują tego typu wydarzenia do zupełnie bezpodstawnej krytyki naszych działań. Prawda jest jednak taka, że byliśmy na miejscu, obserwując wystąpienia opozycji i sami przemawiając na Majdanie. Byliśmy świadkami propozycji ugody ze strony Janukowycza i byliśmy na miejscu, gdy trwały dyskusje, co zrobić. Tymczasem nasi najgłośniejsi krytycy bawili się w najlepsze na balu w Świdnicy i zarzucali nam, że działamy z osobistych pobudek i uprawiamy „turystykę”. Proszę samemu ocenić, kto miał tu rację.

Dziękuję za rozmowę.