Inwazja rebeliantów
Wtorek, 28 stycznia 2014 (02:10)Uzbrojeni rebelianci z Czadu i Sudanu zaatakowali placówkę prowadzoną przez polskich kapucynów.
Bracia kapucyni prowadzący placówki misyjne w Republice Środkowoafrykańskiej w Ngoundaye i Bocaranga od tygodnia przeżywają prawdziwy dramat. Uzbrojeni rebelianci z Czadu i Sudanu splądrowali prowadzoną przez misjonarzy przychodnię, ukradli samochody. Kapucyni proszą wszystkich o gorącą modlitwę w intencji misji i pokoju w tym kraju.
W wiosce, która pierwotnie liczyła 300 zabudowań, bandyci spalili 206 domostw. Obrabowali ośrodek zdrowia. Ukradli m.in. mikroskop służący do analizy próbek krwi, narzędzia chirurgiczne, nawet materace z łóżek, krzesła, fotele i lekarstwa na sumę 500 tysięcy franków CFA. Z misji z Bocarangi zabrali także samochody.
Jak czytamy w relacji jednego z braci kapucynów: „Do Bocaranga, gdzie pracuje br. Robert Wnuk, około 2000 ludzi przyszło się schronić, a Seleka otworzył ogień do ludzi”. W Ngoundaye uzbrojeni w broń maszynową i wyrzutnie rakiet rebelianci ostrzelali budynki, zażądali oddania telefonów i pieniędzy. Po splądrowaniu pomieszczeń napastnicy uciekli w stronę granicy z Czadem. Na szczęście w czasie napadu żaden z Polaków nie doznał obrażeń. Zakonnicy musieli uciekać z domu, w którym mieszkali.
W wyniku ostrzału na misji w Bocaranga zginęły trzy osoby. Kilkoro mieszkańców okolicznych wiosek, którzy schronili się na misjach, zostało rannych. Kilka dni temu jedna z pobliskich wiosek została doszczętnie zniszczona przez rebeliantów. – Mieszkańcy wioski – mężczyźni, kobiety i dzieci – w pośpiechu uciekali do buszu. Rebelianci prowadzili ostrzał z broni ciężkiego kalibru. Kilkanaście motocykli, na każdym dwóch, trzech żołnierzy, jeden pojazd opancerzony. Strzelali, gdzie popadło. Wchodzili do pustych domów i kradli wszystko, co napotkali. Po wyjściu podpalali domy – opowiada br. Tomasz Grabiec OFMCap, sekretarz Zakonu Kapucynów Prowincji Krakowskiej ds. misji. – Większość ludzi mieszka poza wioską, w buszu, żyjąc w strachu i oczekiwaniu, co przyniesie kolejny dzień. Nie mają gdzie powrócić, ich domy nie ocalały – dodaje br. Grabiec.
Jak relacjonują misjonarze przebywający na misji Bocaranga, którzy w obawy o swoje bezpieczeństwo wolą pozostać anonimowi, życie na misji to wciąż duże ryzyko. W sobotę na Facebooku pojawił się wpis jednego z nich: „Właśnie otrzymaliśmy alarm, że Seleka jedzie w naszą stronę, a więc ewakuacja…”. Kolejną notatkę zamieścili dopiero w niedzielę wieczorem. Bracia szczęśliwie powrócili na misje. Dowiedzieli się, że bandyci nie dojadą do wioski samochodami, gdyż miejscowi ludzie spalili jedyny most do niej prowadzący.
Jeden z misjonarzy relacjonuje: „Rebelianci, którzy od roku plądrują kraj, ukradli także nasze samochody, jeden odzyskaliśmy”. Jak niedługo potem dowiedzieli się misjonarze, rebelianci Seleki dzielili łupy – kilkanaście samochodów. Jeden z samochodów przeznaczyli dla ministra, a auto, które służyło misjonarzom, powędrowało gdzieś do Czadu i marne są szanse na jego odzyskanie.
Ciężka sytuacja panuje także w misji w Bouar, gdzie ponad 10 tysięcy uchodźców znalazło schronienie. Brakuje jednak lekarstw, wody i żywności. – Jeżeli nie będzie dostaw żywności z Kamerunu, który zamknął granice z RCA z powodu zagrożenia bezpieczeństwa, będzie jeszcze gorzej – zaznacza zakonnik. Nie działają też telefony, które wymagają ładowania prądem, a do generatorów potrzebne jest paliwo.
Rebelianci z byłej Seleki napadli też na misję Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Na szczęście pomimo realnego zagrożenia siostry zakonne nie ucierpiały fizycznie.
Rebelianci to żołnierze z byłej koalicji o nazwie Seleka – obcokrajowcy, najeźdźcy z Czadu i Sudanu, którzy od ponad roku okupują Republikę Środkowoafrykańską. Brali udział w obaleniu panującego od 2003 r. prezydenta François Bozizégo. W grudniu 2013 r. wojska francuskie otrzymały mandat ONZ do interwencji w Republice Środkowoafrykańskiej.
Małgorzata Pabis