To brak wiary w zwycięstwo
Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 (20:15)Pomimo kiepskich występów naszych sportowców na igrzyskach olimpijskich w Londynie (poza nielicznymi wyjątkami) cały czas się pocieszaliśmy, że i tak najbardziej liczymy na siatkarzy. Z pełnym przekonaniem mówiliśmy, że to oni dostarczą nam prawdziwej radości i że zobaczymy ich jeszcze walczących o medale w ostatnim dniu zmagań. Tak było aż do dziś, kiedy to drużyna Andrei Anastasiego niespodziewanie przegrała z Australią.
Team kangurów obok Wielkiej Brytanii miał być łatwym dostarczycielem punktów w naszej grupie. W meczu z Włochami okazało się jednak, że zawodnicy z Antypodów posiadają pewne atuty, które pozwalają im walczyć z najlepszymi. Ostatecznie jednak Włosi pokonali Australijczyków doświadczeniem i opanowaniem w końcówce setów. Wydawało się, że ostrzeżeni takim przebiegiem meczu polscy siatkarze podejdą do niego podwójnie zmotywowani, a analizy sztabu szkoleniowego pozwolą łatwo wyeliminować wszystkie mocne strony przeciwników, których w dotychczasowych potyczkach gładko ogrywaliśmy.
Niestety okazało się zupełnie, co innego. Relacje z tego meczu dostępne są na wszystkich serwisach internetowych, gdzie możemy dowiedzieć się, kto, ile i jakich akcji zepsuł. Ja wobec tego nie mam zamiaru analizować technicznych aspektów przegranej, lecz chciałbym zwrócić uwagę na coś, czego nie oddadzą żadne statystyki, a o czym już wcześniej w komentarzach wielokrotnie wspominaliśmy na NaszDziennik.pl. Nazwaliśmy to „zaraźliwą klątwą chorążego”. Zjawisko to zaczęło się bowiem od Agnieszki Radwańskiej, która - będąc naszą nadzieją medalową - przegrała swój pierwszy mecz. Nie chodziło jednak o sam fakt przegranej, gdyż jej przeciwniczka tego dnia zagrała wyśmienicie, ale o brak wiary w zwycięstwo, który objawił się na twarzy polskiej tenisistki i w jej poczynaniach na korcie. Później tę samą twarz obserwowaliśmy u kajakarki górskiej Natalii Pacierpnik oraz dżudoczki Darii Pogorzelec i wyrażaliśmy obawę, aby się ta „choroba” nie rozprzestrzeniła.
Oznaki pokonywania słabości dały brązowe wioślarki, sztangista Adrian Zieliński i kulomiot Tomasz Majewski. Niestety, jak się okazało, była to tylko chwilowa poprawa. Nieodporni na tego wirusa okazali się liczni lekkoatleci oraz żeglarze, albo grzebiąc swoje szanse już w eliminacjach (Grzegorz Fajdek), albo myląc trasę (Zofia Noceti-Klepacka). Jak się okazuje, także ci, których o podatność na takie schorzenie najmniej byśmy posądzali, czyli nasi wspaniali siatkarze, musieli mu ulec. Porażka ze słabiutką Australią najwyraźniej wskazuje na spadek formy, a ponoć ten słaby mecz (z Bułgarią) mieliśmy mieć już za sobą. Chcielibyśmy wierzyć, że przegranie tego spotkania jest częścią jakiegoś genialnego planu trenera Anastasiego, tak aby w ćwierćfinale trafić na pożądanego przez siebie rywala. Lecz niestety, twarze naszych zawodników w trakcie i po meczu mówią nam, co innego. Jeśli siatkarze odpadną na poziomie ćwierćfinału, to niestety nie będzie komu bronić honoru Polski w ostatnich dniach igrzysk.
Łukasz Sianożęcki