• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Dziki przenoszą pomór

Poniedziałek, 27 stycznia 2014 (19:00)

Afrykański pomór świń jest coraz bliżej polskich granic. W niedzielę nowe ognisko tej choroby wykryto na Litwie, na terenie rejonu solecznickiego i orańskiego. Chorobę stwierdzono u padniętych dzików.

 

Pomór przeszedł na Litwę z Białorusi, gdzie tę chorobę stwierdzono w tamtym roku. Afrykański pomór dotyka też Rosję. I tak jak przypuszczali eksperci, zarazki są roznoszone przede wszystkim przez dziki, bo te zwierzęta swobodnie przemieszczają się lasami, podczas gdy trzoda chlewna jest trzymana w zamknięciu – takie obostrzenia obowiązują już od wielu miesięcy na Białorusi i na Litwie. I choć nie stwierdzono, aby zachorowała choć jedna sztuka świń w litewskiej hodowli, to jednak Moskwa i Mińsk wprowadziły czasowy zakaz importu żywych zwierząt i wieprzowiny z Litwy.

Tymczasem szef litewskiej służby weterynaryjnej poinformował, że zaostrzono środki ostrożności i na pograniczu białoruskim prowadzony jest m.in. odstrzał dzików. Do rolników wysłane zostały apele o jeszcze większą troskę o zabezpieczenie chlewni i pasz. Jeszcze w tym tygodniu do Wilna ma przyjechać delegacja Komisji Europejskiej, która zapozna się z działaniami władz Litwy w związku z afrykańskim pomorem świń i jeśli będzie taka potrzeba, to miejscowe służby weterynaryjne otrzymają także unijne wsparcie finansowe na ten cel.

Ognisko pomoru w rejonie solecznickim dowodzi, że ta bardzo groźna dla zwierząt choroba niestety zbliża się do Polski. Trudno będzie się przed nią ochronić właśnie z tego powodu, że pomór przenoszą także dziki, a między Polską a Litwą czy na całej granicy z Białorusią nie ma np. szerokich przeszkód wodnych, które by uniemożliwiały migrację zwierząt. W dodatku zimą mogą się one nawet częściej przemieszczać w poszukiwaniu pożywienia.

Polska już od wielu miesięcy przygotowuje się na ewentualne nadejście afrykańskiego pomoru świń. W części województw podlaskiego, lubelskiego, i mazowieckiego, leżących niedaleko granicy z Białorusią i Litwą, wyznaczono jeszcze latem ubiegłego roku specjalne strefy buforowe. Na Podlasiu są to powiaty: augustowski, białostocki, bielski, hajnowski, moniecki, sejneński, siemiatycki, sokólski i suwalski, a także miasta Suwałki i Białystok.

Świnie mają tu być trzymane bezwzględnie w chlewni, pasze rolnik może gromadzić tylko w zamkniętych pomieszczeniach. Wprowadzono też zakaz sprzedaży żywych zwierząt na targowiskach oraz uboju na własny użytek (zwierzęta można zabijać tylko w profesjonalnych ubojniach).

Ponadto rolnicy muszą informować weterynarzy o każdym przypadku padniętej lub chorej sztuki, aby wykluczyć pomór. Nie można też przewozić tych zwierząt bez specjalnych zezwoleń. Na Lubelszczyźnie takie same obostrzenia obowiązują w powiatach: bialskim, chełmskim, lubartowskim, łęczyńskim, parczewskim, radzyńskim, włodawskim oraz w Białej Podlaskiej i Chełmie, a na Mazowszu w powiatach: łosickim, siedleckim, sokołowskim oraz w samych Siedlcach.

Rolnicy mają świadomość, jak ważne jest przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się afrykańskiego pomoru. Ta choroba jest niegroźna dla ludzi, ale śmiertelna dla zwierząt. Pół biedy, gdyby pomór stwierdzono ewentualnie tylko u dzików, ale gdyby ta epidemia dotknęła też świnie, to skutki gospodarcze byłyby opłakane. Gdyby pomór stwierdzono tylko u jednej sztuki, to natychmiast służby weterynaryjne podjęłyby decyzję o wybiciu wszystkich świń w danym gospodarstwie i w najbliższej okolicy.

Padłe sztuki trafiłyby do utylizacji, zniszczona byłaby też cała pasza, jaką znaleziono by w gospodarstwach, czy też np. inne środki stosowane w hodowli. Poza tym chlewnie czekałoby kosztowne i długotrwałe odkażanie. Ale konsekwencje poniosłaby cała branża, gdyż stwierdzenie tylko jednego ogniska choroby u świń oznaczałoby zamknięcie przed polską wieprzowiną wszystkich zagranicznych rynków.

– Rolnicy mają świadomość zagrożeń, więc nie sądzę, aby groził nam aż tak straszny scenariusz – uważa Michał Korabski, pracownik firmy skupującej zwierzęta rzeźne. – Odbieramy od rolników świnie zgodnie z umowami kontraktacyjnymi i wszędzie widzę, że chlewnie są odpowiednio zabezpieczone, nawet w regionach położonych w głębi kraju i na zachodzie, z dla od wschodnich granic. W chlewniach wyłożone są maty dezynfekcyjne, wchodzą do nich tylko rolnicy lub ludzie pracujących przy zwierzętach. Nawet nas nie wpuszczają do środka, tylko musimy czekać, aż świnie zostaną wyprowadzone przez specjalne przejścia na zewnątrz – relacjonuje Korabski.

Paradoksalnie przeciwdziałanie pomorowi jest teraz łatwiejsze niż byłoby to jeszcze 5-10 lat temu. A to dlatego, że wiele małych gospodarstw zrezygnowało z hodowli świń, nastąpiła koncentracja hodowli przy jednoczesnym spadku pogłowia tych zwierząt. Ale nawet rolnik, który hoduje 1-2 świnie wyłącznie na swoje potrzeby, też ma obowiązek przestrzegania zaleceń służb weterynaryjnych.

Krzysztof Losz