Skrobia z importu
Niedziela, 26 stycznia 2014 (08:26)Produkcja krajowych ziemniaków kolejny rok znacznie spadła. To główny powód wzrostu ich cen. W efekcie opłacalny stał się import ziemniaków, który w poprzednich latach był śladowy.
Zbiory wyniosły w tamtym roku nieco ponad 6,3 mln ton i były o 2,7 mln ton (czyli o 30 proc.) mniejsze od osiągniętych w 2012 r. W jeszcze wcześniejszych latach średnia produkcja roczna sięgała 10 mln ton. Jakie są tego przyczyny?
Główny Urząd Statystyczny podał najnowsze dane dotyczące produkcji ziemniaków w 2013 roku, z których wynika, że powierzchnia upraw tej rośliny wyniosła tylko 300 tys. ha, podczas gdy w 2012 r. przekraczała 370 tys. ha. Jeszcze kilka lat temu ziemniaki zajmowały areał znacznie przekraczający pół miliona hektarów, ale od tamtej pory powierzchnia tych upraw systematycznie spada, bo niska opłacalność zniechęca wielu rolników do tej produkcji.
Drugim czynnikiem, który spowodował mniejszą produkcję, były niższe plony z hektara – w 2013 roku ta wydajność wyniosła 20 tony 110 kg, podczas gdy w 2012 roku rolnicy zbierali z hektara średnio 20 tony 420 kg ziemniaków. Najwyższe plony uzyskano w województwach: opolskim (prawie 20,7 tony) oraz wielkopolskim i dolnośląskim (po prawie (20,5 t). Najniższe natomiast odnotowano w świętokrzyskim (prawie 17 tony).
Wiesław Dzwonkowski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej zwraca uwagę, że według prognoz międzynarodowej organizacji Potato Council produkcja ziemniaków konsumpcyjnych i do przetwórstwa wzrosła o 4 proc. – do prawie 24 mln ton – w krajach zachodniej Europy – główni producenci to grupa UE-5, czyli Belgia, Francja, Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. Choć akurat nasi zachodni sąsiedzi jako jedyny kraj z tej piątki też odnotowali duży spadek zbiorów (o 14 proc.).
Taka sytuacja przyczyniła się do tego, że w starej UE notowany jest spadek cen ziemniaków, podczas gdy w Polsce są one nawet dwa razy droższe niż rok wcześniej. Według ostatnich danych krajowe ziemniaki w hurcie kosztują od 1 do 1,33 zł za kilogram, a importowane są o kilkadziesiąt procent droższe.
Mimo to import stał się opłacalny i w sklepach można znaleźć spore ilości zagranicznych ziemniaków. Handlowcy narzekają, że krajowe ziemniaki konsumpcyjne z powodu kiepskiej pogody w tamtym roku nie są najwyższej jakości i z tego też powodu import w niektórych sytuacjach jest konieczny. Co niemniej ważne, wysokie ceny krajowych bulw powodują, że część kupujących daje się skusić na zakup importowanych młodych ziemniaków sprowadzanych np. z rejonu Morza Śródziemnego. Nie powinny więc nas dziwić dane IERiGŻ mówiące o tym, że eksport ziemniaków konsumpcyjnych w pierwszych czterech miesiącach sezonu 2013/2014 wyniósł tylko 3,3 tys. ton, podczas gdy import to 8,5 tys. ton. I dzieje się to w sytuacji, gdy sprzedajemy za granicę ziemniaki po 190 euro za tonę, a sprowadzamy je po 290 euro, czyli o 100 euro drożej.
Zdaniem ekspertów, ceny dostaw tych produktów przeznaczonych do bezpośredniej konsumpcji będą jednak rosły i na Zachodzie, podczas gdy dość niskie będą wartości kontraktów zawieranych z dostawcami przez zakłady przetwórcze.
Polscy przetwórcy ziemniaków mają mieszane uczucia. Wiesław Dzwonkowski podaje, że w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2013 r. (nowszych danych jeszcze nie ma) dobre wyniki w eksporcie odnotowali producenci frytek – ich sprzedaż wzrosła z niespełna 130 tys. ton w 2012 roku do 146,4 tys. ton w tamtym roku. Import nie przekroczył w tym czasie 38 tys. ton.
W przypadku eksportu chipsów mamy spadek z 27 do 24 tys. ton (import wzrósł o kilkaset ton do 7,2 tys. t), a eksport suszu obniżył się z 14,8 do 13 tys. ton (import to 2,5 tys. ton). O niespełna 4 tys. ton (do 50,8 tys. t) spadł eksport skrobi ziemniaczanej, ale mniejszy był też o ponad 3 tys. ton import tego produktu (71,6 tys. ton). Wyższy mieliśmy też wywóz syropów skrobiowych (z 36 do ponad 37 tys. ton), jednak wciąż o wiele więcej tych syropów musimy przywozić – w okresie od stycznia do października 2013 r. importowaliśmy 195 tys. ton syropów, podczas gdy w 2012 roku było to o 20 tys. ton więcej.
Krzysztof Losz