• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Film zadaje kłam tezie o zdradzie Polski

Niedziela, 26 stycznia 2014 (08:24)

Z Filipem Frąckowiakiem, dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego w Warszawie, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Co Pana zaskoczyło w filmie Władysława Pasikowskiego pt. „Jack Strong” opowiadającym o życiu pułkownika Ryszarda Kuklińskiego?

- Zaskoczyło mnie mile, że postać Ryszarda Kuklińskiego jest przedstawiona w uczciwy sposób. Po trzech dekadach zarzucania mu zdrady, co było szczególnie haniebne po 1989 roku, powstał film, który zadaje kłam tezie o zdradzie Polski. Wcześniej, w 1995 i 1997 roku, sąd uznał, że zarzuty, które stawiali komuniści i postkomuniści, były nieprawdziwe. Ważne jednak, by pamiętać, że nie jest to pierwszy obraz, który stawia Ryszarda Kuklińskiego w szeregu największych bohaterów polskich. Warto wymienić choć dwa z nich, dokumentalne: „Pułkownik Kukliński” pana Andrzeja Trzos-Rastawieckiego i „Gry wojenne” Dariusza Jabłońskiego.

Jako eksperci komentujący ten film do mediów zapraszani są byli żołnierze Ludowego Wojska Polskiego...

- Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Media mainstreamowe oczekują emocjonalnej dyskusji na zasadzie „zdrajca czy bohater?”. Większość byłych żołnierzy LWP cały czas stać na to, by powiedzieć, że Kukliński to zdrajca. Natomiast te media, które chcą w celach propagandowych uzasadniać, że Kuliński był zdrajcą, zapraszają ich z przyzwyczajenia. Dziś nikt uczciwy nie może Kuklińskiemu zarzucić zdrady Polski. Nikt uczciwy nie może mówić, że na jego temat niewiele jeszcze wiadomo. Jego wyjątkową rolę w polskich strukturach podkreślali byli sowieccy marszałkowie. Zabierali głos na jego temat komunistyczni oficerowie i politycy oraz polscy patrioci. Amerykanie dali świadectwo znaczenia dokumentacji sowieckiej, jaką otrzymali od Kuklińskiego – przede wszystkim planów ataku Układu Warszawskiego na Zachód. Potwierdzili, że Kukliński pomógł zakończyć zimną wojnę w sposób pokojowy.

Dostrzega Pan w filmie Pasikowskiego sceny niezgodne z faktami historycznymi lub wybielające niektóre osoby w ramach poprawności politycznej?

- Oglądając ten film, oddający znaczenie misji Ryszarda Kuklińskiego w czasach żelaznej kurtyny z taką rzetelnością historyczną, chciałoby się zobaczyć jeszcze więcej. Ale film trwa 2 godziny i oczywiście wszystkiego w nim zmieścić się nie da. Postać generała Jaruzelskiego nie jest wyeksponowana, ale scena, gdy tłumaczy się marszałkowi Kulikowowi, jest tak znacząca. Obrazuje jego służalczą postawę wobec Moskwy w całej jego karierze. Można mieć wątpliwości, czy Breżniew nie wiedział o tym, że głównodowodzący Układu Warszawskiego grozi Polakom użyciem dywizji Czechosłowackiej i NRD-owskiej, ale to są sprawy poboczne w tym filmie. 

Co powiedziałby o „Jacku Strongu” śp. prof. Józef Szaniawski?

- Wierzę w to, że powiedziałby, iż ten film opowiada prawdziwą historię. Do Józefa Szaniawskiego trafiało wiele scenariuszy filmów i sztuk teatralnych o Kuklińskim z prośbą o konsultację, także amerykańskich. Zwrócili się do niego, na kilka tygodni przed śmiercią, również producenci „Jacka Stronga”. Choć pracował chyba przy wszystkich scenariuszach, które powstały wcześniej, to bardzo czekał na tak duży film jak ten Władysława Pasikowskiego.

Poleciłby Pan ten film innym?

- Tak, ale nie wszystkim w ten sam sposób. Mam szczególny stosunek do Ryszarda Kuklińskiego i w związku z tym do tego filmu. Polecając ten film jednym, powiedziałbym, że to świetny dreszczowiec szpiegowski z pościgami i wzruszającym wątkiem miłosnym. Innym, że to wspaniały dowód wdzięczności dla Ryszarda Kuklińskiego za uratowanie Polski – co ten film dobrze pokazuje. Jest jeszcze grupa osób, którym powiedziałbym, że „Jack Strong” to wyraz wdzięczności za to, że mieli odwagę go bronić w latach 90. Wtedy postkomuniści rządzący Polską, Unia Wolności i „Gazeta Wyborcza” wmawiali Polakom, że Kukliński to zdrajca, a Jaruzelski człowiek honoru. Poleciłbym ten film wszystkim, którzy bronili Izby Pamięci płk. Kuklińskiego, gdy Platforma Obywatelska chciała ją zamknąć.

„Jack Strong” ma szansę podbić rynek kinowy na świecie, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych?

- Powinien być wyświetlany na świecie. Mam jednak wrażenie, że to nie jest film, który będzie ścigać się o miejsce na liście hitów w Stanach Zjednoczonych. Nie ma się co ścigać z produkcjami Hollywood. Na szczęście Amerykanie poznali historię Polaka, który uratował świat przed III wojną światową. Podczas gdy w Polsce toczono bezsensowny spór: zdrajca/bohater, który był de facto sporem o Polskę. Ten film na pewno zasługuje na pokazanie w USA. Nie wolno nam w tej sprawie też zapomnieć o Polakach mieszkających tam. Oni także czekają na ten film, bo zawsze bardzo bronili Kuklińskiego. Zapewne dużym zainteresowaniem będzie cieszył się w byłych państwach komunistycznych Europy Środkowej. Sądzę, że gdyby także Rosjanie mieli szansę go obejrzeć, to łatwiej byłoby im zrozumieć naszą niechęć do ich imperializmu.

Dziękuję za rozmowę.

 

Na zdjęciu: Filip Frąckowiak z pułkownikiem Ryszardem Kuklińskim

Izabela Kozłowska