• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Ukradli nawet dno…

Sobota, 25 stycznia 2014 (13:30)

Najnowszy wpis Marii Ochman opublikowany na blogAID

 

Opozycja podjęła kolejną próbę odwołania ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Zasadniczo nic nadzwyczajnego. Takie zbójeckie prawo opozycji. Wiadomo też było z góry, że zdecyduje arytmetyka i rządząca koalicja odrzuci ten wniosek – takie prawo większości parlamentarnej. A jednak ten kolejny spektakl na Wiejskiej daje wiele do myślenia.

Przede wszystkim chyba nikt – bo ostatnio nawet sam premier dostrzegł wreszcie kolejki (kłania się okulista!) i w ciągu trzech miesięcy nakazał je zlikwidować – nie ma dobrego zdania na temat funkcjonowania służby zdrowia w Polsce. Oczywiście, z wyjątkiem Bartosza Arłukowicza, który ma niezmiennie dobre samopoczucie i wciąż ogłasza, co też nowego dobrego zrobi, a… tego nie czyni.

Pogarsza się zarówno dostępność, jak i jakość świadczonych usług medycznych. Pogłębia się organizacyjny chaos. Rośnie zadłużenie szpitali. A co najgorsze, dochodzi do tragedii, za które nikt nie odpowiada, winien jest co najwyżej źle funkcjonujący system… Ta sejmowa debata pokazała jednak jak na dłoni, że politycy rządzącej koalicji kompletnie lekceważą problemy zdrowia i życia obywateli. Nie mają żadnych – powtarzam, żadnych! – pomysłów na poprawę kondycji polskiej służby zdrowia, a jedyne, co potrafią, to cynicznie wzajemnie się obrażać i obrzucać błotem.

Polityka sięgnęła dna. O takiej sytuacji, by podkreślić totalną zapaść, mawiano, że dno ukradli i spada się jeszcze niżej. Tak więc dno ukradli: wystąpienia w tej debacie konstytucyjnego ministra – ministra zdrowia i premiera w upokarzający nas wszystkich sposób w tym utwierdziły.

Żałosny Bartosz Arłukowicz, człowiek, który nigdy nie powinien zostać powołany na stanowisko ministra, zamiast bronić się merytorycznie, atakował występujących w debacie oponentów, wyciągając na nich przeróżne haki, kompletnie nieodnoszące się do stawianych mu zarzutów. Wyszła z tego ordynarna pyskówka jak w przedwojennym maglu.

Gdyby choć „pyskował”, używając merytorycznych argumentów. Ale, gdzie tam! Nawet tego nie potrafi i sposobami przypominającymi najgorszy tabloid wyciągał, niczym żongler króliki z kapelusza, sprawy niezwiązane z tematem, czyniąc tym samym z Sejmu pośmiewisko w stylu najgorszym z możliwych. I jak tu teraz używać zwrotu „Wysoka Izbo”, skoro to w Izbie dno ukradli?

W dodatku premier RP zamiast zdymisjonować w trakcie rekonstrukcji rządu beznadziejnego ministra, wtóruje mu w pyskówce w Sejmie, szarpiąc opozycję i śp. profesora Religę… „Zakiwał” się niczym chłopiec grający w piłkę na boisku aż tak, że zapewne zapomniał, iż to on od blisko siedmiu lat rządzi Polską. I to on wraz z Ewą Kopacz i Bartoszem Arłukowiczem odpowiadają za katastrofę polskiej służby zdrowia.

Pamiętał za to o okupacji kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego przez pielęgniarki, ale nie wspomniał słowem o wciąż niezrealizowanych obietnicach, które wtedy wojującym siostrom składała posłanka Ewa Kopacz, tak chętnie „bezinteresownie” krzątająca się po białym miasteczku. Zapomniano o nas: o pracownikach, o pacjentach, o obywatelach, którzy mają dość obrzucających się inwektywami polityków, nietraktujących systemu ochrony zdrowia w kategoriach dobra wspólnego.  Ten gorszący spektakl w Sejmie pokazał nie tylko, jak lekceważy nas rząd PO – PSL (ci ostatni znów za cenę synekur schowali głowę w piasek). Obnażył też w przerażający sposób jakość polskiej polityki, którą Platforma – niby Obywatelska – sprowadziła do poziomu… gleby.

Ale glebę ponoć też ukradli – a przynajmniej kradną na potęgę, alarmują o tym protestujący na traktorach rolnicy. Może warto więc powiedzieć: „Ukradli nam Polskę”.