Tandetny kabaret
Piątek, 24 stycznia 2014 (10:02)W uprawianiu publicznym kabaretonów na podwładnych Donalda Tuska zawsze można liczyć. Tego cyrku było ostatnio nawet sporo, zaczynając od samego króla spektaklu – Donalda Tuska, który wyruszał na listowne wezwanie ludu i wkraczał pod jego strzechy, układał klocki, jadł obiad, chichotał, opowiadał wszem i wobec o polskim prosperity do 2020 roku – lecz poparcie dla PO nie rosło.
Mało tego, premier Tusk stał się najmniej popularnym politykiem. Zużywa się na naszych oczach, więc szuka sposobności, aby uatrakcyjnić występy. Istnieje jednak granica śmiechu i wesołości. PO już dawno ją przekroczyła, spadając na dno kompromitacji. Miny gminu (nas wszystkich, upokarzanych trwaniem tej szkodliwej dla Polski władzy) coraz bardziej rzedną, obywatele Polski powoli (i nareszcie) uświadamiają sobie, kto nimi rządzi.
Ostatnio w roli głównej tego rządowego, powiedzmy sobie wprost – obciachu obsadzono wicepremier gabinetu „Umiłowanego Przywódcy”, Elżbietę Bieńkowską. Ten polityczny naturszczyk pokazywał już nam swoje tatuaże, przebierał się za Barbórkę (w ramach akcji „kobiety do kopalń”), tryskał humorem (z ministrem Zdrojewskim) podczas pogrzebu śp. Wojciecha Kilara. Dziś pani Bieńkowska przebrała się w kostium obrońcy Pani Zimy.
W programie „Fakty po Faktach” na antenie TVN24 wielogodzinne opóźnienia pociągów spowodowane oblodzeniem sieci trakcyjnej skomentowała, jak wszyscy wiemy: „Sorry, ale taki mamy klimat”. Oto minister infrastruktury i rozwoju w całej okazałości. A większość z nas zapewne uznała, że po ministrze Nowaku nie może być już gorzej.
Po kolejnej wpadce pani minister natychmiast otrzymała wsparcie ze strony „Gazety Wyborczej”, która zawsze ze zrozumieniem podchodzi do kolejnych kompromitacji kobiet w rządzie Tuska, a także nonsensów głoszonych przez feminocelebrytki na swoich łamach. W końcu ta opiniotwórcza gazeta promuje strategię parytetów, a ponieważ zdaniem „GW” kobiety w Polsce są upośledzone, to gdy którakolwiek z podwładnych Tuska wypowie jakąkolwiek bzdurę, wtedy szybko należy to przekuć na sukces i absurd ogłosić mądrością godną samego tytana intelektu.
Przypomnę, że Bieńkowska nie jest przecież pierwszym politykiem ze stajni PO, który wykazuje się zrozumieniem dla praw natury. Niejaki Bronisław Komorowski, gdy Polskę dotknął kataklizm powodzi w 2010 roku, zasłynął z wypowiedzi zgłębiającej sens i cechy charakterystyczne dla tego zjawiska.
Przypomnijmy: „Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku, więc nie słyszałem od dłuższego czasu o zjawiskach powodziowych, które by trwały dłużej niż tydzień czy dwa”, stwierdził rozbrajająco i szczerze ten znany z umiłowania przyrody i Janusza Palikota – łowca jeleni.
Dziś, kiedy szykowana jest Polsce i Narodowi Polskiemu grabież lasów państwowych, w postaci pozbawienia ich funduszy na ochronę i pielęgnację gruntów leśnych, jeśli zaczną np. szaleć pożary w lecie, Tusk albo inny z jego wysłanników stanie z udawanym uśmieszkiem przed TVN-owską kamerą i wzruszając ramionami, stwierdzi: „Co się tu pieklić, jest nareszcie lato, a latem jak wiadomo, jest gorąco. Upały i ogień to normalka. Najwyżej grzybów nie będzie. Cieszmy się natomiast, nie narzekajmy, bo można przynajmniej pogrillować na działkach”.
Kabarety w Polsce są coraz nudniejsze i coraz mniej zabawne. Śmiać się też już Polakom nie chce z tuskowygłupów. Ja zaś nie chcę, żeby rządy w Polsce odgrywały nieudolne indywidua. Czas nareszcie rozpędzić na cztery wiatry kiepskich komediantów. Okazja już w maju.
Dr Tomasz M. Korczyński