Turbiny pod oknem
Piątek, 24 stycznia 2014 (02:17)W gminie Korytnica na Mazowszu w niewielkiej odległości od domów ma wkrótce stanąć ponad 40 turbin wiatrowych. I choć prawie tysiąc mieszkańców podpisało protest przeciwko farmie, wójt i rada gminy forsują projekt.
Wybudowane mają zostać 44 turbiny wiatrowe, linia energetyczna 110 kV i stacja GPO-1. Lokalizacje w niektórych przypadkach przewidywane są w odległości ok. 500, 400, a nawet 300 metrów od siedzib ludzkich w pasie gęstej zabudowy i na terenach obejmujących najlepsze gleby: I, II i III klasy bonitacyjnej. Turbiny mają być pogrupowane w skupieniu po dwanaście, szesnaście, dziewięć i siedem. Jak mówi „Naszemu Dziennikowi” Krystyna Zaboklicka z Grupy Inicjatywnej Stowarzyszenia „Stop wiatrakom”, ustne i pisemne wnioski do wójta i rady gminy Korytnica o konsultacje społeczne pozostają bez echa. A projekt jest już na etapie sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla projektowanej budowy.
– Wszelkie nasze inicjatywy i wnioski o zorganizowanie debaty informacyjnej na ten temat z mieszkańcami gminy oraz wytłumaczenie, dlaczego decyzje o tak strategicznym znaczeniu dla mieszkańców zostały podjęte w arbitralny sposób przez władze gminy, bez żadnych konsultacji społecznych, zderzają się z arogancją wójta i rady, nie otrzymujemy odpowiedzi na nasze wnioski i czujemy się całkowicie bezsilni – tłumaczy Zaboklicka.
Mieszkańcom nie pozostało więc nic innego jak zawiązanie się w grupę protestacyjną.
– My ich tu po prostu nie chcemy, zrobimy wszystko, by przeciwstawić się ich powstaniu. Pod naszym protestem przeciwko wiatrakom podpisało się już ponad 900 mieszkańców miejscowości najbardziej narażonych na ich bezpośrednie, uciążliwe sąsiedztwo i dalej podpisy są zbierane – twierdzi Krystyna Zaboklicka.
Wirtualne obwieszczenia
Wójt Korytnicy Stanisław Komudziński (PSL), który zarzuca swoim oponentom, nie wiedzieć czemu, intencje polityczne, zapewnia jednak, że mieszkańcy gminy od początku o wszystkim byli informowani.
– Mamy tablice ogłoszeń w każdej miejscowości. Dajemy tam wszystkie informacje, które jesteśmy zobowiązani wieszać, to jest nasz obowiązek. A że są one zrywane przez kogoś lub wiatr, to różnie jest. Ale informacje były, spotkania też – tłumaczy wójt.
Co innego mówią jednak mieszkańcy. Krystyna Zaboklicka tłumaczy, że obwieszczenia owszem były, ale w jednym z lokalnych tygodników, nie na tablicach. Kilka dni temu Grupa Inicjatywna Stowarzyszenia „Stop wiatrakom” zaprosiła na spotkanie do Korytnicy Arkadiusza Czartoryskiego (PiS). Poseł zapewnia, że wszyscy mieszkańcy na spotkaniu – a było ich kilkuset – zgodnie twierdzili, że żadnych obwieszczeń na tablicach nie było. – Ludzie pytali na spotkaniu wójta, jak można zerwać ogłoszenie z tablicy, która jest przeszklona i znajduje się za ogrodzeniem sołtysa – mówi Czartoryski.
W ocenie posła, który miał możliwość rozmowy z władzami gminy, radni (wszyscy poparli budowę wiatraków) byli niezorientowani w problemie.
– Na zebraniu było kilkaset osób, radni przekazywali dziwne informacje, byli zdziwieni, że ludzie nie chcą w ogóle tych wiatraków, że protestują. Po drugie, na tym spotkaniu okazało się też, że zanim jeszcze uchwalono plan, znane były już wszystkie miejsca, gdzie mają stać turbiny. Mało tego, są już umowy przedwstępne i prace prowadzone w terenie. Będę to monitorował, bo gdyby tak było, miałoby to znamiona nieczystej gry – informuje poseł.
Wójt Korytnicy broni się, że nie ma wpływu na to, w jakiej odległości od domostw staną turbiny. – Prawa to ja nie ustanawiam w tym kraju, nie mam wpływu na odległości. Ktoś mówi, że powinien być kilometr, inny, że dwa czy trzy, ja tego nie neguję, ale i za tym nie obstaję – twierdzi.
Furtka do przekrętów
Poseł Czartoryski przypomina, że na ostatnim posiedzeniu Sejmu premier i klub PiS jednomyślnie – co się rzadko zdarza – poparli kontynuowanie prac nad nowelą ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, bo skala protestów przeciwko farmom wiatrakowym jest duża.
– Sugerowałem władzom Korytnicy, by powstrzymali się z budową farmy wiatrowej do czasu zakończenia tych prac – mówi Czartoryski. – Badania Państwowego Instytutu Higieny zamieszczone na stronach Ministerstwa Zdrowia są jednoznaczne. Twierdzą, że wiatraki szkodzą ludziom i zwierzętom. Ale to tylko opinie. W projekcie ustawy chodzi przede wszystkim o określenie odległości i warunków budowania wiatraków – informuje poseł.
Tymczasem mieszkańcy Korytnicy na swoich polach widzą osoby, które prowadzą pomiary. O szczegółach nikt ich nie informuje. Wójt Korytnicy twierdzi, że nawet nie wie, jak nazywa się firma, która ma zająć się wiatrakami.
– To pan wójt nie wie, kto po polach w gminie chodzi? Przecież najpierw powinno się zacząć od sprawdzenia firmy, która ma zająć się tak dużą inwestycją – ripostuje Zaboklicka.
– W rękach radnych leży wszystko. Niech radni nie dadzą sobie narzucać planu zagospodarowania, które ktoś zrobi pod dyktando danej firmy. Tym bardziej że w gminie Korytnica są gleby I, II i III klasy. Moim zdaniem, na tego typu terenach nie powinny być umieszczane wiatraki, które ograniczają prawo własności i swobodę dysponowania gruntami – kwituje Czartoryski.
Dopytywany, czy ustosunkuje się do protestów mieszkańców i czy będzie debata na temat budowy farmy wiatrowej, wójt Korytnicy odpowiada, że nie wie.
Piotr Czartoryski-Sziler