Inni dokładają do lasów
Piątek, 24 stycznia 2014 (02:11)Z prof. Janem Szyszko, wiceszefem sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Wczoraj na posiedzeniu połączonych komisji finansów i ochrony środowiska odrzucono wniosek o wysłuchanie publiczne w sprawie zmiany w ustawie o lasach. Skąd niechęć posłów koalicji do tej procedury?
– Tu arytmetyka jest nieprzebłagana, mają przewagę głosów. Chciałbym podkreślić, że podczas tej debaty posłowie koalicji rządzącej w gruncie rzeczy nie zadali ani jednego pytania. Jedynie poseł Święcicki miał jakieś wątpliwości i zadał pytanie. Oni w ogóle się nie interesują tym, co jest tam zapisane. To jest wyraźna wola polityczna, bez jakiejkolwiek analizy, doprowadzająca do destabilizacji polskich Lasów Państwowych. Widocznie zależy im na tym, by ta jedna czwarta terytorium Polski przestała ich tak mocno boleć.
To raczej nie jest normalna sytuacja, że nad ustawą nie ma merytorycznych dyskusji?
– Żadnych. To, co zrobił Rosati, to jakiś jeden wielki skandal, a dyrektor generalny wije się jak może, bo jest w administracji rządowej. Choć w obecności leśników widzi jednak doskonale, że obecny stan Lasów Państwowych jest tragiczny. Złożymy poprawkę dotyczącą tego, by jednak te pieniądze zostały w Lasach Państwowych, by zarządzały nimi przy współpracy z samorządami. Tę poprawkę właśnie uzgadniamy. Nie spodziewaliśmy się takiej arogancji i braku merytorycznej dyskusji na komisji.
Zarzucano na komisji, że inne lasy płacą podatki. Prawda, ale do lasów państwowych w UE dokłada budżet państwa od 50 do 150 euro do hektara. A u nas? W tej chwili jest sytuacja niezwykle u nas niebezpieczna, szczególnie w świetle tego, co pan premier powiedział, że zapisze w Konstytucji, że lasy nie podlegają prywatyzacji. Chyba nie ma gorszego kamuflażu w tym zakresie, bo przecież nie o to chodzi. Mogą zostać Lasy Państwowe bez lasów, bo o ile coś zaczyna być deficytowe, można to sprzedawać.
Leśników, którzy protestowali przed Sejmem, nie chciano wpuścić do budynku. Jak Pan to ocenia?
– To jest swego rodzaju skandal, chociażby ze względów gościnnych. Ludzie jechali tu z całej Polski. To są osoby w zielonych mundurach, z orzełkiem na czapce i guzikach, i tym ludziom nie pozwala się w mróz wejść do Sejmu? To brak kultury, arogancja, buta.