Szybciej niż korniki
Piątek, 24 stycznia 2014 (02:00)Impregnowana na argumenty koalicja PO – PSL poparła rządowy projekt zmiany ustawy o lasach, odrzucając wcześniej wniosek o wysłuchanie publiczne.
Choć posłowie opozycji wszelkimi sposobami próbowali zwolnić tempo procedowania Sejmu nad zmianą ustawy o lasach, nakładającą na Lasy Państwowe obowiązek odprowadzania do budżetu olbrzymich danin, posłowie PO i PSL z połączonych sejmowych komisji: Finansów Publicznych oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, jednogłośnie przyjęli zaproponowane przez rząd zmiany.
Najpierw poseł Dariusz Bąk (PiS) próbował wymusić na komisji ochrony środowiska doprowadzenie do tego, by rząd – zanim komisje zaczną procedować nad projektem – przedstawił Sejmowi RP informację o planach wobec Lasów Państwowych, o co Prawo i Sprawiedliwość wnioskowało na poprzednim posiedzeniu Sejmu. Bezskutecznie. Chwilę później posłowie PiS domagali się, by na salę wpuszczeni zostali wszyscy leśnicy, którzy przyjechali do Warszawy, ale nie zostali wpuszczeni i marzli na dworze.
Prowadzący obrady Dariusz Rosati (PO) uznał, że na sali są już przedstawiciele tego środowiska. PiS wymusiło jednak na przewodniczącym przerwę i posłowie, korzystając ze swoich uprawnień, indywidualnie zaprosili leśników do środka.
Poseł Jacek Bogucki (SP) próbował przerwać posiedzenie połączonych komisji do czasu dostarczenia posłom szczegółowych danych ekonomicznych Lasów, ale i ta próba zakończyła się niepowodzeniem.
Determinacja koalicjantów do przeforsowania rządowych propozycji była duża, stąd nietrudno było przewidzieć, że zarówno zgłoszony przez PiS wniosek o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektu, jak i przeprowadzenie wysłuchania publicznego w sprawie Lasów nie zostaną uwzględnione.
Wobec braku możliwości prowadzenia merytorycznej debaty i braku reakcji na apele leśników PiS postanowiło opuścić obrady komisji i nie uczestniczyć w pracach szczegółowych nad projektem. Zaś koalicja w ekspresowym tempie przyjęła bez uwag cały rządowy projekt.
Wcześniej Janusz Zaleski, wiceminister środowiska, przekonywał, że Lasy Państwowe są własnością państwa i ono ma prawo czerpać dochody z nadwyżek. Dotychczasowe obciążenia Lasów polegały m.in. na wpłacaniu podatku leśnego, podatku dochodowego od działalności pozaleśnej, tak jak wszystkie inne przedsiębiorstwa Lasy płaciły VAT, a ich pracownicy podatek od wynagrodzeń.
Wiceminister zaznaczał też, że Lasy realizowały także wiele funkcji niefinansowanych z budżetu państwa, jak ochrona lasów prywatnych, przyrody, edukacja ekologiczna, wspieranie parków narodowych z własnych środków, których zresztą w ostatnich latach przybywało dzięki dobrej koniunkturze. Jak wskazywał Zaleski, jako że budżet państwa znalazł się w potrzebie, rząd uznał za zasadne, by pieniądze, które Lasy przeznaczyłyby na budowę dróg, przekazać samorządom na inwestycje na drogi lokalne.
Zaleski próbował też rozmyć obawy o to, że proponowany drenaż finansowy Lasów zakończy się ich sprzedażą, a argumentem był fakt, że już teraz są enklawy leśne, które nie cieszą się zainteresowaniem i w minionym roku sprzedano ich tylko 25 hektarów. Kluczem było jednak określenie, że są to dla Lasów Państwowych obszary zbędne z punktu widzenia prowadzenia produkcji. Zaleski zapewniał, że obciążenie Lasów kwotą 1,6 mld zł w najbliższych dwóch latach to zadanie trudne, ale możliwe do wykonania.
Plany rządu już w nie tak różowych kolorach opisywał Adam Wasiak, dyrektor generalny Lasów Państwowych. Jak przyznał, Lasy dysponują ok. 1 mld zł nadwyżek, które mogą przekazać do budżetu. W jego ocenie, taki manewr nie wpłynie na tegoroczne plany i nie dojdzie do ograniczania zadań gospodarczych. Wasiak podkreślił jednak, że Lasy, dysponując nadwyżką, chciały zrealizować więcej inwestycji, właśnie na poziomie 1 mld złotych.
Teraz zostaną one ograniczone przynajmniej o połowę. To i tak nie rozwiąże problemu wpłaty, bo Lasom zabraknie jeszcze 600 mln złotych. Ta kwota, jak tłumaczył dyrektor, będzie musiała pochodzić z dochodów Lasów wypracowanych w najbliższych latach. Za 2013 r. Lasy mają osiągnąć ok. 250 mln zysku, ale w tym roku ma być to kwota rzędu 170 mln złotych. Zatem zysk Lasów, który zostanie spożytkowany na potrzeby tej instytucji, zostanie bardzo mocno ograniczony.
Stanowczo przeciwko proponowanym zmianom opowiadała się Grażyna Zagrobelna, wiceprzewodnicząca Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”. Jak uzasadniała, od 1995r. Lasy wypracowały dodatni wynik w wysokości 3 mld zł, tymczasem w ciągu dwóch lat chce się im odebrać 1,6 mld złotych. Wskazywała, że nałożenie daniny od 2016 r. w wysokości 2 proc. od sprzedaży to ok. 80 proc. faktycznie osiąganego dochodu. Korzyść z danin mają odczuć samorządy. Tyle że, jak wyliczyła Zagrobelna, przy założonej wysokości wpłat na budowę dróg lokalnych statystyczny samorząd otrzyma dodatkowo 200 tys. złotych. To niewiele, biorąc pod uwagę, ile problemów z bezrobociem może nieść dla samorządów projekt.
Zagrobelna wskazywała, że nie jest też tak, iż Lasy nie dają nic budżetowi. To nie tylko podatki, bo funkcjonuje ochrona przeciwpożarowa realizująca zadania Państwowej Straży Pożarnej, jest Straż Leśna, realizująca zadania policji czy w końcu są zadania związane z ochroną przyrody. To razem daje rocznie kwotę ponad 220 mln zł, a żąda się jeszcze więcej. Do tego wyciągnięcie z Lasów w ciągu dwóch lat 1,6 mld zł pozbawi je wszystkich oszczędności, a podatek obrotowy mający obowiązywać od 2016 r. pozbawi Lasy większości dochodów.
Prognozy wskazują, że zysk Lasów będzie kształtował się na poziomie 160 mln zł, z których trzeba będzie oddać do budżetu 130 mln złotych. – Jaka będzie możliwość rozwojowa, jeśli Lasy Państwowe będę miały do dyspozycji 30 mln na rok, i to dopiero za dwa lata? – pytała Zagrobelna.
Posłowie opozycji próbowali uzyskać od rządu szczegółowe informacje, jak ograniczenie inwestycji w Lasach wpłynie na rynek pracy czy działalność parków narodowych, które Lasy wspierają. Mieli także spore wątpliwości, czy sięganie po zaoszczędzone pieniądze jest zgodne z prawem.
Jak wskazywał Mariusz-Orion Jędrysek (PiS), chcąc sięgać po środki z Lasów, należałoby raczej je opodatkować na cywilizowanych zasadach, a nie stosować „dziki domiar”. Jak wskazywał, takie działanie podważa zasadę zaufania do państwa i prowokuje do ukrywania wszelkich oszczędności, bo w każdej chwili państwo może położyć na nie rękę. Także prof. Jerzy Żyżyński (PiS) wyraził wątpliwość, czy proponowane zapisy były konsultowane z ekonomistami. Jak wskazywał, rządowe rozwiązanie ma cechy „sabotażu ekonomicznego”, a składane zapewnienia, niepoparte żadnymi ekonomicznymi danymi źródłowymi, wprowadzają w błąd parlamentarzystów.
Większość pytań nie znalazła rzeczowej odpowiedzi. Wiceminister Zaleski tłumaczył, że proponowane opodatkowanie obrotu Lasów to rozwiązania stosowane w Europie i w porównaniu z Austrią, Szwecją czy Finlandią wcale nie tak dotkliwe. Przyznał jednak, że w przywoływanych przykładach lasy państwowe nie działają na zasadzie samofinansowania, ale utrzymują się z budżetu państwa.
Marcin Austyn