• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Upokorzyć politycznych

Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 (06:21)

Ofiary komunistycznych zbrodni pochowane na Łączce były grzebane w mundurach Wehrmachtu. Świadczą o tym guziki od mundurów tej formacji odnalezione podczas trwających prac ekshumacyjnych na Powązkach.

- W dwóch grobach zostały znalezione ślady po niemieckich mundurach, głównie guziki o tym świadczą - przyznaje kierujący ekshumacjami w kwaterze na Łączce na warszawskich Powązkach dr hab. Krzysztof Szwagrzyk z IPN.

- To, że dzisiaj odnajdujemy takie pozostałości, nie oznacza, że mamy do czynienia z pochówkami osób narodowości niemieckiej, ze zbrodniarzami hitlerowskimi, absolutnie nie. Mamy bowiem świadomość, że mundury niemieckich formacji militarnych wykorzystywano do innych celów - zaznacza historyk.

Szwagrzyk podkreśla, że z zachowanych relacji więźniów wynika, iż w okresie stalinizmu więźniów ubierano w mundury Wehrmachtu, a także w umundurowanie innych niemieckich jednostek militarnych. Działo się to w dwóch celach.

- Po pierwsze, na terenie więzienia tego typu ubrania miały spełnić pewne określone role, chodziło o dodatkowe upokorzenie więźniów politycznych. Liczono też w niektórych przypadkach na formę jakiegoś linczu ze strony pozostałych więźniów. W ten sposób starano się tę grupę politycznych szczególnie szykanować - podkreśla Krzysztof Szwagrzyk.

- Ponadto wykorzystywano te sorty mundurowe po to, żeby pochować zamordowanych więźniów. Po prostu podchodzono do tego w sposób ekonomiczny - posiadano wiele mundurów formacji niemieckich i w te mundury zamiast mundurów więziennych, ze względów oszczędnościowych, przebierano więźniów na ostatnią drogę - wskazuje szef wrocławskiego oddziału IPN.

Przy 17 szczątkach znalezionych w ciągu dwóch tygodni prac ekshumacyjnych jest niewiele towarzyszących szkieletom rzeczy.

- W ogromnej większości nie znajdujemy żadnych śladów po materiałach, a już tym bardziej rzeczy osobistych - przyznaje Szwagrzyk. Na fakt, że chodzi o mundury poniemieckie, wskazują guziki. Szczątki ofiar były zakopywane w sposób chaotyczny i niedbale. Z wyjątkiem dwóch przypadków więźniowie leżą w grobach zbiorowych, po dwóch lub po trzech.

- Ułożenie szczątków wskazuje, że byli oni zrzucani do grobów z pewnej wysokości. Na nogach jednej ofiary kładziono głowę drugiej - bez jakiegokolwiek szacunku dla ciał ludzkich i dbałości o pochówek. Wygląda to na szybkie działanie w kierunku pozbycia się ciał. Ktoś, kto to robił, uczynił to wyjątkowo niedbale - wyjaśnia Szwagrzyk.

Ponadto większość szczątków nosi ślady egzekucji tzw. metodą katyńską - strzałem w potylicę z bliskiej odległości. - Na całej Łączce spodziewamy się znaleźć ok. 100 osób; trzeba jednak pamiętać, że te szacunki z dnia na dzień mogą ulec zmianie - dodaje.

Prace ekshumacyjne obejmują w pierwszym etapie niewielki obszar wokół pomnika ofiar okresu stalinowskiego. W kwaterze na Łączce w latach 1948-1956 pochowano kilkuset zmarłych i straconych w więzieniu mokotowskim w Warszawie. IPN ma nadzieję, że uda się odnaleźć m.in. szczątki rtm. Witolda Pileckiego, gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila" - szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" - dowódcy 5. Wileńskiej Brygady AK, i ppłk. Łukasza Cieplińskiego - przywódcy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość".

Zenon Baranowski