• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Ukraina czeka na nasz silny głos

Środa, 22 stycznia 2014 (11:52)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych oraz byłym wiceszefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Według agencji Associated Press, już trzy osoby zginęły od ran postrzałowych w pobliżu barykad w Kijowie. Kto jest odpowiedzialny za taki obrót wydarzeń?

- Informacje docierające do nas z Kijowa nie są zaskoczeniem. Od kilku dni nie widać było, że sytuacja zmierza do konfrontacji. Należy jednak zadać pytanie: czy powinniśmy winić obie strony tego konfliktu? Do przewidzenia był fakt, że desperacja tłumu będzie rosła. Jednak spodziewano się, że Wiktor Janukowycz, prezydent Ukrainy, pod presją milicji wewnętrznej i nacisków z zewnątrz będzie szedł w kierunku dialogu. Tymczasem okazało się, że wybrał on konfrontację.

Jakich dalszych decyzji możemy spodziewać się ze strony prezydenta Janukowycza?

– Jak wspomniałem, Janukowycz ma poparcie Moskwy. Jeśli doszło do poważnych deklaracji i porozumień i ma on zabezpieczenie ze strony Rosji w kwestiach gospodarczych, gazowych, to w jego interesie jest, aby jak najszybciej rozstrzygnąć ten konflikt. Im dłużej będzie on trwał, tym bardziej negatywnie będzie rzutował na kampanię prezydencką. Ta rozpocznie się za rok.

Dlatego też w interesie Janukowycza leży jak najszybsze rozstrzygnięcie kwestii konfliktu bez względu na sposób jego zakończenie. Wszystko po to, aby ludzie zapomnieli przez rok i do kampanii przystąpili bez żywych wspomnień o Majdanie.

Na Ukrainie zostanie wprowadzony stan wyjątkowy?

– Wiele wskazuje na to, że może dojść do podjęcia takiej decyzji, a przynajmniej na terenie Kijowa. Widzimy, że do wprowadzenia stanu wyjątkowego namawia Janukowycza strona rosyjska. Wypowiedzi polityków oraz media w Rosji nakręcają tę spiralę. Oskarżają Janukowycza o tchórzostwo i niejako naciskają na niego, aby sprawę Majdanu rozwiązał w taki sam sposób jak w 1989 roku w Pekinie na placu Tiananmen. Byłaby to katastrofa dla Ukrainy zarówno w sytuacji wewnętrznej, jak i na forum międzynarodowym.

Kto stoi na czele protestujących?

– Trudno określić, kto stoi na czele protestujących. Od dłuższego czasu opozycjoniści mieli problem z wyłonieniem głównego lidera. W 2004 r. w zasadzie prowadzącą Majdan była Julia Tymoszenko. W przypadku tego konfliktu przez kilka tygodni trzech liderów próbowało ciągnąć ten tłum w swoją stronę. Nie byli jednak w stanie stworzyć wspólnego frontu i wystosować jednolitych roszczeń wobec Janukowycza.

Takim liderem wydaje się Witalij Kliczko, który jest osobą wykształconą i majętną. Ma on szereg zalet dających mu szanse na stanie się liderem opozycjonistów. Nie ma jednak doświadczenia w polityce, a wręcz jest w niej nowicjuszem. Można w tym przypadku postawić pytanie, czy Kliczko dorósł politycznie, by udźwignąć opozycję, a z drugiej strony czy opozycjoniści są w stanie złożyć w jego ręce przywództwo.

Jak ocenia Pan reakcję polskiej dyplomacji oraz Europy i świata wobec wydarzeń na Ukrainie?

– Ze zdziwieniem odbieram brak konkretnej reakcji. Mówimy o naszym kraju będącym naszym bezpośrednim sąsiadem. Powinniśmy być zainteresowani tym, aby sytuacja na Ukrainie przebiegała w sposób pokojowy. Zdumiewające są słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który uważa, że nie ma sensu, aby telefonować do Janukowycza. Przypomnę, że ma on mandat do tego, aby taką rozmowę przeprowadzić.

Polska i Ukraina połączone są instrumentem zwanym komitetem prezydenckim. Wiele do życzenia pozostawia reakcja zarówno Unii Europejskiej, jak i Stanów Zjednoczonych. Nie ma mocnych stanowisk. Ta reakcja jest zbyt letnia. Co prawda kilka dni temu o sprawie Ukrainy wypowiedzieli się Amerykanie. Było to jedynie wystąpienie na niskim szczeblu, bo była to rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Jedynie wypomniała ona Janukowyczowi zamieszki, do których dochodzi w Kijowie. Świat bardziej zainteresowany jest Iranem, Syrią, Egiptem czy Tajlandią. Niewiele uwagi poświęca się Ukrainie. Tutaj wielkie zadanie stoi po stronie polskiej dyplomacji, która niestety nie jest w stanie przekonać opinii międzynarodowej, że kwestia konfliktu na Ukrainie jest ważną sprawą i niebezpieczną dla całej Europy.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska