• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Polacy ośmieszyli wicemistrzów

Środa, 22 stycznia 2014 (08:58)

Polska wygrała w Aarhus ze Szwecją 35:25 (15:12) w meczu mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych. Wczoraj Biało-Czerwoni zmierzą się z Chorwatami i to spotkanie zdecyduje, który z tych zespołów awansuje do półfinału.

Polacy w wielkim stylu pokonali wicemistrzów olimpijskich Szwedów i zachowali szansę na awans do strefy medalowej.

Początek meczu nie wróżył Biało-Czerwonym sukcesu. Przegrywali już 1:5, a Sławomir Szmal nie miał żadnej udanej interwencji. Zastąpił go Piotr Wyszomirski i został bohaterem spotkania. Bronił w niesamowitych sytuacjach, a jego koledzy z pola powiększali przewagę, która w 55. minucie wynosiła już 14 bramek.

Polacy przegrywali już 0:3, gdy w czwartej minucie Krzysztof Lijewski rzucił pierwszego gola. Trener Michael Biegler poprosił o czas już w piątej minucie, przy stanie 1:5. Po chwili Lijewski ponownie popisał się efektowną indywidualną akcją i rozpoczął zmniejszanie strat. Na 3:5 także trafił on, a czwartego gola dla Polski zdobył Adam Wiśniewski, który rozgrywał setny mecz w reprezentacji.

Przez kilka minut toczyła się gra gol za gol. Oba zespoły popełniały błędy i dopiero w 21. minucie kontaktową bramkę na 10:11 zdobył Karol Bielecki. Chwilę potem udaną kontrę zakończył Jakub Łucak i ponownie był remis.

Końcówka pierwszej połowy to prawdziwy koncert gry 26-letniego Piotra Wyszomirskiego i 24-letniego Łucaka. Pierwszy efektownie bronił rzuty Szwedów, drugi wykańczał skutecznie kontry. Przed przerwą czterokrotnie wpisał się na listę strzelców (Krzysztof Lijewski miał pięć trafień).

W sumie od 20. minuty Polska zdobyła siedem goli, a srebrni medaliści olimpijscy tylko jednego. Do szatni zespoły schodziły przy stanie 15:12 dla Biało-Czerwonych.

W drugiej połowie to Polacy zaczęli od trzech bramek z rzędu i przy 18:12 szwedzcy trenerzy poprosili o czas. Jednak Wyszomirski dalej dawał popis gry - m.in. obronił karnego. Zamurował bramkę. Pierwszy gol dla Szwecji po zmianie stron padł w 35. minucie i było 19:13. Kolejną serię trafień Polacy zaserwowali od 38. minuty. Przy stanie 22:14, w 40. min rywale, którzy zupełnie się pogubili, znów wzięli czas.

W 42. minucie Polacy wygrywali już 24:14 i dopiero wtedy rywale rzucili 15. gola - trzeciego po przerwie.

Ostatni kwadrans to dobijanie Skandynawów. W 52. minucie było już 30:17, a potem nawet 32:18. Wyszomirski nadal bronił jak w transie, a koledzy w ataku dokończyli dzieła zniszczenia. Na listę strzelców wpisywali się Bartłomiej Jaszka, Kamil Syprzak, Michał Szyba, Michał Jurecki.

W efekcie Biało-Czerwoni odnieśli nadspodziewanie wysokie, ale zasłużone zwycięstwo. Jeśli w środę wygrają z Chorwatami, będą walczyli o medale.

IK, PAP