• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Motocykliści w hołdzie powstańcom

Wtorek, 21 stycznia 2014 (11:23)

Pod patronatem „NASZEGO DZIENNIKA”

 

Relacja z wyjazdu pod mogiłę powstańców styczniowych w Zaborowie Leśnym zorganizowanego przez stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

 

Kolejna, druga Wyprawa do Mogiły Powstańców Styczniowych w Zaborowie Leśnym wyruszyła w niedzielę, 19 stycznia 2014 roku. Spotkaliśmy się w Truskawiu na pętli autobusu 708 (zmotoryzowani swoje maszyny zostawili na parkingu przy polanie rekreacyjnej), skąd „truskawską drogą” i „przeprawą nad bagnami” dotarliśmy do mogiły.

W zeszłym roku w szczególny sposób skupiliśmy się na losach powstańców z oddziału „Dzieci Warszawy”, walczących i poległych w bitwie pod Budą Zaborowską (to dawna nazwa Zaborowa Leśnego), bo to ich szczątki zostały tutaj pochowane. W tym roku wspominaliśmy młodych ludzi, którzy chroniąc się przed branką do rosyjskiego wojska, uciekali z Warszawy do Puszczy Kampinoskiej i tutaj, w leśnych obozach, oczekiwali na wybuch powstania.

Surowe zimowe warunki, mimo lekkiej odwilży, która wówczas nastąpiła, improwizowane obozowiska i niedobory żywności wymagały od nich wielkiego hartu ducha… A dodajmy do tego przeprawę przez Wisłę w nocy z 18 na 19 stycznia, dzięki której uniknęli ataków wysłanych do Puszczy Kampinoskiej w miejsca formowania się „band buntowników” oddziałów rosyjskich z Warszawy, Łowicza, Modlina i Pułtuska.

Przy mogile powstańców 1863 roku, zwyczajem rajdowym, pomodliliśmy się, odśpiewaliśmy hymn, złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze. Po krótkiej opowieści naszego historyka ruszyliśmy w dalszą trasę: zielonym i czarnym szlakiem z powrotem do Truskawia.

Pogoda nas nie rozpieszczała. Zaczynaliśmy przy niewielkim (-5 stopni) mrozie i opadach śniegu, w drodze powrotnej „pomagała” nam padająca krupa lodowa, na koniec marznąca mżawka. Najbardziej dokuczało to najmłodszym z nas – trudno aż tak dobrze się opatulić na saneczkach ciągniętych przez tatę i rajdowych wujków, a podmarzają przede wszystkim paluszki rąk i nóg… ale daliśmy radę, a w Truskawiu czekała na nas gorąca herbata, specjalnie zaparzona i przywieziona przez mieszkających niedaleko rodziców naszego kolegi Państwa Mika.


Rozpaliliśmy ognisko, śpiewaliśmy, rozmawialiśmy, upiekliśmy kiełbasę, chleb, owoce. Czas minął niezmiernie sympatycznie… i szybko.

Spotkamy się tu za rok.

GALERIĘ zdjęć z wyprawy można obejrzeć TUTAJ

Leszek Rysak, Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński