Cztery razy mówiła „nie” aborcji
Wtorek, 21 stycznia 2014 (09:56)Choć lekarze mówili, że nie może mieć dzieci, bo ciąża będzie zagrażać jej życiu, urodziła ich czworo. Na każde czekała, każde ogromnie kochała, choć lekarze zawsze mówili jedno: aborcja.
Blisko czterdzieści lat temu pani Irena zachorowała na ciężką niewydolność nerek. Choroba była tak ciężka, że lekarze nie dawali kobiecie szans na przeżycie. Kiedy okazało się, że pani Irena przeżyła, medycy orzekli, że nie ma szans, by mogła mieć dzieci.
– Lekarze mówili, że moje nerki nigdy nie będą normalnie pracować. My z mężem jednak chcieliśmy mieć potomstwo. Mąż już nawet zaczął wspominać o adopcji, ja jednak uspokajałam go i mówiłam, że Pan Bóg da nam dzieci – rozpoczyna swoją opowieść pani Irena.
I tak się stało. Pani Irena któregoś dnia zorientowała się, że nosi w swym łonie dzieciątko. Poszła do lekarza, a ten od razu kazał jej przyjść na aborcję.
– Tego wcale nie brałam pod uwagę. To przecież było moje wybłagane, wyczekane dziecko. Nie poszłam już więcej do lekarza. Czułam się bardzo dobrze, a po dziewięciu miesiącach urodziłam zdrowego syna. Muszę tu jednak uczciwie powiedzieć, że zawierzyłam siebie i dziecko Matce Bożej i bardzo modliłam się za Jej wstawiennictwem i za wstawiennictwem św. Józefa – podkreśla pani Irena.
Po czterech latach kobieta po raz kolejny była w stanie błogosławionym. – Tym razem – aby uniknąć poprzedniej sytuacji – tylko raz, aby otrzymać zaświadczenie o ciąży, by dostać wyprawkę, poszłam do lekarza. Urodziłam drugiego syna, który dziś jest księdzem – cieszy się kobieta.
Po niespełna roku na świat przyszła córka. – Kiedy miałam już trzydzieści osiem lat, po raz czwarty nosiłam dziecko. Trochę się bałam, bo już nie byłam pierwszej młodości, ale znowu zawierzyłam się Matce Bożej. Tym razem także wszystko przebiegało bez problemów, a ja urodziłam czwarte, zdrowe dziecko – Dawida!
Dziś jestem szczęśliwą matką czworga dzieci i wszystko to zawdzięczam Matce i św. Józefowi – zaznacza Irena.
Małgorzata Pabis