• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Ile osób musi jeszcze umrzeć?

Poniedziałek, 20 stycznia 2014 (15:16)

Z Bolesławem Piechą, senatorem Prawa i Sprawiedliwości  w latach 2005-2007, sekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Prokuratura Rejonowa we Włocławku zdecydowała o wszczęciu śledztwa w sprawie śmierci nienarodzonych bliźniąt. Dzieci zmarły w szpitalu, zanim doszło do planowanego porodu przez cesarskie cięcie. Według relacji ojca dzieci, ginekolog zalecił niezwłoczne przeprowadzenie zabiegu cesarskiego cięcia. Nie zrobiono tego, gdyż – jak usłyszał od personelu szpitala – osoba kompetentna do wykonania koniecznego badania ultrasonografem (USG) miała być na miejscu dopiero następnego dnia...

–Uważam, że musi być przeprowadzone postępowanie nie tylko  prokuratorskie, które wykaże, czy doszło do określonego zaniedbania, czy zmniejszonego nadzoru. Zwróćmy uwagę, że do obumarcia bliźniaczej ciąży doszło w szpitalu, który rzekomo jest doskonale wyposażony w różnego rodzaju sprzęt diagnostyczny służący do monitorowania stanu dziecka wewnątrzmacicznego. Taka kontrola ma na celu zapobiegnięcie jego ewentualnemu obumarciu. W chwili obecnej trudno jest oceniać bezpośrednią przyczynę medyczną obumarcia ciąży, a w zaawansowanej ciąży bliźniaki umierają wewnątrzmacicznie. Takie zdarzenie zawsze wywołuje potężne emocje i musi być dokładnie sprawdzone.

Co zawiodło?

– Jeżeli okaże się, że we włocławskiej placówce, tak doskonale wyposażonej – a takie informacje do nas docierają – nie było specjalisty obsługującego tak drogi sprzęt, to jest to absolutne uchybienie szpitala. Być może większość gwarancji na kontrakt z NFZ opartych jest na fikcji. Jeżeli taką fikcję toleruje minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, to albo tworzy przepisy, których nie da się przestrzegać, albo nie potrafi stworzonych przez siebie przepisów egzekwować. Na to pytanie powinny odpowiedzieć odpowiednie kontrole. Nie mam wiary, że pod rządami obecnej koalicji rządowej będą one rzetelne.

Tragedia z Włocławka to jedno ze zdarzeń, kiedy z niezrozumiałych dla nas przyczyn umiera człowiek...

– Bardzo ważną kwestią jest organizacja funkcjonowania szpitala. Sprawy organizacyjne nie wiążą się bezpośrednio z wykonywaną przez lekarzy pracą. Tragedia z Włocławka pokazuje, że mamy kompletną zapaść służby zdrowia. Jest ona chora na absolutną dehumanizację. Lekarze nie leczą chorych, nie prowadzą ciąży, lecz wykonują procedury. Nie przez przypadek lekarz jest świadczeniodawcą, zaś pacjent to świadczeniobiorca. Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) jest płatnikiem, z kolei szpital to przedsiębiorstwo podmiotu leczniczego. Do tego wszystkiego dochodzi czynnik bezwzględny, czyli finanse. Niestety lekarz nie zrobi nic, jeżeli procedura nie przewiduje, że za coś zapłaci NFZ. W przypadku wydarzeń z Włocławka mamy do czynienia z błędami systemowymi, które kosztowały życie dwoje bliźniąt. Ten system nie jest dla pacjentów, lecz dla urzędników. Szpital ma coraz mniejsze zadanie polegające na leczeniu ludzi. Musi on zajmować się rozliczaniem. Taka sytuacja jest winą organizatorów tego systemu, zwłaszcza tych, którzy pełnią kierownicze stanowiska. Przypomnę, że oprzyrządowanie organizacyjno-prawne stwarza Ministerstwo Zdrowia. Nie jest tak, że wszystkie zdarzenia mają prostą przyczynę, na którą wskazuje szef resortu zdrowia, czyli lekarze na miejscu. To minister jest odpowiedzialny za stwarzanie pewnych ram prawnych, które powinny wspierać szpitale i lekarzy, by jak najlepiej służyli pacjentom. W przypadku rządów Bartosza Arłukowicza funkcjonowanie Ministerstwa Zdrowia pozostawia wiele do życzenia. To z kolei przekłada się na jakość opieki w kraju.

W ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że minister Arłukowicz wycofał się z polityki. Zajął się „uleczaniem” służby zdrowia?

– Faktycznie minister w mediach pojawia się rzadziej. Nie oznacza to, że działa na rzecz polskiej służby zdrowia, by ją „uleczyć”. Moim zdaniem, minister tworzy pewne przepisy, podpisuje się pod nimi, a nie orientuje się, co z nich wynika. Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie żądało odwołania ministra Arłukowicza. Niestety za każdym razem udawało mu się pozostać na stanowisku. Minister z PO jest w stałej ofensywie i nie zrobił nic, by poprawić sytuację polskiej służby zdrowia i zwiększyć bezpieczeństwo pacjentów.

To nasz główny zarzut w kierunku obecnego szefa resortu zdrowia. On po prostu nie robi nic, nawet nie asystuje systemowi opieki zdrowotnej. PR ministra Arłukowicza odnosi się jedynie do zrzucania winy na jego poprzedników, co jest śmiesznością i absurdem. Wystarczy przypomnieć, że obecny szef resortu zdrowia dłużej zajmuje swoje stanowisko niż minister Zbigniew Religa. Platforma Obywatelska jest bardzo długo u władzy i zrzucanie odpowiedzialności na jej poprzedników jest wyjątkowo niesmaczne. Myślę, że dobrze by było, aby sam minister, jak i niektóre media przestali używać tego twierdzenia.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska