• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Kto może podsłuchiwać

Poniedziałek, 20 stycznia 2014 (02:00)

Prezydent USA Barack Obama ogłosił szczegóły przygotowywanej od miesięcy reformy zasad prowadzenia inwigilacji przez szesnaście amerykańskich agencji wywiadowczych.

Zdaniem ekspertów, zmiany nie będą duże. Zwiększy się przede wszystkim kontrola, ale Ameryka nie zamierza rezygnować z wykorzystywania elektronicznej technologii do podsłuchiwania tego, kogo zechce. – Wywiad w dalszym ciągu będzie zbierał informacje o zamiarach rządów państw, jak to robią wszystkie państwa. Nie będziemy przepraszać tylko za to, że nasze służby są bardziej skuteczne – stwierdził Obama.

Największy niepokój amerykańskich wyborców i opinii publicznej na świecie budzi oczywiście raczej masowe zbieranie informacji o zwykłych ludziach niż o politykach. Rewelacje byłego współpracownika Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) Edwarda Snowdena mówią o milionach przechwytywanych połączeń telefonicznych i monitorowaniu komunikacji internetowej na całym świecie. Poza tym pojawiły się doniesienia o podsłuchiwaniu konkretnych polityków, w tym niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Obama kilka razy podkreślił, że nie ma dowodów na jakiekolwiek konkretne nadużycia ze strony NSA.

Rezygnacja z pewnych technik byłaby, według Obamy, „jednostronnym rozbrojeniem”, na co USA nie zamierzają się zdecydować. – Wiemy, że służby wywiadowcze innych państw, w tym tych, które udawały zaskoczenie przeciekami pana Snowdena, stale penetrują sieci komputerowe naszego rządu i sektora prywatnego, próbują słuchać naszych rozmów i przechwytywać e-maile – powiedział Obama. Kraje te, jego zdaniem, prywatnie przyznają, że „Ameryka jako jedyne supermocarstwo ma szczególne obowiązki” w zakresie troski o bezpieczeństwo.

Jeśli chodzi o zwykłych ludzi, to głównym argumentem za stosowaniem programów komputerowych analizujących kontakty ludzi jest walka z terroryzmem. – Trzeba przyznać, że nie możemy zapobiegać zagrożeniom terrorystycznym bez pewnej penetracji elektronicznej – zaznaczył Obama. Zgodził się przy tym, że wraz z rozwojem technologii rosną potencjalne możliwości nadużyć czy naruszania prywatności obywateli.

Zmianie mają ulec zasady przechowywania danych telefonicznych. Mają być dalej zbierane, ale dostęp do nich dla analityków wywiadu będzie ograniczony. Doradcy proponowali, by archiwa danych o połączeniach przechowywały same firmy telekomunikacyjne lub jakaś niezależna instytucja. Prezydent zdecydował, że przez dwa najbliższe miesiące NSA, dyrektor wywiadu (urzędnik nadzorujący w imieniu prezydenta służby wywiadowcze) oraz prokurator generalny wypracują „alternatywne” rozwiązanie. Do tego czasu agenci chcący przeszukiwać te bazy każdorazowo będą potrzebować nakazu od specjalnego sądu zajmującego się wywiadem zagranicznym. Krytycy tego rozwiązania wskazują, że przed sędziami tego tajnego trybunału tak naprawdę występuje tylko jedna strona – ta czy inna rządowa agencja. Obama zaproponował powołanie „zespołu adwokatów”, którzy występowaliby w obronie prywatności obywateli, ale tylko wtedy, gdy sąd uzna to za konieczne.

Skala przeszukiwania danych ma być również ograniczona. W tym celu wylicza się tzw. kręgi powiązań. Osoby, z którymi kontaktuje się podejrzana osoba, tworzą pierwszy krąg. Ci, z którymi łączą się (przez telefon lub internet) osoby z pierwszego kręgu, to drugi krąg itd. Obecnie NSA zbiera dane aż do trzeciego kręgu powiązań osób podejrzewanych o działalność terrorystyczną. Ma to zostać zmniejszone do drugiego kręgu.

Obama zapowiedział też zwiększenie ochrony obcokrajowców. W przeciwieństwie do obywateli USA nie mają oni nawet gdzie się skarżyć, jeśli uznają, że NSA przekroczyła swoje kompetencje. Konkretne zmiany ma dopiero opracować prokurator generalny. – Ludzie na całym świecie muszą wiedzieć, że USA nie szpiegują zwykłych ludzi, którzy nie stanowią zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, i że poważnie traktujemy ich obawy dotyczące prywatności – zapewnił prezydent. Zadeklarował, że – o ile nie wystąpią nadzwyczajne okoliczności dotyczące bezpieczeństwa kraju – USA nie będą monitorować komunikacji szefów państw i rządów swoich sojuszników. – Zasługują na to, by wiedzieć, że jeśli chcę się od nich czegoś dowiedzieć, to po prostu zadzwonię i zapytam, a nie będę uciekać się do inwigilacji – dodał Obama. Lista przywódców uznawanych za zaprzyjaźnionych nie została przedstawiona, ale Biały Dom zapewnia, że skala tej decyzji jest znaczna. Może chodzić o kilkudziesięciu polityków, w tym Angelę Merkel.

Specjalnym gestem wobec Niemiec, które mocno krytykowały zasięg wywiadu USA, było udzielenie przez prezydenta wywiadu niemieckiej telewizji ZDF. – Dopóki ja będę prezydentem Stanów Zjednoczonych, niemiecka kanclerz nie musi się obawiać – zapewnił Obama. Jak dodał, szefowa niemieckiego rządu nie zawsze ma w kwestiach polityki zagranicznej identyczne zdanie jak USA, lecz „nie jest to powód, by ją podsłuchiwać”.

Wbrew rekomendacjom specjalnej grupy doradców agenci FBI (działający zasadniczo na terenie USA) wciąż będą mogli uzyskiwać bez aprobaty sądu informacje o klientach prywatnych firm, np. banków czy operatorów telefonicznych. Nowością jest to, że po pięciu latach firmy będą mogły publicznie poinformować, iż dostały takie zapytania.

Amerykańscy eksperci oceniają, że pakiet zmian jest jednak zwycięstwem służb pomimo presji na prezydenta ze strony polityków (także własnej partii) oraz powołanego w tym celu panelu doradców. Prezydent tej presji nie uległ. Co więcej, najistotniejsze zmiany zostały odłożone i nie wiadomo, jaki przyjmą ostatecznie kształt. Część z nich może nie zostać w ogóle wprowadzona, gdy pojawią się poważne trudności, a według analityków prawie wszystkie punkty planu zmian są mniej lub bardziej trudne do realizacji.

Piotr Falkowski