• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Kolędy nie mają granic

Niedziela, 19 stycznia 2014 (13:10)

Z Jarosławem Ciszkiem, rzecznikiem prasowym XX Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika w Będzinie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przesłuchania finałowe zakończone, przed nami już tylko koncert galowy, pora zatem na pierwsze podsumowania. Jaki był tegoroczny festiwal kolęd?

- Przede wszystkim był to festiwal jubileuszowy. Myślę, że dla uczestników też miało to znaczenie, co sprawiło, że podeszli bardzo poważnie do przeglądu, który jest dla nich nobilitujący. Liczba uczestników w finale była podobna jak w latach ubiegłych, natomiast można było zaobserwować szereg barwnych zespołów, dużo pięknych grup dziecięcych, dużo wspaniałych zespołów w regionalnych strojach, a także zespół sióstr zakonnych. Ta różnorodność sprawia, że na scenie pojawiali się panowie pod muchą, za chwilę siostry zakonne w habitach, a po nich chóry. Burzliwe dyskusje jury, spory o brzmienie poszczególnych wykonawców, jakie dochodziły zza drzwi obradujących, świadczą o wysokim poziomie tegorocznego festiwalu, który był bardzo różnorodny pod względem formy i pełen muzycznych perełek. Mam nadzieję, że ten festiwal na długo zapadnie w pamięci zarówno uczestników, jak i publiczności.   

Festiwal obok popularyzacji kolęd, tradycji bożonarodzeniowych to także promocja młodych talentów.

- Tak. Co roku pojawiają się talenty. Pewnego rodzaju zjawiskiem był występ najmłodszej uczestniczki festiwalu wśród solistów, która 6 lat ukończyła 21 grudnia 2013 r., a na scenie występowała z malutkimi skrzypeczkami. Weźmie także udział podczas dzisiejszego koncertu galowego. Oprócz tego na przeglądzie pojawiło się szereg głosów, którym jury wróży wspaniałą przyszłość muzyczną, jeżeli tylko będą dobrze prowadzeni. Mam nadzieję, że za kilka lat, może kilkanaście w niektórych przypadkach, o niektórych wykonawcach będziemy słyszeć, czytać i cieszyć się z tego, że rozpoczynali czy też zdobywali doświadczenie w Będzinie. Być może podczas 25. czy 30. edycji naszego festiwalu wystąpią już jako festiwalowi goście, gwiazdy znane nie tylko w Polsce, ale także na świecie.

- Dodajmy może, że nie byliby pierwszymi…

- Myślę, że jedną z najbardziej znanych laureatek festiwalu, znaną szerokiej publiczności jest Alicja Bachleda Curuś, która w 1998 r. śpiewała na naszym festiwalu. Nie może być teraz z nami, dlatego dzisiaj podczas koncertu galowego podsumowującego tegoroczny festiwal zaprezentujemy jedynie zdjęcia z jej występu sprzed lat. Podczas koncertu galowego wystąpi natomiast jeden z najbardziej znanych polskich śpiewaków operowych podziwiany w całej Europie Piotr Lempa, który przerwał specjalnie próby w londyńskiej Royal Opera House Covent Garden, aby przyjechać do Będzina.   

Mimo iż to już 20. festiwal, to chętnych wziąć udział jest wciąż więcej niż miejsc…

- Bardzo chętnie do Będzina zaprosilibyśmy wszystkich. Ponieważ jednak do festiwalu zgłoszonych zostało 1750 wykonawców: zespołów, duetów, chórów czy solistów, więc fizycznie niemożliwy był występ wszystkich. Stąd od lat w całej Polsce, a także na Ukrainie czy Białorusi odbywają się eliminacje i do Będzina na finał przyjeżdżają już ci najlepsi z najlepszych. Podobnie jest z koncertem galowym. Reżyser festiwalu Dariusz Wiktorowicz już pierwszego dnia przesłuchań finałowych – w czwartek, powiedział, że tak naprawdę już na podstawie tylko tego dnia występów mógłby złożyć przepiękny koncert galowy. Niestety, mając na uwadze kolejne dni przesłuchań, przynajmniej połowie wykonawców musiał podziękować, bo liczba kolęd w koncercie galowym ze względu na ramy czasowe niestety musi być ograniczona. Gdybyśmy chcieli pokazać wszystko, co reżyser i komisja konkursowa uznali za najciekawsze, najpiękniejsze, to koncert galowy prawdopodobnie trwałby całą noc.

Jak zatem organizować festiwal, żeby nie był nudny zarówno dla wykonawców, jak i publiczności?

- Przede wszystkim trzeba w to wkładać serce, trzeba to robić z pasją. Przypomnę, że nasz festiwal zrodził się jako inicjatywa grup młodych ludzi, wiernych z parafii pw. Świętej Trójcy w Będzinie, którzy podążając pieszo do Częstochowy, uznali, że jest fajna grupa muzyczna złożona z młodych, z którą warto byłoby coś zrobić, może nawet festiwal. Liczyli na zgłoszenie najwyżej 15 osób, tymczasem zgłosiło się 116 uczestników. Od tego czasu przez festiwal ciągle przewija się duch radosnej współpracy młodszych i starszych, którzy wspólnie starają się idee festiwalowe wcielać w życie, pracować na rzecz festiwalu. Festiwal z kolei pracuje dla ludzi, którzy przyjeżdżają do nas z całej Polski. Dbamy, aby uczestnicy mieli co zjeść, gdzie spać. Tylko w tym roku zabezpieczyliśmy nocleg w szkołach czy u będzińskich rodzin dla ponad pięciuset osób. To najlepiej pokazuje, że kluczem do naszego festiwalu jest rodzinna atmosfera. Trudno zresztą, żeby było inaczej, wszak święta Bożego Narodzenia jak żadne inne są rodzinne. Ta rodzinna atmosfera panuje wśród organizatorów i obsługi, którzy działają społecznie, a także udziela się wykonawcom, którzy są nam naprawdę drodzy.

To także pokazuje, że kolędy mają ducha i są potrzebne nam wszystkim…

- To słowo potrzebne jest jak najbardziej właściwe. Kolędy są nam rzeczywiście potrzebne, bo potrzebne jest nam Boże Narodzenie. Potrzebne jest nam ciągle na nowo pochylanie się nad tajemnicą betlejemskiego żłóbka. Owszem nie dla wszystkich Boże Narodzenie czy występ na naszym festiwalu stanowi przeżycie religijne, nie dla każdego też śpiew kolęd jest modlitwą, ale dla osób, które może niekoniecznie chodzą do Kościoła i niekoniecznie praktykują, jest to wołanie o to, co wynika ze świąt Bożego Narodzenia, a więc o dobro, piękno, rodzinę, braterstwo wreszcie o to ciepło i tę niewinność, której kwintesencją jest przyjście na świat Boga. Czy ktoś rozumie to głębiej, teologicznie, czy przeżywa to zwykłą dziecięcą radością, czy może patrzy na to tylko pod kątem pragnienia przeżycia radości, ciepła, a więc tego, co prymitywnie określane jest magią świąt, jest to czas ważny. Niezależnie czy poszczególne osoby, śpiewając kolędy, przeżywają to w sposób religijny czy też nie, na pewno śpiewają to najpiękniej jak potrafią, bo śpiewają z głębi serca. To wzrusza, raduje i daje nam energię do organizowania kolejnych festiwali.       

Czego uczestnicy mogli się nauczyć podczas tegorocznego festiwalu kolęd i z jakimi, Pana zdaniem, wrażeniami wyjadą z Będzina?

- Wszyscy, którzy do nas przyjeżdżają, mają okazję zobaczyć Będzin, który jest na Szlaku Orlich Gniazd, zwiedzić nasz zamek. Na pewno zapamiętają też emocje związane z występem na scenie. Mam nadzieję, że zapamiętają już wcześniej wspomnianą rodzinną atmosferę czy troskę organizatorów, o czym piszą potem do nas w pofestiwalowej korespondencji. Ponadto chcemy, aby nasi festiwalowi wykonawcy, goście zrozumieli, że najważniejsza jest prawda i szczerość wykonania. Nie do końca jest ważne, żeby każdy dźwięk był idealny, a przez to często sztuczny. Dużo piękniejsze jest, jeżeli dzieci śpiewają szczerze, z serca, na poziomie swojego wieku, nie zaś głosem ustawionym na 30- czy 40-letnią operową divę. Liczy się autentyzm wykonania, prawda, szczerość, a także dobór repertuaru, który pokazuje piękno i bogactwo świąt Bożego Narodzenia. Dlatego uczymy, że piękno zawiera się w prostocie, oczywiście z chęcią witamy ciekawe aranżacje, ale cieszymy się, gdy nie są one udziwniane, a przez to nie tracą ducha kolędowego. Stawiamy na tradycyjne kolędy w przeciwieństwie do świątecznych piosenek bez odniesień religijnych. Chcemy pokazać, że kolęda to coś pięknego i dlatego chcemy słuchać kolęd i pastorałek, podobnie jak komisja konkursowa czy wybitni eksperci branży muzycznej, którzy podpiszą się pod protokołem, wcześniej wnikliwie pochylając się nad każdym wykonawcą.    

Myślicie Państwo już o przyszłorocznym koncercie?

- Musimy jeszcze podsumować tegoroczną edycję, ale myślę, że spokojnie możemy już zaprosić na kolejny festiwal, który za rok na pewno odbędzie się w Będzinie. W tym roku mieliśmy problem z rejonem eliminacyjnym we Lwowie, którego mimo chęci i starań nie udało się otworzyć. Wierzymy, że będzie to możliwe w przyszłym roku. Przypomnę, że eliminacje odbyły się w dwóch rejonach na Ukrainie: w Równem i Żytomierzu oraz w Baranowiczach na Białorusi. Mam nadzieję, że w eliminacjach powitamy też kolejne polskie miasta zagranicą i w Polsce zwłaszcza z tych rejonów, które nie mają jeszcze swoich przedstawicieli. Brakuje nam eliminacji np. w okolicach Torunia, Bydgoszczy, a także na Pomorzu w okolicach Gdańska, Gdyni czy Sopotu. Bardzo chętnie przywitamy kogoś właśnie z tych rejonów, kto zgłosi się do nas i zaproponuje chęć zorganizowania eliminacji do festiwalu, bo kolędy nie mają granic. 

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki