Bangkok w ogniu protestów
Niedziela, 19 stycznia 2014 (10:47)Co najmniej 28 osób odniosło obrażenia, gdy podczas antyrządowego protestu w stolicy Tajlandii, Bangkoku, między demonstrantów wrzucono dwa granaty. To kolejny taki incydent w ostatnich dniach.
Według lokalnej gazety "The Nation" ataku w północnej części miasta dokonało sześciu mężczyzn na motocyklach. Dziennik podaje, że wśród rannych jest dziennikarz.
Do podobnego wybuchu doszło w piątek, gdy w czasie antyrządowego przemarszu między jego uczestników wrzucono ładunek wybuchowy. Zginął jeden protestujący, a 35 zostało rannych. Przywódca protestów Suthep Thaugsuban o atak oskarżył rząd i podkreślił, że nie zniechęci on demonstrantów przed blokowaniem głównych ulic stolicy i okupowaniem ministerstw.
Z kolei wczoraj wieczorem postrzelony został uczestnik protestu. Do incydentu doszło w dzielnicy Lad Prao, w której protestujący zajęli głównie skrzyżowanie.
Uczestnicy trwających od ponad dwóch miesięcy demonstracji domagają się ustąpienia premier Yingluck Shinawatry, której zarzucają korupcję, oraz odłożenia zaplanowanych na 2 lutego przedterminowych wyborów. Opozycja podkreśla, że przed wyborami muszą zostać przeprowadzone reformy mające na celu walkę z korupcją w życiu politycznym.
Wcoraj dowódca tajlandzkich sił zbrojnych Thanasak Patimapakorn wezwał obie strony do porozumienia. - Teraz wszyscy musimy sobie pomagać i dbać o nasz kraj. (...) Musimy przestrzegać prawa i porządku. (...) Szanuję wszystkie strony konfliktu i żądam, by spotkały się i porozmawiały w celu znalezienia rozwiązania - podkreślił Thanasak.
Dziennik "Bangkok Post", cytując dowódcę armii, pisze, że nie jest on zainteresowany objęciem stanowiska premiera ani byciem mediatorem w trwającym od ośmiu lat konflikcie między klasą średnią a ubogimi, pochodzącymi z wiejskich terenów zwolennikami Yingluck i jej brata, byłego premiera Thaksina Shinawatry.
IK, PAP