Powrót? Do Moskwy
Sobota, 18 stycznia 2014 (02:00)Członkowie SLD i Twojego Ruchu usiłowali zakłócić akcję społeczną IPN uświadamiającą, dlaczego pomnik „Czterech Śpiących” powinien raz na zawsze zniknąć z warszawskiej Pragi.
Akcja odbywała się wczoraj przed Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława IV na rogu ul. Jagiellońskiej i al. Solidarności, gdzie przez ponad 60 lat straszyła bryła zwana oficjalnie pomnikiem Braterstwa Broni. Zanim na miejsce przybyli przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej z ulotkami „Na co patrzyli ’Czterej śpiący’”, na których pokazano okoliczne miejsca kaźni, gdzie torturowano polskich żołnierzy, do dziennikarzy przemawiał już Sebastian Wierzbicki.
To przewodniczący SLD w Warszawie, kandydat SLD na prezydenta. Próbował bronić tezy, jakoby pomnik symbolizował wspólną walkę żołnierzy Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego z nazistowskim okupantem podczas II wojny światowej. Takie hasła znalazły się też na ulotce, którą Wierzbicki razem z przybyłymi z nim młodymi socjaldemokratami rozdawał.
„Żołnierze, których symbolizuje pomnik swoje już przewalczyli, więc dajmy im dalej spokojnie spać i trwać w tym samym miejscu na warszawskiej Pradze” – czytamy w ulotce, pod którą podpisały się Federacja Młodych Socjaldemokratów oraz Warszawskie Forum Lewicy. Przedstawiciele SLD szafowali tezą, że pomnik przypomina o wspólnie przelanej krwi i śmierci w walce o wolność dla społeczeństwa polskiego.
Taką wykładnię z łatwością obalił dr Andrzej Zawistowski, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN. Jak przypomniał, pomnik „Czterech Śpiących” był symbolem zdobycia przez Stalina władzy nad Polską i jej stolicą, co było oczywiste dla warszawiaków. Niektórzy z nich mówili wprost o „pomniku obserwatorów Powstania Warszawskiego”.
– Przez lata 17 stycznia był obchodzony jako rocznica wyzwolenia Warszawy. To była oczywiście propaganda komunistyczna, bo tu, na warszawskiej Pradze, komuniści instalowali swoją władzę już od jesieni 1944 roku. Kiedy wojska Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego tu stały, po drugiej stronie Warszawy wciąż trwało Powstanie Warszawskie – zaznaczył dr Zawistowski.
Mapa miejsc kaźni
Jak wyjaśnił, IPN zaplanował akcję informującą Polaków na temat prawdziwego znaczenia pomnika już w listopadzie ubiegłego roku, gdy w „Gazecie Wyborczej” opublikowany został sondaż, według którego ponad połowa warszawiaków miała uznać, że obiekt powinien wrócić na pl. Wileński.
– Uznaliśmy wówczas, że czas, żeby wyjść do ludzi z akcją edukacyjną. Nie zwracamy się do władz miasta ani do władz państwa, zwracamy się wprost do ludzi, którzy powinni otrzymać pewną dozę informacji, temu służy nasza ulotka. Zawiera ona mapę miejsc kaźni, które tutaj powstały w latach 1944-1945, właśnie w okolicy pomnika – mówił Zawistowski.
Zdaniem szefa Biura Edukacji Publicznej IPN, to nie przypadek, że właśnie w tym miejscu ten pomnik postawiono i że stało się to w listopadzie 1945 roku. – Nie jest też przypadkiem, że odsłaniał go Bolesław Bierut, osobiście wskazany przez Stalina na władcę Polski – stwierdził. – „Czterech Śpiących” widać, natomiast miejsc po katowniach, w których do dzisiaj znajdują się napisy wyryte przez więźniów tutaj umęczonych, nie widać – dodał dr Zawistowski.
Jego przemówienie próbował przerywać Kazimierz Dąbrowski, starszy pan z megafonem, który wykrzykiwał, że IPN kłamie, bo on lepiej zna historię. Mężczyzna przyłączył się do Roberta Ostrowskiego, członka Twojego Ruchu, który rozdawał zebranym druki ze stanowiskiem Zarządu Klubu Twój Ruch Praga Północ w sprawie powrotu pomnika. Argumenty? Żenujące. „Przez 66 lat pomnik wpisał się w krajobraz warszawskiej Pragi. Był doskonałym punktem orientacyjnym i tradycyjnym miejscem spotkań” – czytamy w oświadczeniu, pod którym podpisała się przewodnicząca Klubu Twój Ruch Praga Północ Jadwiga Żukowska. „Stanowczo sprzeciwiamy się próbom wiązania pomnika z represjami, jakich doświadczali Polacy podczas rządów władzy komunistycznej w powojennej Polsce. Uważamy, że pomnik Braterstwa Broni potocznie nazwany ’Czterech śpiących’ powinien wrócić na plac Wileński” – głosi druk.
„Śpiący” a krew polska
Jarosław Wróblewski, członek Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław”, który w mundurze żołnierza pomagał rozdawać ulotki IPN, podkreśla, że akcja edukacyjna to strzał w dziesiątkę. Niektórzy pozostają bierni wobec lokalizacji pomnika, bo zwyczajnie nie wiedzą, że naszym żołnierzom w niedalekiej odległości od tego miejsca wyrywano paznokcie i ich katowano.
– Przyszliśmy tutaj z Zuzią, sanitariuszką, żeby pokazać, że coś jesteśmy winni żołnierzom podziemia niepodległościowego, niezłomnym, których tutaj dookoła w tych miejscach katowano i w okrutny sposób zabijano. Jak się czyta ich wspomnienia, to są rzeczy niewiarygodne – mówi Wróblewski.
– Rozdajemy ulotkę z miejscami kaźni. Tu jest wyszczególnionych kilkanaście adresów, gdzie ich męczono. Ludzie nie wiedzą o tym, od kogo mają się dowiedzieć? Cieszę się, że IPN zdecydował się na tę akcję. Wspieramy ją, bo żołnierze wyklęci to byli nasi bracia, którym jesteśmy winni hołd – stwierdził członek Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław”.
Zainteresowanie było duże. Wielu przechodniów z ciekawością przysłuchiwało się temu, co mówią historycy IPN. Wielu wzięło ulotki do domu. Choć zdarzały się jednostki wykrzykujące – jak pan Dąbrowski – że IPN nie ma racji, to jednak zdecydowana większość ludzi, z którymi rozmawialiśmy, wyrażała sprzeciw wobec powrotu niechlubnego monumentu. –
Znam historię i jestem przeciwko stawianiu tu tego pomnika. Podczas wojny miałem kilka lat. Na własne oczy widziałem jednak, jak żołnierze Armii Czerwonej zabili młodą dziewczynę, która nie pozwoliła, by ci ją zgwałcili. Pamiętajmy też, jak Armia Czerwona zachowała się w stosunku do Powstania Warszawskiego. Absolutnie nie chcę, by stawiano im ten pomnik, by w ten sposób świętowali na polskiej ziemi – wyjaśnia pan Andrzej z Pragi.
Piotr Czartoryski-Sziler