Afera w rosyjskim „specpułku”
Piątek, 17 stycznia 2014 (02:06)Ośmiu lotników specjalnej jednostki wożącej najważniejsze osoby w Rosji miało fałszywe uprawnienia pilotów, nawigatorów i techników pokładowych.
Afera z udziałem dyrektora firmy „Skrzydła Newy” z Petersburga Andrieja Koczarygina wybuchła na początku roku. To uchodzący za prestiżowy ośrodek szkolenia załóg latających. FSB zatrzymało szefa firmy, a komitet śledczy postawił całą listę poważnych zarzutów. Koczarygin miał załatwiać licencje pilota bez żadnych szkoleń i egzaminów. Odpowiedni dokument w kategorii „pilot amator” (wystarczy do latania na małych samolotach, na przykład Cessna-172) kosztował 50 tys. rubli (prawie 5 tys. zł), a z zapisem „pilot lotnictwa komercyjnego” – trzy razy więcej. Z takim dokumentem można było zatrudnić się na przykład w Aerofłocie i latać do Warszawy, chociaż początkowo mówiło się o małych lokalnych liniach.
Komitet Śledczy jako współwinną wskazuje Federalną Agencję Transportu Powietrznego (Rosawiacja) nadzorującą ośrodki szkolenia, których jest ponad 150. Koczarygin wpłacił kaucję 700 tys. rubli (64 tys. zł) i czeka na proces. Grozi mu nawet 12 lat więzienia. Zaś Komitet Śledczy zapowiedział kampanię kontroli załóg samolotów, m.in. pod względem ich trzeźwości, i znaczne zaostrzenie kar za przyłapanie pilota po spożyciu alkoholu (o ile dożywotnie odsunięcie od latania to rzeczywiście tak surowa kara, ale dotąd nie było i tego).
Szokiem dla rosyjskiej opinii publicznej, i zapewne także rządzącej elity, jest informacja portalu internetowego Life News, który podał, że wśród „klientów” Koczarygina byli członkowie załóg Specjalnej Jednostki Lotniczej „Rossija”, odpowiednika rozwiązanego w Polsce specpułku, która przewozi najważniejsze osoby w państwie. Byli też pracownicy dużych linii komercyjnych Aerofłotu, Jutair, Jamału, Uralskich Linii Lotniczych i „Rossii” (przez pewien czas związanej z jednostką „Rossija”, stąd wspólna nazwa) i kilku innych.
Obecnie Komitet Śledczy podejrzewa o niezgodne z prawem uzyskanie licencji aż 70 pilotów, zaś ośmiu z nich to byli lub obecni członkowie elitarnej grupy. Wszystkim przewoźnikom śledczy nakazali odsunięcie podejrzanych o kupienie dyplomu. Life News uzyskał te alarmujące informacje ze źródła w Rosawiacji, ale udało mu się je potwierdzić w Komitecie Śledczym. Poza przypadkami licencji wydanych za łapówki wykryto siedem zupełnie sfałszowanych dokumentów.
Jeden z nich to dyplom ukończenia Państwowego Uniwersytetu Lotnictwa Cywilnego w Sankt Petersburgu przez Aleksandra Kaniewa. Na jego podstawie latał kilka lat jako nawigator w „Rossii” (tej cywilnej), a obecnie zapisał się na kurs pilota. W rzeczywistości nie miał żadnego wykształcenia specjalistycznego. Okazuje się, że przewoźnik wcale nie chce go zwolnić, podobnie jak dziewięciu jego kolegów z podejrzanymi dokumentami, bo – jak twierdzi – nie ma ich kto zastąpić. Przedstawiciele firmy argumentują, że po szkoleniu w „Skrzydłach Newy” jej pracownicy przechodzili jeszcze wewnętrzne szkolenia i przeszli testy sprawdzające.
– Rosawiacja nie może zostawić bez zwrócenia uwagi faktów takich naruszeń – powiedział portalowi naczelnik działu eksploatacji Andriej Duchanin. Zapowiedział osobistą kontrolę i „douczenie wszystkich”, choć nie sprecyzował, czy ma na myśli swoich podwładnych czy tysiące rosyjskich lotników. Jednak według urzędnika, nie można z surowością przesadzać. – Jeśli ktoś ma nalot 2 tys. godzin, a okazuje się, że naprawdę brakuje 20, to nie trzeba robić z tego tragedii – twierdzi.
Szczegóły dotyczące braku kwalifikacji w „Rossii” rządowej pozostają w tajemnicy. W Federacji Rosyjskiej, co jest rzadko spotykane na świecie (ale wprowadzone w Polsce po katastrofie smoleńskiej), najważniejsze osoby w państwie przewożą piloci cywilni, tak jest od 1956 roku. Wcześniej „Rossia” nosiła nazwę Specjalna Jednostka Lotnicza nr 235, ale także podlegała ministerstwu lotnictwa cywilnego, a nie obrony. W 1993 r. formacja została przemianowana na spółkę „Rossija”, a w 2006 r. połączono ją z liniami lotniczymi „Pułkowo” z siedzibą w Sankt Petersburgu, chociaż jej samoloty zawsze bazowały na podmoskiewskim Wnukowie. Trzy lata później stała się częścią administracji prezydenta.
W skład „Rossii” wchodzi ponad 50 samolotów i kilkanaście śmigłowców. Prezydent Władimir Putin lata najczęściej Iłem-96. Nowsze Tu-214 i Tu-204 nie przypadły do gustu ani jemu, ani wcześniej Dmitrijowi Miedwiediewowi (podobno jest za duży hałas). Gdy prezydent Rosji dokądś leci, zawsze startują jednocześnie dwa identyczne samoloty, często do dyspozycji jest też trzeci innego typu. We flocie „Rossii” są też starsze Tu-134, Tu-154M, Ił-62M, Jak-40 i An-148. Od kilku lat eksploatują też maszyny produkcji zachodniej: francuskie samoloty Dassault Falcon 7X i włosko-brytyjskie śmigłowce AgustaWestland AW139.
Piotr Falkowski