• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Ile kosztują nas egzotyczne wojaże prezes Gaj?

Czwartek, 16 stycznia 2014 (20:28)

Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) Magdalena Gaj w zagranicznych delegacjach spędziła 71 dni w 2012 r. i 84 w 2013 roku. Jeśli doliczymy do tego 26 dni ustawowego urlopu, to mogło jej nie być w Urzędzie co drugi dzień.

Tak wynika z odpowiedzi, jaką uzyskałem na moją interpelację, w której zapytałem pana Michała Boniego, ówczesnego ministra administracji i cyfryzacji, o szczegóły tych wyjazdów. W tym ile kosztowało to podatników i kto latał z panią prezes.

Odpowiedzi udzieliła wiceminister Małgorzata Olszewska. Niestety, większość z moich pytań pozostała bez odpowiedzi. W tym wszystkie pytania o to, ile polscy podatnicy musieli zapłacić za wojaże pani prezes. No i kto z nią latał.

Tymczasem Polacy, którzy podatkami zapłacili za egzotyczne podróże, mają prawo dowiedzieć się, ile kosztują ich wyprawy urzędnika.

Zresztą każdy z nas ma prawo wiedzieć, co zyskała Polska i Polacy przez to, że Magdalena Gaj, prezes UKE, spędziła 20 dni w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?

Co zyskaliśmy przez to, że pani prezes poleciała na 10 dni do Pekinu, na 8 dni do Kolombo na Sri Lance, na 7 dni do Manama w Bahrajnie czy na 8 dni do Bangkoku?

Jaka skomplikowana materia uzasadniała 5 dni pani prezes w Wagadugu w Burkina Faso (gdzie 72 procent ludności nie umiało czytać i pisać w 2007 r.) albo kolejne 5 dni w Mexico City?

Co panią prezes ciągnie do tych ciepłych krajów? Czy walczy tam o polskie interesy, czy uprawia turystykę konferencyjną? Jeżeli walczyła o interesy, to co wygrała?

Tym bardziej że w tym samym czasie Naczelny Sąd Administracyjny nazwał działanie, a raczej opieszałość UKE „rażącą bezczynnością, która wola o pomstę do nieba”.

Do wyjaśnienia pozostaje też dziwna postawa wiceminister Małgorzaty Olszewskiej, która nie chce ujawnić ani kosztów wojaży, ani nazwisk urzędników, którzy tam latali.

Ponadto od czasu, kiedy pani Gaj została prezesem UKE, na stronie Urzędu trudno znaleźć nazwiska urzędników, którzy latają w zagraniczne delegacje.

Mamy prawo wiedzieć, ile kosztują zagraniczne podróże urzędników. Podobnie jak mamy prawo dowiedzieć się, kto latał z panią prezes do ciepłych krajów.

To chyba nie jest ściśle tajne? Jawność kosztów funkcjonowania państwa to standard europejski. Ukrywając te koszty, urzędnicy łamią podstawowe prawo demokracji: prawo do jawności życia publicznego.

Dlatego złożyłem dziś kolejną interpelację. Tym razem pytam już pana premiera: ile kosztują wojaże prezes UKE i co dało nam to, że pani Magdalena Gaj spędziła na koszt podatnika kilkadziesiąt dni w ciepłych krajach.

Przygotowuję też wniosek do NIK o zbadanie podróży prezes UKE.

A przy okazji, biorąc pod uwagę dziwne zachowanie wiceminister administracji i cyfryzacji M. Olszewskiej, która nie chciała podać ani kosztów wyjazdów, ani nazwisk uczestników, to pytam premiera: czy w tych wyjazdach brała też udział wiceminister M. Olszewska?

Maciej Małecki