• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Minister w obronie ideologii gender

Czwartek, 16 stycznia 2014 (11:24)

Minister Lena Kolarska-Bobińska, kobieta, o której prof. Środa powiedziała, że jest jedną z tych, które zostały wysłane do rządu „jako transfer z Kongresu Kobiet”, szybko zaczęła realizować wytyczne frontu feministycznego.

Oto na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pojawił się niesłychany list, który, przyznaję, zaniepokoił mnie ogromnie. Nigdy jeszcze w historii tego resortu, oczywiście po 1989 roku, żaden polityk nie wsparł tak oficjalnie i wyzywająco jednej opcji ideologicznej. Skojarzenia są jednoznaczne.

Jedyna słuszna doktryna „naukowa” miała swego czasu wsparcie także ze strony władz komunistycznych i nazistowskich. Pismo ministerialne jest konfrontacyjne, jednostronne i afirmujące pseudonaukową sferę, jaką reprezentuje środowisko twórcze w ramach tzw. gender studies.

Nigdy nie podważałem wolności, otwartości, dociekań pracy naukowej, swobody krytyki powstających teorii. Jednak w moim przekonaniu, pani minister wykroczyła poza swoje kompetencje, stając, już jako polityk i decydent, w obronie określonego paradygmatu, wielokrotnie zresztą w międzyczasie skompromitowanego na obszarze naukowym. Kolarska-Bobińska buńczucznie zapowiada też, że będzie „wspierać wszystkie elementy polityki równości płci, do których odwołują się europejskie programy operacyjne i nowy program ramowy Horyzont 2020”. I za chwilę pada ostrzeżenie. Minister straszy polskich naukowców utratą dofinansowania ich projektów badawczych z funduszy Unii Europejskiej, jeśli nie uwzględnią w swoich programach naukowych „zasady polityki równościowej”.

To odrzucenie „eliminowałoby polskich uczonych z możliwości korzystania ze środków unijnych, które są znaczące”. Pani minister z jednej strony ostrzega, z drugiej strony niejako korumpuje niezależnych naukowców, na których wymusza tym samym wpisywanie do swoich autorskich badań, narzucanych odgórnie, politycznie oraz ideologicznie wytycznych ministerstwa. Przecież to samo przez się wyklucza niezależność badawczą, wolność badań i pracy twórczej, co zauważyła pani minister w swoim przełomowym liście. Ponadto ci, którzy ulegną i zgodzą się podporządkować, zostaną suto wynagrodzeni.

Według szacunków minister, w programie „Horyzont 2020” fundusze dla bloku tematycznego poświęconego wyzwaniom społecznym sięgają 30 mld euro. Osobiście jako socjolog i naukowiec nie skorzystam z tej hojnej eurooferty, obawiam się jednak, że wielu badaczy, szczególnie młodych, zostanie skuszona i kupiona, co otworzy puszkę Pandory w kierunku dewastacji niezależnych badań naukowych i spełni się zły sen. Na obszar nauki wkroczy jedyna uprzywilejowana opcja intelektualna, co będzie oznaczało koniec niezależności, swobody i krytyki badawczej w Polsce. Dobrze by jednak było, gdyby pani minister z taką samą żarliwością, jak opowiada się za jednym z wielu paradygmatów, w tym przypadku za paradygmatem feministycznym, broniła umierającej filozofii na polskich uczelniach, bo jest to wielka kompromitacja, że do tego dopuszcza.

Dr Tomasz M. Korczyński