Cytujesz moje słowa? Zapłacisz za to!
Środa, 15 stycznia 2014 (11:22)Wiemy już na polskiej, własnej skórze, do czego dążą aktywiści homoseksualni i jak postrzegają jedno z podstawowych praw demokratycznych, wolność słowa. Wolność słowa obowiązuje oczywiście tylko ich, mniejszość, zaś zakaz swobody wypowiedzi – większość.
Na stronie portalu Gazeta.pl (internetowa odmiana „Gazety Wyborczej”) czytamy, że: „prawicowy serwis wSumie.pl w poniedziałek zniknął z sieci. Portal wyłączyła jego własna firma hostingowa, która zapewniała mu miejsce na serwerze. To efekt skargi, jaką na prawicowych dziennikarzy złożyła rzeczniczka Parady Równości. Dostawca usług internetowych postawił wSumie ultimatum: albo usunie nieprawdziwe treści, albo strona nie wróci do sieci”.
Jakie było przestępstwo owego portalu? Przekopiował on wypowiedź z bloga queer-aktywisty/aktywistki, zwanego/zwanej Jej Perfekcyjność.
Cytaty z bloga Jej Perfekcyjności podaję za Gazeta.pl:
„Portal wSumie zarzucił Jej Perfekcyjności ‘ciągoty pedofilskie’. Prawicowy dziennikarz Aleksander Majewski tezę poparł cytatami z bloga rzeczniczki Parady: ‘Ja, dla przykładu, jestem transem i pedofilem. I spoko, żyje mi się z tym całkiem fajnie’, albo: ‘No i że odkryłem i powiedziałem wprost: jestem pedofilem i transgenderem. Jestem. I nie obchodzi mnie to, komu się to podoba lub kto uważa to za wymysł i moją kreację na pokaz’”.
Tęczowy propagator poczuł się urażony. Uznał, że to atak na jego dobra osobiste, i wywarł presję na firmie hostingowej, która udostępnia portalowi adres, że rozpocznie proces, jeżeli nie znikną wszystkie treści o jego skromnej osobie.
Strona przestała rzeczywiście działać, redakcja ugięła się pod szantażem, i w tym czasie wykasowała wszystkie treści na temat działacza, by powrócić do żywych. Szantaż bez procesu okazał się zatem skuteczny.
Argumentacja, jaką się posłużyła transgender, jest następująca. Znów cytuję za Gazeta.pl: „Jej Perfekcyjność komentuje zarzuty wSieci, przypominając, jaka jest specyfika blogów. – Należy odróżnić rzeczywistość od dyskursu. Blog to specyficzny utwór, który ma swoją poetykę i prawa, którymi się rządzi. Jedni potrafią to zrozumieć, inni nie, ale nie mogę odpowiadać za niekompetencję niektórych czytelników – mówi”.
Wszystko pięknie. Wystarczy, że teraz zaczniemy na blogach pisać, co nam się żywnie podoba. Potem, gdy zostaniemy oskarżeni o najgorsze zbrodnie i inklinacje, odpowiemy: „O nie, to blog, to poetyka, to specyficzny utwór”. Przecież to jakiś absurd.
Rozumiem, że zwycięstwo Jej Perfekcyjności satysfakcjonuje środowisko „Gazety Wyborczej”, redakcja jest zadowolona, feministki zadowolone, geje, transgenderzy się cieszą.
Jednak to raczej wskazuje wyraźnie na regres, a także na to, że środowiska lewicowe dążą z pełną premedytacją do kneblowania ust dziennikarzom.
Ja ten mechanizm widzę tak: jeden człowiek napisał na swoim blogu, że jest pedofilem, a to zostało przepisane w innym miejscu i teraz ten pierwszy ma pretensję, że inny to przepisał.
Skoro wypowiedź oficjalna funkcjonuje w sieci, to nie rozumiem, dlaczego nie można się na nią powoływać? Tym bardziej że Gazeta.pl się na tę wypowiedź powołuje. I afery nie ma.
Gazeta.pl opisuje także mechanizm, w jaki sposób Jej Perfekcyjność zablokowała wSumie.
„Skorzystała z unijnej dyrektywy o handlu elektronicznym. To jeden z przepisów wspólnotowych, który określa ochronę prywatności w internecie. – Według polskiego i unijnego prawa dostawca usług hostingowych ma obowiązek usunięcia publikowanych niezgodnie z prawem treści, jeśli zostanie o tym powiadomiony. Tylko tak może uniknąć swojej odpowiedzialności cywilnej czy karnej za treści zamieszczone przez klientów – mówi Jej Perfekcyjność”.
Zachowania środowisk LGBTQ zaczynają przypominać dyktaturę. Ich funkcjonariusze i aktywiści są nietykalni, nie wolno powiedzieć złego słowa, a nawet, jak widać na konkretnym przykładzie, nie wolno powtarzać, czy to przez mówienie, czy pisanie tego, co sami o sobie mówili lub pisali. Przecież dochodzimy do sytuacji granicznej. Jakiejś kompletnej aberracji!
Organizacje lewackie, feministyczne, genderowe, gejowskie są wyjątkowo nietolerancyjne na poglądy innych środowisk. To przewrażliwienie zaczyna przybierać formę dręczenia większości ludzi.
Jak u Orwella
Jest jeszcze inne zagrożenie. Bez sądu, bez procesu znika nagle, z dnia na dzień, jakiś prawicowy portal. Zostaje wyłączony. Zarządzający nim eliminuje go ze świata wirtualnie żywych. Dla nas powinien być to znak, że czas włączyć alarm. Dziś można, jak widać, wszystko wymazać. Unicestwić. Zdarzenie oznacza bowiem to, że dziś zagrożone są wszystkie centroprawicowe i katolickie portale. Wystarczy, że geje zaczną uprawiać tę formę nacisku i presji.
Wymazywanie historii, zdarzeń, newsów, wydarzeń opisał Orwell w książce „Rok 1984”. Ministerstwo Prawdy zajmowało się nieustannym fałszowaniem informacji o przeszłości. Czy właśnie to nas czeka? W internecie? Obawiam się, że jest to jakaś zapowiedź, pomruk zbliżającego się zniewolenia większości przez dyktaturę mniejszości. Warto dociekać, jaka to firma, ów „dostawca usług hostingowych” poddała się bezczelnej presji urażonego rzeczniczki Parady Równości, aby firmę tę omijać z daleka i nie wykupywać u niej domen.
Dzisiaj oni, jutro wy
Kolejna odsłona tego dramatu jest także przykra. Rozumiem, że Gazeta.pl nie musi lubić tych czy owych opinii, komentarzy, a nawet ludzi, ale w tym konkretnym przypadku chodziło przecież o kalkę, o przekopiowanie realnej wypowiedzi z bloga danego twórcy słów. To wyczytałem przecież z artykułu Gazeta.pl. Nie doszło przecież do wymyślania informacji, ale cytowania określonego blogera.
Warto sobie uświadomić, co by się działo, jak by zareagowała Gazeta.pl, gdyby powiedzmy, na skutek akcji jakiegoś prawicowego działacza lub aktywisty zniknęła strona organizacji gejowskiej. Sądzę, że krzyk by się podniósł niemiłosierny, niemilknący co najmniej przez tydzień.
Padałyby najcięższe zarzuty, o dyktaturę, faszyzm, totalitaryzm. Nagonka po lewej strony mainstreamu trwałaby przez długi czas. W tym jednak przypadku nikt Karnowskim w sukurs nie przyszedł, a złamano prawo nie Karnowskich, ale swobodę i prawo do wolności wypowiedzi par excellence.
Osobiście uważam, że jakaś podstawowa doza solidarności i uczciwości powinna obowiązywać wszystkich, pomimo sporu ideologicznego, jaki się wiedzie. Jeżeli dochodzi do patologii i nadużycia, czyli ataku na wolność słowa, to w tym konkretnym przypadku powinno się stanąć w obronie atakowanych dziennikarzy, jak swego czasu w obronie Jerzego Urbana wystąpili prawicowi dziennikarze. A nie mieć złośliwą satysfakcję, że się im powinęła noga i zmuszono ich trikiem do zamknięcia ust.
Gazeta.pl, entuzjazmując się tym niesmacznym finałem, świadczy sama o sobie. Wszyscy są wprawdzie równi, ale są też równiejsi.
Dr Tomasz M. Korczyński