Samorządy dopłacają do oświaty
Sobota, 4 sierpnia 2012 (21:33)Ponad 8 mld zł w ubiegłym roku dołożyły do oświaty polskie samorządy, co powoduje, że borykają się one z wieloma problemami finansowymi. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest zbyt niska subwencja z budżetu państwa.
– Brakuje finansów na pokrycie kosztów utrzymania placówek czy wypłat wynagrodzeń – wyjaśnił na przykładzie swojego powiatu Piotr Usiński, starosta wołomiński, we wczorajszym programie "Polski punkt widzenia" w Telewizji Trwam. Dodał, że otrzymywane przez samorząd fundusze, szczególnie na szkoły techniczne, nie wystarczają nawet na wydatki bieżące, a inwestycje i remonty w jego placówkach realizowane są ze środków własnych.
Kształcenie w technikum droższe niż w liceum
Największy problem dotyczy szkół technicznych. Wiele samorządów, które posiadaja ten typ placówek, traci na ich istnieniu. Wynika to ze zbyt niskiej subwencji przyznawanej na technika, gdzie kształcenie jest znacznie droższe niż w liceach. – System jest dosyć skomplikowany. Na każdy typ szkoły subwencja naliczana jest inaczej. Na przykładzie naszego powiatu wyraźnie widzę, że szkoły techniczne są niedofinansowane – podkreślił Usiński. Jak zaznaczył, jest to błędny system. - Na dzisiejszym rynku pracy warto jest szkolić technicznie, na co wskazuje deficyt tych zawodów – zauważył. Jednocześnie dodał, że szkoły technicznie często są wielozawodowe, co wymaga większych nakładów m.in. na zakup odpowiedniego sprzętu, narzędzi i szkolenia nauczycieli. – Wysyłamy uczniów do centrów kształcenia, by tam uczyli się zawodu. Jest to tańsze rozwiązanie od zakupu narzędzi, a mimo to subwencja jest niewystarczająca – wyjaśnił Usiński.
Inwestycja w szkoły kosztem rozwoju gminy
Samorządy, które inwestują w oświatę, często muszą rezygnować z realizacji innych projektów. – Inwestujemy w nasze placówki kosztem innej działalności. Mimo to nie wyobrażamy sobie zaprzestania inwestowania w oświatę i trwania w marazmie. Muszą być nowe oferty kształcenia i dobre warunki nauki. Wszystko po to, by nasi mieszkańcy byli dobrze wykształceni i mieli dobre przygotowanie do życia – podkreślił gość Telewizji Trwam. Likwidacja Karty Nauczyciela – zdaniem Usińskiego – nie jest najlepszym rozwiązaniem kryzysu w polskiej oświacie. Jednocześnie zaznaczył on, że niektóre z elementów Karty można zmienić, m.in. zastąpić urlopy zdrowotne podwyżką.
Gimnazja pogrążają samorządy
Według starosty, sposobem, który byłby najlepszym rozwiązaniem dla polskiego szkolnictwa, dającym wiele oszczędności, jest odstąpienie od głównych założeń reformy oświaty z 1998 roku, która wprowadziła gimnazja. – Poprzedni system: ośmioletnia podstawówka i czteroletnie liceum lub pięć lat technikum jest lepszym rozwiązaniem. W tej chwili system to sześć lat podstawówki, trzy lata gimnazjum oraz trzy lata liceum lub cztery technikum. Nauka trwa tyle samo, co przed reformą, ale dochodzi dodatkowa szkoła – tłumaczył Usiński. Już w czasie wprowadzania reformy wiele samorządów „pogrążyło się” w budowie nowych obiektów. – Wówczas zmuszano samorządy do wielkich inwestycji, dlatego wiele z nich zadłużyło się i do dnia dzisiejszego nie mogą odbudować budżetu – wyjaśnił starosta. Jak obliczył gość „Polskiego punktu widzenia”, odstąpienie od tej reformy przyniosłoby blisko 1 mld zł oszczędności, chociażby na samych kosztach utrzymania dodatkowej administracji. – Niektóre budynki zmieniłyby przeznaczenie. Jeżeli gmina byłaby w stanie przenieść uczniów gimnazjów do podstawówek, to tańsze byłoby utrzymanie tych obiektów. W Polsce brak jest dobrej polityki prorodzinnej i liczba dzieci maleje. Wobec tego w podstawówkach robi się pusto i dodatkowi uczniowie wypełniliby placówki, co byłoby bardziej ekonomicznym kształceniem – wyjaśnił Usiński. Jednocześnie podkreślił, iż dzięki tym zmianom szkoły średnie zyskałyby dodatkowo jeden rocznik uczniów, co także polepszyłoby ekonomikę nauczania.
Samorządy wielokrotnie apelowały do polskiego rządu, by inaczej zaczęto im naliczać subwencje. Mimo interwencji władze państwowe nie reagują, a wręcz przeciwnie - wprowadzono kolejne zmiany zmuszające samorządy do większych kosztów. – Reforma dotycząca sześciolatków w podstawówkach podniosła koszty nauczania. To zwiększyło ilość uczniów w jednym czasie i w sumie koszty nauczania w skali kraju są znacznie większe – zauważył Usiński. Podkreślił także, że samo uzasadnienie systemu nauczania sześciolatków jest wątpliwe.
Izabela Kozłowska