• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Polityczna hochsztaplerka gender

Wtorek, 14 stycznia 2014 (18:53)

Z prof. Ryszardem Terleckim, posłem PiS i zastępcą przewodniczącego sejmowej podkomisji ds. nauki i szkolnictwa wyższego, rozmawia Marta Milczarska

Minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska zaczęła swoje urzędowanie od obrony  gender studies. W komunikacie napisała, że opowiada się za otwartością badań naukowych i dociekań, zostawiając pełną swobodę krytyki naukowej powstających teorii...

– Nowa minister mówi o poszanowaniu wolności badań i pracy naukowej, odnosząc się do gender, a jej poprzedniczka Barbara Kudrycka bardzo wyraźnie swoimi działaniami zaprzeczała wszelkim przejawom akademickiej wolności badań. Przypomnę tutaj chociażby, kiedy kwestionowała ona wkład naukowy i badania profesorów wyższych uczelni w próby naukowego wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej.  W tej sprawie głos ministerstwa był bardzo wyraźny, że naukowcy nie powinni się tym zajmować, gdyż ta sprawa nie mieści się w polu badań naukowych – co jest oczywistą nieprawdą. Miejmy nadzieję zatem, że ta deklaracja ministerstwa, iż będzie szanować wolność badań naukowych, nie będzie się tyczyła tylko szkodliwej gender, a przede wszystkim innych poważnych badań. A niestety trudno uznać, by studia nad gender były naukowymi badaniami. Według mnie, jest polityczna hochsztaplerka, by na uczelnie wprowadzać takie zajęcia. Swego czasu na zachodnioeuropejskie uczelnie chciano wprowadzać studia naukowe z zakresu układania kwiatów, a przecież trudno to nazwać dziedziną naukową. Bardzo wyraźnie trzeba tu rozróżniać dziedziny nauki od zajęć ze sfery pozanaukowej, które często są forsowane przez środowiska polityczne.

Kolarska-Bobińska podkreśla jednocześnie, że studia nad gender są elementem realizowania art. 33 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w którym mowa o równości kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Czy tak rzeczywiście jest?

– Sprawa równych szans dla kobiet i mężczyzn jest bardzo ważna i tą zajmują się głównie socjologia i psychologia. Natomiast ideologia gender ma na celu zburzyć dotychczasowych ład naukowy na ten temat, gdyż wprowadza ona idee spoza zakresu nauki. Tak więc z jednej strony ideologia gender jest szkodliwa dla nauki, a z drugiej strony wprowadzanie gender studies na uczelnie jest kompromitujące dla tych, który ślepo ulegają takiej modzie i prymitywnej propagandzie, by w programach uniwersyteckich te zajęcia zapisać.  

Kiedy badania i studia nad gender stają się niebezpieczne?

– Gender staje się szczególnie niebezpieczne, jeśli wprowadza się te rzekome „teorie” naukowe w życie, narzucając ich wdrażanie np. w programach szkolnych. Z jednej strony mamy do czynienia z próbą ekspansji czegoś, co jest totalnym nieporozumieniem, na uczelnie, a z drugiej strony z ofensywą polityczno-obyczajową wymierzoną w zmianę programów szkolnych, by ideologię gender w nich zawrzeć. Nie jest to bynajmniej wynik naukowych badań, a raczej jest to skutek lobby politycznego, które poprzez zmianę pojęć będzie mogło łatwej manipulować masami. Ma to prowadzić ni mniej ni więcej do wprowadzenia w życie hasła: „Róbta co chceta”, które oznacza wyzbycie się całkowicie odpowiedzialności czy lojalności.

Czy nie jest tak, że akceptacja na uczelniach „nauki” o gender daje pretekst do wprowadzenia jej w życie człowieka?

–   Zdecydowanie tak. Nawet jeżeli można było tolerować powstanie na uczelniach koła czy grupy dyskusyjnej na ten temat, to w momencie kiedy chce się z gender uczynić dziedzinę nauki i przenosi się ją poza mury akademickie, wprowadzając do życia społecznego, to żadnym razie nie można tego tolerować i trzeba się temu bardzo mocno przeciwstawiać.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska