Pokolenie jednego podręcznika
Poniedziałek, 13 stycznia 2014 (02:11)Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w WSKSiM, rozmawia Marcin Austyn
Ależ premier Donald Tusk ponownie naobiecywał Polakom. Taka taktyka ma jeszcze szansę przełożyć się na korzystny dla PO wynik wyborczy?
– Rzeczywiście coraz wyraźniej widać, że wybory się zbliżają, a ostatnie wystąpienia premiera można śmiało zaliczyć do elementów kampanii wyborczej. Ubiegły rok był ostatnim „bezwyborczym”, zatem i politycznie w miarę spokojnym. Teraz sytuacja diametralnie się zmienia. Czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego oraz wybory samorządowe. Temperatura zatem musi wzrosnąć, bo będzie to test dla koalicji rządzącej. Społeczeństwo już w tym roku będzie mogło swoimi głosami pośrednio ocenić rząd. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pamiętajmy też, że rok 2015 także będzie okresem wyborczym, bo czekają nas wybory parlamentarne i prezydenckie. Myśląc o sukcesie, już dzisiaj trzeba rozpocząć długi marsz, a co za tym idzie – czeka nas intensyfikacja kampanii PR-owskiej.
Rząd przez 6 lat wielu swoich obietnic nie dotrzymał. W kraju szaleje kryzys. Kolejne zapewnienia wystarczą?
– Wiele zależeć będzie od nastrojów i woli społeczeństwa. Niestety, w naszym kraju na wysokim poziomie liczebności utrzymuje się grupa Polaków, którzy nie są zainteresowani polityką i albo nie uczestniczą w wyborach, albo kierują się nastrojami, a nie merytorycznymi przesłankami. Stąd też może okazać się, że kampania typowo reklamowa będzie skuteczna. Na pewno warto się jej przyglądać, bo może jeszcze ewoluować w różnych kierunkach. Nie wykluczam użytego już przy okazji referendum w stolicy „zniechęcania do udziału”. To byłoby korzystne dla koalicji, bo znaczna grupa urzędników ulokowanych na ciepłych posadkach i ich rodziny mogą zapewnić jej dobry wynik wyborczy. Wszak to łącznie kilka milionów osób. Sądzę też, że ponownie sztucznie podnoszony będzie konflikt między PO i PiS. Zapewne użyte zostaną silne elementy emocjonalne, które zelektryzują społeczeństwo. Przy okazji zostaniemy odciągnięci od istotnych spraw, którymi rząd powinien się zająć. Zwłaszcza że wachlarz złożonych obietnic jest imponujący.
Wizyty gospodarcze premiera ocieplające wizerunek władzy mogą się jeszcze sprawdzić?
– Takie zabiegi przypominają mi lata 70. ubiegłego wieku i czasy władztwa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, który też kreował się na dobrego gospodarza. A to odwiedził kopalnię, a to otworzył szpital, a aparat propagandy działał tak, by pokazywać tylko „sukcesy”. Twierdzono na przykład, że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Rzeczywistość pokazała, że było inaczej. Żywo widzę ten obraz jako historyk i politolog. Rzecz jasna, tamtych czasów nie można porównywać z obecną rzeczywistością, niemniej działania propagandowe, używane mechanizmy są zbieżne.
Premier obiecał, że publiczne przetargi będą kierowane do firm, które zatrudniają pracowników na godnych warunkach. Skończy się na podwykonawcach zatrudniających ludzi na umowy śmieciowe?
– Warto, aby tej obietnicy bliżej przyjrzeli się ekonomiści, prawnicy. Jednak podzielam pana pogląd, że ograniczenie zostanie w bardzo łatwy sposób ominięte. Widzimy, jak w Polsce obchodzi się np. ustawę kominową, która miała ograniczać rozrost pensji kadry zarządzającej w publicznych spółkach czy instytucjach. Niestety, mamy prawo, które daje wiele możliwości manewru, w złym tego słowa znaczeniu.
Będą krótsze kolejki do lekarzy?
– Nie sądzę. Kwestie związane z opieką nad osobami starszymi, ze służbą zdrowia, słowem – cała sfera socjalna, jest dużym problemem Europy, która się niestety starzeje. Ten problem wydaje się nierozwiązywalny nie tylko dla Polski, ale i dla Europy. Jednak nie należy tej okoliczności traktować jako usprawiedliwienie dla rządu, który powinien wreszcie podjąć długofalowe działania, by zmienić niekorzystny kurs demograficzny.
Pierwszoklasiści mają otrzymać darmowy podręcznik, do tego jeden, zastępujący obecne pakiety. Pewnie będzie zbyt ciężki do noszenia, a z racji braków w budżecie nie dla wszystkich gratisowy?
– Toż to powrót do metod znanych z PRL. Jednak widzę tu jeszcze inne niebezpieczeństwo. Bo jeżeli jeden podręcznik, to jakiego autora, jakiego wydawnictwa? Tu będzie pole do nacisków. A kto wybierze ten podręcznik, kto go zweryfikuje, jak na to zareagują inne wydawnictwa? A może państwo wykupi za ciężkie pieniądze prawa autorskie i będzie zlecało druk różnym wydawcom?
Donald Tusk obiecał też inwestycje m.in. w energetykę, słowem – obiecał już obiecane. Ile razy można?
– Muszę przyznać, że niezależnie od rządu będę kibicował, by tego rodzaju inwestycje były prowadzone, bo są one bardzo potrzebne. Mam nadzieję, że nie pozostaną tylko w sferze obietnic. Ukończmy gazoport w Świnoujściu, wybudujmy elektrownie. I niechby ten rząd spełnił choć minimum swych obietnic.
Administrację podatkową czeka rewolucja. Roczne rozliczenia będzie robiła za nas skarbówka, a my kliknięciem je zatwierdzimy. Komputery też nam premier da? A może czeka nas wielka informatyzacja i kolejna afera?
– Już teraz z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że spowoduje to ogromny bałagan. Urzędy skarbowe są potężną instytucją, pracuje tam armia ludzi, ale i tak nie są kadrowo przygotowani na takie zmiany. Czyżby szykowały się kolejne urzędnicze etaty? A przecież ich liczba miała maleć. Inną sprawą jest sama informatyzacja, zapewne bardzo kosztowna, a nasze doświadczenia w tej materii nie są dobre. Wydaje mi się, że tego rodzaju zmiany wymagają czasu, wielomiesięcznych przygotowań, stąd nie są dobrym pomysłem do wdrażania w okresie przedwyborczym. No, ale obiecać można wszystko.