• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Rażąca dowolność

Poniedziałek, 13 stycznia 2014 (02:00)

Sąd Najwyższy w pisemnym uzasadnieniu miażdży postanowienie poznańskiego sądu, który odmówił unieważnienia wyroku śmierci nałożonego na Kazimierza Kanieckiego za szpiegostwo.

 

Sąd Najwyższy sporządził pisemne uzasadnienie swojej decyzji, w której uchylił postanowienie poznańskiego sądu wojskowego odmawiającego unieważnienia wyroku skazującego za szpiegostwo. Córka rozstrzelanego w 1952 r. Kazimierza Kanieckiego może teraz wystąpić o odszkodowanie.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu „rażąco dowolnie” ocenił pobudki działania Kanieckiego, odmawiając unieważnienia wyroku stalinowskiego sądu, podkreśla Sąd Najwyższy.

„W ocenie Sądu Najwyższego oczywiste jest, że skazanie Kazimierza Kanieckiego nastąpiło z powodu jego działalności na rzecz instytucji reprezentujących ciągłość Państwa Polskiego (Rząd Londyński), w tym jego agend (służby wywiadu)” – czytamy w uzasadnieniu SN.

Kaniecki został stracony 9 października 1952 r. po pokazowym procesie, w którym był sądzony o szpiegostwo wraz z czterema innymi osobami, m.in. Kazimierzem Praissem, który był łącznikiem z rządem londyńskim. O unieważnienie wyroku wniosła córka Elżbieta Kosowicz, która w chwili egzekucji ojca miała zaledwie trzy lata. – Od mamy dowiedziałam się o losie swojego ojca, kiedy dorastałam. Mama powiedziała, że współpracował z rządem polskim na emigracji od 1945 roku. Było to w ścisłej konspiracji – mówiła w sądzie Kosowicz.

W postanowieniu z 25 września 2013 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał jednak, iż działalność Kanieckiego „o charakterze niewątpliwie szpiegowskim, na rzecz obcego, brytyjskiego, wywiadu, nie może być potraktowana jako prowadzenie przezeń działalności politycznej – opozycyjnej wobec ówczesnych władz PRL i na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, gdyż skazany nie miał takiej świadomości”.

Podzielił ponadto zdanie stalinowskiego sądu, który uznał, że działał on z pobudek materialnych. „Przypisane mu przez były Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie oba czyny miały na celu osiągnięcie przez sprawcę korzyści majątkowej, co faktycznie nastąpiło” – uzasadniał swoją decyzję sędzia ppłk Marek Kwiatkowski z sądu poznańskiego.

Sędzia dodał, że „jeżeli chodzi o motywy przestępnego działania K. Kanieckiego – można dojść do przekonania, że była nimi głównie nie chęć walki z ówczesnym państwem polskim czy jego ustrojem, a jedynie osiągnięcie za swoje działania przestępne korzyści majątkowej”. Sąd uznał, że relacje Praissa o kontaktach z gen. Kopańskim, który był p.o. naczelnym wodzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, były przesadzone lub „nawet nieprawdziwe”. Zdecydowanie nie zgodził się z tym Sąd Najwyższy.

„Kazimierz Kaniecki, z relacji Kazimierza Praissa, dowiedział się, że jako »agent Kopańskiego« musi pracować dla wywiadu polskiego w Anglii, zaś otrzymane od Kazimierza Praissa 2500 zł miał przeznaczyć »na cele wywiadowcze«, a meldunki wywiadowcze przesyłać do Ireny Kreft” – stwierdza SN, dodając, że kwota ta rzeczywiście została przeznaczona na prowadzenie działalności wywiadowczej.

Sąd Najwyższy wskazuje, że „charakteru działalności Kazimierza Kanieckiego w żadnym stopniu nie zmienia fakt jego przynależności partyjnej czy też otrzymania od Kazimierza Praissa stosownej kwoty pieniężnej”.

W ocenie mec. Macieja Zaborskiego, pełnomocnika Kosowicz, nie można kwestionować wiarygodności zeznań Praissa o osobistej znajomości z Kopańskim. – Mamy do czynienia z działaniem na rzecz niepodległego bytu polskiego przy jakiejś pomocy innego państwa, ale demokratycznego – podkreśla Zaborski. – Ale nie zmienia to postaci rzeczy, że byli to polscy oficerowie, którzy osłabiali władze komunistyczne. Ten wywiad dotyczył nowych sowieckich dział morskich. Tego typu działania, według mojej oceny, ewidentnie wskazują na to, że była to walka o niepodległy byt państwa polskiego – podkreśla adwokat.

Zaborski wskazuje, że wywiadowcy wymienieni w dokumentacji sądowej byli Polakami: Stanisław Lorenc (przedwojenny oficer wywiadu), Laurentowski, Wolski, Ludwik Świder.

Kaniecki był cywilnym pracownikiem Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni. Po aresztowaniu był podczas śledztwa dziewięciokrotnie przesłuchiwany, dwukrotnie konfrontowany z innymi oskarżonymi. Proces jako pokazowy opisywano w gazetach. Skazał go 4 czerwca 1952 r. na karę śmierci i konfiskatę mienia Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na sesji wyjazdowej w Gdańsku, któremu przewodniczył płk Mieczysław Widaj, osławiony stalinowski sędzia wojskowy, mający na koncie wiele wyroków śmierci z tego okresu, a specjalizujący się w sprawach o szpiegostwo.


– Jeszcze w 1952 r., na świeżo po wykonaniu wyroku, mama razem ze swoją rodziną usiłowała ustalić, gdzie został pochowany ojciec, przy czym robiły to na własną rękę – pytając administratorów cmentarzy. Wtedy też mama ustaliła, że ojciec został pochowany w mogile zbiorowej na cmentarzu w Gdańsku na Srebrzysku (Wrzeszcz).

Wtedy doszło do ekshumacji i okazania zwłok i mama urządziła ojcu normalny pogrzeb. Ojciec został pochowany w indywidualnej mogile, na tym samym cmentarzu – zeznała córka. Dodała, że matka niechętnie wracała do tych spraw.

Ona sama postanowiła wystąpić o unieważnienie wyroku po namowach syna. Ale problemem było to, że niewiele wiedziała o całej sprawie. Pomocą okazała się dokumentacja procesu. 

Zenon Baranowski