Upadek PO w świadomą demoralizację
Piątek, 10 stycznia 2014 (11:16)Sławomir N. alias zegarmistrz światła platformowy zapowiada, że jest niewinny. To akurat oceni sąd. Na razie prokuratura ściga, niegdyś w PO prawie wszechmocnego, Sławomira N. i jej zarzuty wobec niego są mocne i oparte na konkretnych dowodach w sprawie.
Były minister transportu i aktualny szef pomorskich struktur Platformy Obywatelskiej usłyszał zarzuty dotyczące składania fałszywych oświadczeń majątkowych. Podobno pięciu.
I właściwie można by w tym miejscu opuścić zasłonę milczenia na ten nieprzyjemny epizod, których w polityce wiele, nie tylko przecież w polskiej, gdyby nie zachowanie i buńczuczne wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej na ten temat, świadczące o demoralizacji tej niebezpiecznej dla Polski formacji.
A jak wiadomo, ryba psuje się od głowy, należy zacząć od samego premiera. Zamiast pozbawienia Sławomira N. wszelkich przywilejów, wykluczenia go z partii (przynajmniej na czas wyjaśnienia całej sprawy), domagania się przeprosin, oświadczeń, złożenia publicznej samokrytyki, jakich w tej bezideowej Polskiej Zjednoczonej Platformie Obywatelskiej wiele, pan premier zapewnia go publicznie o swojej niezmiennej przyjaźni, werbalnie poklepuje po plecach, umacnia i wspiera.
A potem jeszcze wymaga, i to szczególnie niesmaczne, oklaski dla uśmiechniętego Sławka od swoich poddanych, zgromadzonych na konwencji partii. Sławomir N., siedzący w pierwszym rzędzie!, wstaje, kłania się nisko, dziękuje, jest rozpromieniony. Sygnał premiera jest jasny: „My możemy wszystko, bo państwo to my”.
Sławomir N. jest przyjacielem Tuska. Lojalny sługa wiedział zawsze, jak przypodobać się szefowi. Pewien zgrzyt wystąpił, gdy Sławomir N. pracował u prezydenta Komorowskiego, którego Tusk nie znosi, ale po odejściu ze sztabu belwederskiego Sławek ponownie wrócił do łask imperatora.
To są właśnie standardy PO. Nie wyobrażam sobie, aby szef największej partii opozycyjnej oklaskiwał agenta Tomka czy Adama Hofmana po ich wybrykach. Przeciwnie, zostali oni przykładnie ukarani.
Agent Tomek został wyproszony z klubu, a Hofman zawiesił członkostwo w partii i przestał piastować funkcję rzecznika Prawa i Sprawiedliwości. A przecież żaden z nich nie popełnił przestępstwa. Nawet Janusz Palikot po karygodnym zachowaniu Wandy Nowickiej wyrzucił ją, i słusznie, z klubu. Wprawdzie jego późniejsza wulgarna wypowiedź o wicemarszałku Sejmu RP była karygodna, ale Nowickiej już w jego partii nie ma.
A co się dzieje tymczasem w Platformie Obywatelskiej na wieść o aferze? Burza oklasków, wiwaty, wyrazy solidarności, hołdy, zapewnienie Sławomira N., że dalej jest w teamie, że nadal przewodniczy partii na Pomorzu, przecież siedzi w pierwszym rzędzie, jest w pierwszym szeregu, jest twarzą PO. Dlaczego? Bo oni wszyscy są takimi Sławomirami.
Sławomir N. jest tą brzydszą, ale prawdziwą twarzą Platformy Obywatelskiej. Partii antyobywatelskiej pozbawionej etosu, morale, wartości wyższych, programu. Twarzą organizacji skupionej na karierowiczostwie, rozsiewaniu plastikowej propagandy sukcesu, twarzą wymuskaną, wyperfumowaną, ale złą. To ukierunkowana na gromadzenie tandetnych gadżetów grupa trzymająca władzę, dzięki czemu jej członkowie rozpływają się w sztucznych uśmieszkach, rozsiewają kłamliwą demagogię, mamiąc społeczeństwo i kroją naszą Ojczyznę jak tort, produkując dalszych Sławomirów N.
I owe karygodne słowa premiera Tuska do Sławomira N.: „Trzymaj się w tym niełatwym dla ciebie momencie. Trzymamy za ciebie kciuki, żebyś dał sobie radę”, wskazują na zasadę, że jaki premier, taki Sławek lub na odwrót.
Tomasz M. Korczyński