• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Masowa wycinka

Piątek, 10 stycznia 2014 (02:12)

Brońmy Polskich Lasów

Ze Zbigniewem Kuszlewiczem, przewodniczącym Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, rozmawia Marcin Austyn

Ministerstwo Środowiska twierdzi, że zmiana ustawy o lasach nie ma na celu prywatyzacji Lasów Państwowych, a wpłaty do budżetu nie naruszą zasady samofinansowania się Lasów, nie będą wymagały redukcji zatrudnienia. Ten wywód Pana uspokaja?

– Wydaje się, że sprawa jest przedstawiana od niewłaściwej strony. Może pan minister Maciej Grabowski miał w pamięci nasze działania z 2010 roku, kiedy broniliśmy Lasów Państwowych przed włączeniem do sektora finansów publicznych. Wówczas rzeczywiście droga do prywatyzacji Lasów byłaby otwarta. Zaproponowane dziś zmiany ustawy w pierwszym rzucie nie będą miały przełożenia na ruchy prywatyzacyjne. Zapewne nowelizacja została tak właśnie przedstawiona, aby uniknąć eskalacji nastrojów.

Jednak prywatyzacji jako finału forsowanych zmian fachowcy nie wykluczają.

– Oczywiście taki scenariusz jest możliwy za kilka lat. Lasy Państwowe mają środki na kontach i rzeczywiście po ich opróżnieniu mogłoby dojść do mocnego zachwiania zarządzania gospodarką leśną w kraju. A w takim przypadku, jeśli okaże się, że firma zarządzająca majątkiem Skarbu Państwa sobie nie radzi, to pewnie pojawią się pomysły, by temu zaradzić. W tym takie, aby coś zmienić w samym systemie zarządzania Lasami.

Według resortu, sztywne kwoty wpłat z możliwością wprowadzania ulg, czy dzielenie się procentem od przychodów – to tylko mechanizm umożliwiający dokonywanie przez Lasy wpłat do budżetu państwa. Są lepsze sposoby?

– Według zapowiedzi, te pieniądze powinny trafić do samorządów na remonty i inwestycje dróg lokalnych, bezpośrednio nie zasilą więc budżetu państwa. Jeśli jednak środki z Lasów miałyby być już przekazane, to trzeba rozpocząć od gruntownej analizy możliwości wygenerowania tych pieniędzy. To, co dziś się proponuje, wygląda jak wydanie rozkazu: macie znaleźć pieniądze i koniec. Lasy znajdą te środki, bo w zasobach leśnych pieniędzy jest sporo, wystarczy spojrzeć na majątek leśny ulokowany w surowcu drzewnym. Rodzi się tylko pytanie, czyim kosztem.

Leśnicy nie mogą w tym aspekcie działać samowolnie.

– W Lasach Państwowych obowiązują dziesięcioletnie plany urządzania lasu. One w poszczególnych jednostkach realizowane są na różnych etapach, zatem w planie można sukcesywnie wprowadzać pewne zmiany.

Wróćmy jednak do charakteru wpłaty…

– Na pewno najlepszym wyjściem dla Lasów Państwowych byłoby określenie wysokości wpłaty jako procentu od zysku. Wprowadzanie mechanizmu uzależnionego od wielkości sprzedaży drewna czy podanie odgórnie konkretnej kwoty, jak pierwotnie proponowano w projekcie – 100 mln zł – jest niebezpieczne, zwłaszcza gdy uzyskany zysk nie zabezpieczy żądanej kwoty.

Wiceminister Janusz Zaleski tłumaczył w Sejmie, że wybrany przez rząd mechanizm wpłaty 2 proc. przychodów jest bezpieczny, a takie rozwiązania obowiązują w państwach unijnych. Tylko że w zakresie gospodarki leśnej to Unia goni Polskę…

– Jeżeli będziemy dopasowywać nasze działania, finansowanie gospodarki leśnej do UE, to nasze lasy mogą w przyszłości wyglądać tak jak te unijne, a polskie Lasy Państwowe są dziś wzorcem dla wielu bardzo dobrze rozwiniętych krajów. Proszę też pamiętać, że Lasy przez wiele lat nie otrzymywały z budżetu państwa żadnych dotacji. Inaczej jest w krajach zachodnich, gdzie gospodarka leśna jest wspomagana przez państwo. Widać zatem, że coś tu mocno zgrzyta.

Dyrekcja Lasów Państwowych deklaruje, że w ciągu dwóch lat jest w stanie wysupłać 1 mld zł z oczekiwanej kwoty 1,6 mld złotych. Taka wpłata może negatywnie odbić się na działalności Lasów?

– Na ubiegłotygodniowym spotkaniu z ministrem środowiska mieliśmy okazję zapoznać się z informacją Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych na temat możliwości przekazania w tym i przyszłym roku wpłat w wysokości po 800 mln zł rocznie. Jak usłyszeliśmy, by zrealizować taki plan, znaleźć te brakujące 600 mln zł, już w tym roku musielibyśmy ograniczyć m.in. inwestycje. Zapewne oszczędności odbiłyby się też na sferze pracowniczej. W perspektywie wieloletniej średni zysk w Lasach Państwowych nie przekracza wielkości żądanej.

Resort środowiska twierdzi, że zmiana ustawy o lasach nie wpłynie na zatrudnienie.

– Moim zdaniem, projektowana ustawa może wywołać tu zmiany. Jeśli nawet założymy, że w niektórych jednostkach zwiększy się pozyskanie surowca, to wiąże się to z kosztami, nie tylko pozyskania drewna, ale też prac po usunięciu drzewostanu, wprowadzenia nowego pokolenia. Zyski Lasów nie są duże. Dlatego ta ilość dodatkowo pozyskanego drewna musiałaby być niemała, by z tej nadwyżki pokryć brakujące 600 mln złotych. Z tym wiąże się również nadmierne obciążenie zadaniami pracowników Lasów Państwowych. Proszę wziąć pod uwagę, że te wyliczenia nie są w pełni wiarygodne. Bardziej obiektywne dane uzyskamy, gdy wypowiedzą się podstawowe jednostki zarządzające lasami, czyli nadleśnictwa.

Podobno to gminy nalegały, by Lasy Państwowe dołożyły się do remontów dróg, bo wywożąc drewno, wpływają na szybsze zużycie dróg. Strona rządowa chce zrzucić z siebie ciężar zmian?

– Spotkałem się z krytycznymi wobec Lasów opiniami w tym zakresie. Jednak nie jest kaprysem Lasów Państwowych to, że drewno jest wywożone. To wynika po prostu z potrzeb naszej gospodarki. Każdy korzysta z drewna, ono jest w każdym domu. Ponadto wywozem zajmują się odbiorcy, a Lasy Państwowe łożą dodatkowe pieniądze na utrzymanie dróg leśnych, tylko dlatego że jest potrzeba wywożenia drewna. Z drugiej strony, nie ma innego sposobu jak transport lądowy. Mówienie, że mamy tu do czynienia z negatywnym oddziaływaniem Lasów na drogi lokalne, jest nadużyciem. Zdaje się, że dziś każdy argument jest dobry, by usprawiedliwić swoje zamiary wobec chęci sięgnięcia po pieniądze Lasów.

Związki miały możliwość rozmowy z ministrem środowiska, prosiliście o czas i merytoryczną dyskusję. Jaka jest reakcja na Państwa stanowisko?

– W stanowisku złożonym na ręce ministra Macieja Grabowskiego domagamy się wycofania ze zmiany ustawy i przeprowadzenia konsultacji społecznych, których dotąd nie było. Mówimy o projekcie ustawy, a zgodnie z obowiązującym prawem już założenia do ustawy powinny być konsultowane, a takich nie było. Złożyłem też pismo z prośbą o szybkie spotkanie z Radą Krajowego Sekretariatu. Do tej pory nie otrzymaliśmy ze strony ministra żadnej odpowiedzi.

Związek ograniczy się tymczasem do podejmowania prób rozmów i wymiany pism?

– Komisja Krajowa na bieżąco jest informowana o działaniach, jakie podejmujemy jako sekretariat, ale i o działaniach drugiej strony, czyli pomysłodawcy projektu zmiany ustawy. W obecnej sytuacji nie wyobrażam sobie, by wytaczać armaty, gdy druga strona nie odniosła się jeszcze do naszych propozycji.

Mogę powiedzieć, że temat Lasów został poruszony na forum Prezydium Komisji Krajowej i mamy zapewnienie o pełnym wsparciu naszych działań. Za tydzień planujemy posiedzenie przewodniczących sekretariatów branżowych i przewodniczących zarządów regionów. Będzie to kolejna okazja do rozmowy o przyszłości Lasów Państwowych. Szczególnie że z ust premiera Donalda Tuska padła deklaracja zapewnienia lepszej ochrony Lasom i wola wprowadzania zmian w tym zakresie w ustawie zasadniczej.

„Solidarność” ma już swoją propozycją zmian w Konstytucji RP?

– Mamy swoje pomysły, jeszcze nad nimi pracujemy, i mam nadzieję, że stosowny projekt będzie gotowy na spotkanie z ministrem środowiska. O ile do niego dojdzie. Jeśli nie, nasze pomysły przedstawimy z wykorzystaniem innych kanałów. Będziemy kuć żelazo, póki gorące, bo zależy nam na tym, by zapewnić stabilność Lasom Państwowym.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn