Ustawa prawie dobra
Czwartek, 9 stycznia 2014 (02:15)14 stycznia na ulice Szczecina ponownie wyjadą traktory. O swoich postulatach przypomną w ten sposób rolnicy, którzy od grudnia 2012 roku prowadzą akcję protestacyjną w obronie polskiej ziemi.
W odpowiedzi na te żądania posłowie przygotowali projekt ustawy, która ma ułatwić nabywanie państwowej ziemi przez rolników indywidualnych. Dzisiaj odbędzie się jej pierwsze czytanie.
Ciągniki przejadą przez miasto i zaparkują przed urzędem wojewódzkim, w którym mieści się także siedziba zachodniopomorskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, która zarządza ziemią po dawnych PGR-ach. To do jej działalności rolnicy mają wiele zastrzeżeń.
W proteście będą też brać udział członkowie pracowniczej „Solidarności”, którzy sprzeciwiają się społeczno-gospodarczej polityce rządu. Ta wspólna akcja rolników i robotników miała być przeprowadzona 5 grudnia ub.r., ale została wtedy odwołana z powodu szalejących nad Pomorzem wichur – organizatorzy obawiali się o bezpieczeństwo uczestników protestu.
Ziemia dla rolników
Główne postulaty podnoszone przez gospodarzy dotyczą wprowadzenia ułatwień dla rodzinnych gospodarstw rolnych w zakupie państwowej ziemi pozostającej teraz w rękach ANR. Rolnicy twierdzą, że dotychczasowe rozwiązania prawne są niewystarczające i wiele gruntów trafiło do wielkich spółek rolnych, często kontrolowanych przez zagraniczne podmioty.
W odpowiedzi na żądania rolników posłowie PSL przygotowali projekt ustawy o zagospodarowaniu państwowych nieruchomości rolnych, który ma uregulować te kwestie. Dzisiaj podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi odbędzie się jego pierwsze czytanie.
Ludowcy proponują, aby taka ziemia była zbywana przede wszystkim rolnikom indywidualnym, właścicielom gospodarstw rodzinnych, a więc takich, których powierzchnia nie przekracza 300 hektarów. Z dobrodziejstw ustawy miałyby korzystać też osoby, które rozpoczynają prowadzenie działalności rolniczej i dopiero organizują swoje gospodarstwo, ale pod warunkiem, że zaliczają się do kategorii „młody rolnik”, a więc nie ukończyli jeszcze 40 lat.
Przetarg ograniczony
– Uważamy, że generalną zasadą powinno być to, iż Agencja Nieruchomości Rolnych będzie zbywać ziemię w drodze ustnego przetargu ograniczonego, czyli licytacji. Byliby wtedy preferowani rolnicy, którzy mieszkają na terenie gminy, gdzie znajduje się dana nieruchomość – mówi poseł Mirosław Maliszewski (PSL).
ANR będzie mogła też organizować ograniczone przetargi pisemne – na wniosek izb rolniczych – a o zbyciu ziemi konkretnemu nabywcy będzie wtedy decydować nie tylko cena, ale także „powierzchnia gospodarstwa kandydata na nabywcę oraz odległość jego gospodarstwa od położenia sprzedawanej nieruchomości”.
– Te regulacje mają zapobiec przypadkom nabywania nieruchomości rolnych przez osoby podstawione, tzw. słupy, które kupują ziemię na zlecenie dużych firm, często w celach spekulacyjnych – podkreśla Maliszewski.
Żeby ograniczyć do minimum ryzyko spekulacji, posłowie chcą, aby przez 10 lat nie można było sprzedawać ziemi kupionej od Agencji, chyba że zgodę na to wyrazi prezes ANR, ale odstępstwa od reguły mają być rzadkie. Przez ten okres nabywca nie będzie mógł też zaciągać kredytów pod zastaw kupionych nieruchomości czy w inny sposób obciążać ich hipoteki.
Złamanie tej reguły będzie grozić surowymi sankcjami: rolnik będzie musiał zapłacić 40 proc. wartości działki, a Agencji będzie przysługiwało prawo odkupu tej nieruchomości. Każdy nabywca przed zawarciem umowy sprzedaży będzie składał oświadczenie o pochodzeniu pieniędzy na zakup nieruchomości oraz że nie zawarł umowy przedwstępnej na sprzedaż ziemi. – Rolnicy skarżą się, że w ten sposób grunty trafiają w ręce zachodnich nabywców – przypomina Mirosław Maliszewski.
Ochrona jeszcze niedostateczna
Zdaniem posła PSL, jeśli ustawa zostanie uchwalona, na pewno poprawi sytuację rolników indywidualnych. Wielu z nich z powodu braku ziemi nie może rozwijać produkcji. Maliszewski podaje przykład hodowców bydła, którzy nie powiększają stad, gdyż mają ograniczone możliwości produkcji paszy w gospodarstwie właśnie z powodu zbyt małego areału ziemi.
Edward Kosmal, przewodniczący Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego, mówi, że część zapisów zawartych w projekcie ustawy odpowiada postulatom podnoszonym przez rolników. Dotyczy to zwłaszcza kwestii przetargów.
– Takie regulacje są potrzebne, bo polska ziemia powinna trafiać do polskich rolników – podkreśla Kosmal. Jego zdaniem, prawo preferujące Polaków w nabywaniu gruntów rolnych powinno obowiązywać także po 2016 roku, gdy zniknie zakaz nabywania ziemi przez osoby fizyczne z zagranicy. – Trzeba wzorować się np. na Francji, która jest w UE dłużej od nas, a tam zawsze pierwszeństwo w kupnie ziemi ma rolnik francuski. Obcokrajowcy mogą kupić tylko te grunty, których nie chcą Francuzi – stwierdza przewodniczący Komitetu.
Rolnicy zgłaszają też zastrzeżenia do niektórych paragrafów zawartych w poselskim projekcie. Chodzi np. o kary za bezumowne – czyli w praktyce bezprawne – korzystanie z państwowej ziemi. Zdarza się bowiem, że ktoś uprawia ziemię należącą do ANR, ale nie ma umowy na jej dzierżawę. Teraz Agencja może żądać naliczenia opłaty karnej w wysokości pięciokrotności czynszu, który byłby należny od tej nieruchomości. Posłowie chcą zwiększyć tę karę czterokrotnie.
– Ona powinna być jeszcze wyższa, bo nie wszystkich odstraszy konieczność zapłacenia 20-krotności czynszu – twierdzi Kosmal.
Komitetowi protestacyjnemu nie podoba się również to, że posłowie PSL chcą umożliwić dogadanie się z ANR tym dzierżawcom, którzy nie zgodzili się na oddanie części ziemi ANR. Mówiła o tym ustawa z września 2011 r. – duzi dzierżawcy mieli oddać 30 proc. użytków rolnych z nadwyżki ponad 300 hektarów. Jeśli tego nie zrobili, Agencja będzie mogła odzyskać całą ziemię po wygaśnięciu umowy dzierżawy, ponieważ użytkownik stracił prawo pierwokupu gruntów. Teraz PSL chce, aby dać dzierżawcom drugą szansę.
– Państwo powinno być konsekwentne i odzyskiwać tę ziemię – zaznacza Kosmal.
– Wygląda na to, że znowu ulegamy lobby wielkich dzierżawców – dodaje.
Zwraca też uwagę, że ta grupa i tak jest w uprzywilejowanej pozycji. W Polsce mamy bowiem do czynienia ze zjawiskiem koncentracji ziemi w rękach nielicznych osób i spółek. Oficjalnie prowadzi działalność 1100 dzierżawców mających grunty o powierzchni ponad 428 ha (oni głównie podlegają ustawie wyłączeniowej), ale może być ich w rzeczywistości więcej. W Zachodniopomorskim aż połowę ziemi posiada w swoich rękach 2 proc. właścicieli.
– W Konstytucji zapisano, że podstawą ustroju rolnego w Polsce są gospodarstwa rodzinne, czyli mające do 300 ha ziemi. I ten zapis jest często martwy – podsumowuje Edward Kosmal. I zapewnia, że komitet protestacyjny będzie namawiał posłów z komisji rolnictwa do zaostrzenia niektórych paragrafów projektu nowelizacji ustawy.
Krzysztof Losz