• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Aktywna mniejszość w świadczeniu miłości i pojednania

Środa, 8 stycznia 2014 (19:18)

W Bangladeszu zakończyły się właśnie wybory parlamentarne, które wygrała rządząca Liga Ludowa (Awami League), zdobywając ok. dwóch trzecich miejsc w parlamencie. To oznacza, że krajem będzie nadal rządzić kobieta, premier Hasina Wajek. Jej konkurentem była inna działaczka polityczna Khaleda Zia z Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu (BNP).

Społeczeństwo jednak pokazało czerwoną kartkę politykom. Frekwencja była niska, doszło do zamieszek, mordów politycznych, a opozycja nawoływała w ogóle do zbojkotowania udziału w wyborach, oskarżając władzę o oszustwa i autorytaryzm. Fakt, że wielu liderów BNP przebywa aktualnie w więzieniach lub ukrywa się. Khaleda Zia twierdzi, że znajduje się w areszcie domowym, natomiast partia islamistyczna została zdelegalizowana nie sprzyja poprawie atmosfery w kraju.

Ponadto w Bangladeszu panoszy się korupcja, wysoka przestępczość, niewyobrażalny wyzysk najbiedniejszych warstw społecznych, traktowanych jako tania siła robocza. Wzrasta dyskryminacja etniczna, religijna i płciowa. Bangladesz jest jednym z najbardziej skorumpowanych krajów świata.

Co dla wykluczonej mniejszości Bangladeszu, czyli chrześcijan, te wyniki wyborów oznaczają? Absolutnie nic. W ich życiu nie dojdzie do żadnych zmian na lepsze. Chociaż, paradoksalnie, niektórzy chrześcijanie cieszą się nawet ze zwycięstwa świeckiej partii, ponieważ gdyby władzę przejęli nacjonaliści z umiarkowanego ugrupowania islamskiego BNP lub islamiści z Dżamaat-e-Islami (w wyniku przewrotu), wówczas sytuacja wyznawców Chrystusa byłaby jeszcze trudniejsza. Więc skoro nic się nie zmieni, to znaczy, że będzie lepiej? Także nie. Egzystencja chrześcijan w Bangladeszu nie jest lekka.

Żyją na marginesie społecznym, jako obywatele drugiej kategorii, stanowią mniej niż jeden procent ludności Bangladeszu. 90 procent ludności to muzułmanie, a 8 procent to hinduiści. Jednak arcybiskup archidiecezji Dhaka, ks. Patrick D’Rozario widzi w chrześcijanach ogniwo pokojowego wkładu w trudnym okresie przejściowym. „Sytuacja jest bardzo napięta. Od miesięcy przeżywamy strajki, blokady, konflikty zbrojne, ataki terrorystyczne, podpalenia. Tu, w Bangladeszu, szerzy się nienawiść. Setki ludzi zostały rannych” - powiedział międzynarodowej organizacji katolickiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Pomimo tego Kościół katolicki jest aktywny i zaangażowany na obszarze działalności charytatywnej i edukacyjnej. „Nasze inicjatywy charytatywne i społeczne służą całemu krajowi, nasza praca wspiera rozwój edukacji, służąc ludziom, służymy Bogu. Staramy się żyć naszą wiarą i świadczymy życiem o wartościach naszej religii” - powiedział Jego Ekscelencja.

 „Apeluję i nawołuję do wszystkich chrześcijan w kraju, jak i poza nim, aby modlili się w tych dniach o pokój i pojednanie w Bangladeszu. Nasze modlitwy nie są daremne” - dodał. „Kraj potrzebuje dialogu i mam nadzieję, że się uda!”.

Dżamaat-e-Islami, partia islamistów, została wykluczona z uczestnictwa w wyborach, a jeden z jej przywódców został stracony 12 grudnia ub.r. za zbrodnie wojenne popełnione w czasie wojny o niepodległość Bangladeszu w 1971 roku. To nie gwarantuje spokoju. Impas polityczny doprowadził do gwałtownych starć między demonstrantami a siłami bezpieczeństwa. Doszło też do strajków oraz blokad dróg i linii kolejowych. Ponad sto osób zginęło w wyniku przemocy politycznej w ostatnich tygodniach. Dlatego apel arcybiskupa Dhaki jest najmądrzejszą odpowiedzią na tę wewnętrzną i niespokojną sytuację w Bangladeszu.

Dr Tomasz M. Korczyński