• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Tortury i egzekucje

Środa, 8 stycznia 2014 (09:16)

Pierwsza partia broni chemicznej opuściła Syrię. Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) poinformowała, że broń dostarczoną z dwóch obiektów do portu w Latakii załadowano na duński frachtowiec. Jest to efekt m.in. podpisania przez Syrię konwencji o zakazie broni chemicznej i jej zgodzie na zniszczenie swojego arsenału.

Jeżeli ma to uchronić Syrię i jej ludność cywilną przed atakiem USA, Francji, Turcji i innych zwolenników militarnej interwencji, to oczywiście należy się z tego cieszyć. Jednak w cieniu tych ważnych newsów trwa inna wojna, konflikt, który nie mieści się już w formule „wojny lokalnej”.

Ekstremiści z organizacji Islamskie Państwo w Iraku i w Lewancie (ISIS), powiązanej z Al-Kaidą,  od początku 2011 roku uprowadzili już niezliczoną liczbę cywilów. Przetrzymują ich w tajnych więzieniach, gdzie, jak dowodzi niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, dokonują brutalnych tortur i egzekucji.

Radykałowie z ISIS przeprowadzili wiele egzekucji Syryjczyków. Wśród uprowadzonych ofiar są cywilni zakładnicy, żołnierze, ale też dziennikarze, aktywiści, opozycjoniści z ruchów i partii demokratycznych. Jeden z informatorów „Spiegla” powiedział, że 6 stycznia po południu br. ekstremiści dokonali masowego mordu na swoich więźniach w mieście Aleppo. Mogło zostać zamordowanych nawet 50 osób. Spośród zidentyfikowanych ofiar są młodzi aktywiści: Sultan al-Szami, Amin Abu Mohammed, Maher Hasrumi oraz Qutaiba Abu Yunes, uprowadzeni 26 grudnia 2013 roku. Pracowali dla stacji telewizyjnej Szada al-Hurija, która została utworzona po wycofaniu się wojsk rządowych Asada z tej części Aleppo.

Sieć tajemnych katowni

Dla ISIS siły opozycyjne, rozumiane tu szeroko, są rywalami w zdobywaniu władzy i dlatego terroryści je zwalczają równie brutalnie, jak żołnierzy wiernych prezydentowi Asadowi. To, co się wydarzyło w Aleppo, jest przejawem i zapowiedzią krwawej walki o władzę, jaka się rozpęta natychmiast po obaleniu reżimu Asada. O ile do niego dojdzie.

Na obszarach niekontrolowanych przez rząd w Damaszku opozycja próbuje stworzyć nowe struktury administracyjne. ISIS dąży do stworzenia kalifatu, podlegającego prawu szariatu, co niekoniecznie jest do zaaprobowania przez młodych Syryjczyków, także muzułmanów, którzy chcą jednak wolności i demokracji. Szariat i Al-Kaida wykluczają wolność i depczą ideały ze stycznia 2011 roku, gdy wybuchły pierwsze protesty na fali tak zwanej arabskiej wiosny, a które w marcu przerodziły się w konflikt zbrojny.

ISIS postrzega demokratów i aktywistów jako zdrajców i szpiegów Zachodu. W szeregach terrorystów, m.in. ISIS, o czym pisałem wielokrotnie, znajdują się bandyci, którzy nie mają żadnego związku z Syrią, są islamską międzynarodówką tworzoną przez Marokańczyków, Libijczyków, Tunezyjczyków, Egipcjan, Irakijczyków, a nawet islamistów przybyłych z Francji, Belgii, Hiszpanii, Niemiec, Czeczenii, Afganistanu i Pakistanu. Jak potężna jest to maszyna do zabijania, pokazuje sytuacja w Iraku, który utonął we krwi. Milicjanci Al-Kaidy zdobyli w ostatnich dniach miasto Faludżę i ogłosili je kalifatem. Walka trwa.

Bezwzględność i brutalizacja są stałymi metodami działania terrorystów. W sieci roi się od makabrycznych filmów, na których mordercy z Allahem na ustach i sztandarach odcinają głowy żyjącym ofiarom. I powiem od razu, że to „najdelikatniejsze” obrazki. Ci ludzie, co chyba najbardziej przerażające, chlubią się rytualnymi mordami, to nie są filmy nagrane z ukrycia. Są materiałami dostarczanymi przez samych sprawców zbrodni. W tym właśnie tkwi wielkie diabelstwo, bestialstwo narzędzi złego.

Milicja islamska stworzyła sieć podziemnych więzień w niefunkcjonującej już klinice w Aleppo. Regularnie, jak pisze „Der Spiegel”, dochodzi w niej do tortur, egzekucji dokumentowanych przez różne organizacje pozarządowe, jak np. grudniowy raport opublikowany przez Amnesty International.

Jeszcze w grudniu ISIS zintensyfikowało działania skierowane na aktywistów organizacji pozarządowych, dziennikarzy, porywając ich z biur, mieszkań, ulic. 3 stycznia syryjscy rebelianci i opozycja zaapelowali do Syryjczyków o powstrzymanie milicji z ISIS. W wielu miastach toczą się walki między rebeliantami a ekstremistami. Oburzenie wywołała wieść o okrutnej śmierci lekarza i szefa sił rebelianckich, który podjął się roli negocjatora z terrorystami. Przed jego zamordowaniem islamiści powyrywali mu zęby i odcięli ucho. Nie jest to pierwszy akt bandytyzmu i pewnie nie ostatni.

Lewicowa Amnesty International nie wspomina o brutalnej śmierci prawosławnego duchownego ks. Fadi Dżamil Haddada z kościoła św. Eliasza w Qatana, któremu przed zamordowaniem islamiści wyłupili oczy i odcięli głowę. Coraz trudniej rozpoznać pierwotny zamysł tej syryjskiej rzezi zwanej wojną domową, która już dawno wojną domową nie jest.

Ekstremiści urządzają polowania na dziennikarzy, współpracowników dzieł pomocowych, wolontariuszy, lekarzy, ale też biskupów, księży, zakonników, zakonnice, żeby tylko wspomnieć uprowadzonych biskupów syryjskich: Johanna Ibrahima i Paula Jazigi. Oprócz nich porwano także dwanaście sióstr prawosławnych z Maalula czy włoskiego jezuitę ks. Paolo Dall’Oglio. Według danych organizacji Reporterzy bez Granic w wojnie syryjskiej zginęło ponad stu dziennikarzy i kraj ten stoi na czele państw najbardziej niebezpiecznych dla pracowników mediów.

dr Tomasz M. Korczyński