• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Gdzie nie dociera inspektor pracy

Wtorek, 7 stycznia 2014 (02:00)

Państwowa Inspekcja Pracy planuje przeprowadzić w tym roku 88 tys. kontroli w zakładach pracy. Ale wciąż są miejsca, gdzie inspektorzy PIP nie docierają, choć powinni.

W celu zwalczania patologii na rynku pracy PIP chce przeprowadzić w tym roku dokładnie tyle samo kontroli, co w roku ubiegłym. Programy prewencyjne mają objąć 200 tys. podmiotów – pracodawców, przedsiębiorców, pracowników, uczniów, studentów i rolników.

Kontynuowana będzie m.in. kampania informacyjna „Zanim podejmiesz pracę”. – W 2014 r. realizowany będzie drugi etap długofalowych działań kontrolno-prewencyjnych. Szczególna uwaga ma być zwrócona na zawieranie umów cywilnoprawnych w sytuacji, gdy spełnione są warunki właściwe dla umowy o pracę, oraz na przestrzeganie przepisów dotyczących nawiązywania i rozwiązywania umów terminowych – zapowiada PIP.

Inspekcja zamierza „intensywnie monitorować” kwestię wypłaty wynagrodzeń i zatrudniania pracowników tymczasowych, a także ograniczyć przypadki „zatrudniania pracowników na próbę”, bez wynagrodzenia. Z nowości w planie pracy PIP na 2014 rok przewidziane są m.in. kompleksowe kontrole w instytucjach kultury – teatrach, operach, filharmoniach, kinach i galeriach sztuki. Kontrolerzy wejdą też do odlewni metali, zakładów zajmujących się odpadami komunalnymi i przedsiębiorstw handlu hurtowego.

Wiele wskazuje jednak na to, że kontrole PIP są kroplą w morzu patologii na rynku pracy. Mieliśmy okazję przekonać się o tym w drastycznej formie w przypadku młodego mężczyzny na drodze pod Grójcem, który został okaleczony przez „pracodawcę”, gdy domagał się wynagrodzenia za pracę.

Przypadki niepłacenia lub innych form wykorzystywania przez nieuczciwych pracodawców dominującej pozycji na rynku spotyka się niemal na każdym kroku.

Pan Jerzy, 60 lat, zatrudniony przez agencję pracy tymczasowej, układa nocą towar na półkach w jednym z hipermarketów. Wynagrodzenie, 50 zł za noc, dostaje na koniec miesiąca. Nie otrzymuje dodatku za pracę w porze nocnej. Praktycznie co miesiąc musi w swojej sprawie interweniować w centrali, ponieważ czas pracy nie jest rzetelnie ewidencjonowany. Zamiast ubezpieczenia w NFZ objęty jest komercyjnym ubezpieczeniem od wypadków przy pracy na terenie placówki handlowej, tak jakby wielkiej sieci handlowej nie było stać na opłacenie składki zdrowotnej.

Inny przykład – pan Grzegorz, inwalida III grupy, zatrudniony jako ochroniarz przez agencję pracy tymczasowej w systemie pracy całodobowej (co trzeci dzień). Chociaż jest inwalidą, do którego zatrudnienia PFRON dopłaca, w pracy nie zorganizowano mu ani szafki, ani leżanki, ani kącika socjalnego. Ze służbowego ubrania korzysta od lat, choć powinien otrzymywać nowe raz w roku. Zarabia ok. 8,50 zł brutto za godzinę, ale za nadgodziny, do których bywa przymuszany, otrzymuje połowę tej stawki (prawdopodobnie PFRON za nadgodziny nie dopłaca pośrednikowi). Mimo to, mając umowę terminową, z wynagrodzeniem miesięcznym na poziomie minimalnym i prawem do urlopu, jest na tle kolegów prawdziwym krezusem. Tamci pracują na umowy-zlecenia (bez składki emerytalnej, tylko NFZ) i mają znacznie niższą stawkę godzinową (ok. 6 zł brutto), mimo że instytucja, w której stróżują, płaci pośrednikowi za ich pracę trzy razy więcej.

Zmonopolizowany rynek pracy

PIP powinna dokładnie przyjrzeć się pośrednikom w rodzaju agencji pracy tymczasowej i agencji ochrony, które stały się prawdziwą plagą na naszym rynku pracy. Przejmują wszystkie oferty zatrudnienia w danej branży, pobierają od biznesowych kontrahentów niemałe prowizje za każdego zatrudnionego, aby potem wynajętym pracownikom oferować zaniżone stawki i śmieciowe umowy o pracę.

Firmy ochroniarskie, które dzięki dobrym kontaktom w instytucjach publicznych i biznesie są często na swoim terenie jedynym pracodawcą dla tysięcy ochroniarzy, dozorców i portierów, latami trzymają tych ludzi na umowach śmieciowych, bez wpisanej końcowej daty, co pozwala – np. w razie choroby wieloletniego pracownika – natychmiast zakończyć z nim współpracę. Znane są też przypadki, że uzależniają przyjęcie do pracy od tego, czy kandydat wystara się o grupę inwalidzką, za którą idzie dopłata PFRON. Nasz rynek pracy w niektórych segmentach został praktycznie zmonopolizowany przez pośredników, a jak wiadomo, monopol podnosi koszty i sprzyja takim patologiom.

Czarnorynkowy wyzysk

Są miejsca, gdzie pośrednicy zatrudnienia nie docierają, ale sytuacja pracownika wcale nie staje się przez to lepsza. Wprawdzie zarobki są wyższe, ale praca cięższa, gorzej też jest z ubezpieczeniem zdrowotnym i przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.

Pan Andrzej, lat 27, wynajmuje się do pracy dorywczej u przedsiębiorców budowlanych wykonujących roboty w terenie. Jest to zwykle praca na czarno, umowa zawierana jest w formie ustnej, przy stawce 15-18 zł za godzinę do ręki. Pracodawca dowozi robotników na miejsce, co zabiera do 2 godzin w jedną stronę. Za godziny spędzone w podróży robotnikom – rzecz jasna – nie płaci. Mimo że w budownictwie istnieje duże ryzyko wypadków, pracodawcy nie zawsze są ubezpieczeni.

O opłacaniu składki NFZ za pracowników często w ogóle nie ma mowy, chociaż praca w budownictwie szybko rujnuje zdrowie. Pracodawcy nie dbają o dostarczenie odzieży ochronnej, kasków, nie przestrzegają zasad bhp. Wypłatę robotnicy teoretycznie odbierają na koniec tygodnia, czasem otrzymują zaliczki, ale w praktyce żeby dostać pieniądze, często muszą pracodawcę nachodzić, i nie zawsze kończy się to sukcesem.

Kontrolerzy PIP nie docierają na małe place budowy, a i na wielkich zjawiają się czasem dopiero wtedy, gdy zdarzy się nieszczęśliwy wypadek. Pamiętamy tragedię w elektrowni Kozienice, gdy platforma z robotnikami (z tzw. firmy zewnętrznej) runęła do wnętrza komina. PIP powinna przyjrzeć się zwłaszcza praktyce przetargowej w instytucjach i spółkach państwowych. Powierzają one wykonywanie prac zewnętrznym wykonawcom, których jedynym majątkiem jest szyld, dobre dojścia, promesa kredytowa i telefon, a kompletnie nie troszczą się o to, czy generalny wykonawca płaci podwykonawcom i czy robotnicy zatrudnieni na dole korzystają z zabezpieczeń prawa pracy oraz ochrony medycznej.

Małgorzata Goss