Triumf Johaug
Niedziela, 5 stycznia 2014 (19:57)Norweżka Therese Johaug wreszcie dopięła swego i wygrała Tour de Ski. Na miano najwytrwalszych narciarek zasłużyły Ukrainka Walentyna Szewczenko i Finka Ritta-Liisa Roponen, które nie opuściły żadnego z 60 biegów etapowych od inauguracji w sezonie 2006/2007.
Dzisiejszy finał touru, czyli wspinaczka na Alpe Cermis, miał jedną bohaterkę - Johaug. Bardzo szybko odrobiła 24 sekundy straty do rodaczki Astrid Uhrenholdt Jacobsen i samotnie pomknęła do mety. Zresztą Norweżki zajęły całe podium, bowiem po pasjonującej walce na najniższym stopniu stanęła Heidi Weng.
Najwięcej powodów do radości miała blondwłosa Johaug. Uzyskiwała najlepsze czasy w Val di Fiemme w trzech ostatnich edycjach, a także w 2009 roku, pokonując - choć nie w bezpośredniej walce - Justynę Kowalczyk i rodaczkę Marit Bjoergen - ale nigdy nie przekraczała pierwsza mety na Alpe Cermis. Tym razem nie miała konkurentek, choć wysiłek włożyła ogromny. Po biegu i ona, i Jasobsen długo leżały na śnieżno-wodnej "podłodze", starając się złapać oddech.
Johaug osiągnęła rezultat 34.43, gorszy od czasów z rozegranego kilka godzin wcześniej biegu amatorów, zakończonego triumfem Macieja Kreczmera i czwartą pozycją Kowalczyk.
Ale słowa pochwały należały się nie tylko Norweżkom, lecz także Szewczence i Roponen, które nie opuściły żadnego biegu w ośmiu edycjach touru; w klasyfikacji generalnej zajęły odpowiednio 14. i 16. pozycję. Kowalczyk mogła być w tym gronie, ale zrezygnowała z uczestnictwa, skupiając się na treningach we Włoszech.
Paulina Maciuszek zajęła 21. miejsce.
W historii touru nazwisko Kowalczyk znajduje się na pierwszej pozycji w kilku klasyfikacjach. Wciąż jest liderką, jeśli chodzi również o zwycięstwa etapowe (14.) i miejsca na podium (28.).
O skali trudności touru świadczy fakt, że rywalizacji nie ukończyły m.in. Bjoergen, Ingvild Flugstad Oestberg i Vibeke Skofterud. W ogóle nie wystartowały Kowalczyk i Kalla oraz kilka mocnych Amerykanek, na czele z Kikkan Randall.
IK, PAP