• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Krwawy początek roku

Sobota, 4 stycznia 2014 (18:58)

– Końcówka roku 2013 na Filipinach była tragiczna. Potężny tajfun Haiyan, który wdarł się w głąb lądu w listopadzie ub.r., zabił ok. 10 tys. ludzi. Setki tysięcy Filipińczyków spędziły ostatnie Boże Narodzenie w rozpaczy, nędzy, w walce o przetrwanie. Kraj jest zdewastowany.

Terroryści jednak przypomnieli, że są, wciąż są. Czerwony alarm w autonomicznym regionie Mindanao (zamieszkałym głównie przez muzułmanów) znów się niestety włączył. „Nieznani sprawcy” ponownie uderzyli. Ich celem stali się katolicy świętujący początek nowego roku. W ten sposób bandyci odpowiedzieli na wezwanie do modlitwy o oddalenie wojen, przemocy, klęski głodu i biedy przewodniczącego Episkopatu Filipin.

Jak podaje Radio Watykańskie, w liście noworocznym ks. abp Socrates Villegas napisał: „Na nowy rok patrzmy z nadzieją, wierząc w czułą miłość Boga i w opiekę Jego Syna. Zaś spoglądając w przeszłość, dziękujmy Panu za wszystkie łaski, jakie spłynęły na nas w minionym roku”.

W sylwestrową noc siedmiu katolików pragnących przywitać z Bogiem Nowy Rok 2014 nie wróciło do swoich rodzin. Pięć innych osób jest rannych. Pierwsza bomba eksplodowała o godzinie 22.22 czasu lokalnego, na zewnątrz domu Manuela Casineros, pracownika parafii, który mieszka ok. 100 metrów od katolickiego kościoła pw. św. Vicente Ferrero w miejscowości Tumahubong. Bomba domowej roboty została rzucona pośród ludzi na placu przy parafii. Zginęły m.in. jego żona i teściowa. Drugi atak miał miejsce na zatłoczonym bazarze w La Paz w prowincji Agusan del Sur, również na wyspie Mindanao.

Autonomiczny obszar Mindanao jest epicentrum walk wyzwoleńczych paramilitarnych bojówek islamistów z różnych grup islamistycznych. W pierwszej kolejności zatem podejrzenia krwawego zamachu padają na islamskich bojowników. W drugiej na mafię, która też uwiła sobie ciepłe gniazdko w cieniu wojny domowej. Robi brudne interesy na handlu ludźmi, kauczukiem, bronią. Gangom nie jest na rękę zakończenie krwawego konfliktu, bo wtedy ucierpi ich intratny biznes.

Dotychczas rząd filipiński w negocjacjach z Islamskim Frontem Wyzwolenia Moro (MILF) zgodził się na trzy z czterech punktów koniecznych do ostatecznego porozumienia pokojowego, które powstrzymałoby wojnę domową. W ciągu 40 lat konflikt ten pochłonął już ponad 100 tysięcy ludzi. To jednak kropla w morzu potrzeb, ponieważ oprócz MILF działają tu inne ugrupowania islamskie, z którymi rząd nie negocjuje. Ani one z rządem.

Jedną z nich jest powstała w 1990 roku grupa islamska Abu Sayyaf (powiązana z Al- Kaidą). Jest ona odpowiedzialna za porwania, egzekucje, gwałty, zniszczenia i wypędzenia. Inną grupą, nie mniej niebezpieczną, są Islamscy Bojownicy o Wolność Bangsamoro (BIFF), grupa separatystyczna założona w 2011 roku przez byłych członków MILF nastawionych na całkowitą niezależność regionu.

I na koniec refleksja. Wyobraźmy sobie, że idziemy do kościoła w pierwszy dzień roku i giniemy w eksplozji. Albo że spotyka to naszych najbliższych. Chcieliśmy tylko się pomodlić. Wyobraźmy to sobie czasem, gdy narzekamy na takie głupstwa, jak kazanie księdza, fałszowanie organisty, mżawka, jako pretekst do pozostania w domu zamiast pójścia na Mszę św., albo na odległości, jakie mamy do przebycia, żeby dotrzeć do świątyni.

Są miejsca na świecie, i jest ich naprawdę wiele, gdzie idąc do kościoła. nie ma się pewności, że wróci się zdrowym lub żywym. A pomimo zagrożeń atakami bombowymi, wtargnięciem uzbrojonych fanatyków na Eucharystię, porwaniami, pobiciami wierzący w kilkudziesięciu krajach świata ryzykują wszystko. Także wyznawcy Chrystusa z największego kraju katolickiego w Azji.

Dr Tomasz M. Korczyński