• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Władzy absolutnej czar

Sobota, 4 stycznia 2014 (18:36)

2013 rok był ostatnim rokiem, w którym nie odbywały się żadne wybory. W ustabilizowanych demokracjach zachodnich zazwyczaj jest to spokojny okres. Nie można tego powiedzieć o Polsce.

Z perspektywy istnienia III Rzeczypospolitej – posiadamy specyficzną scenę polityczną. Z jednej strony funkcjonuje na niej niestabilny system partyjny, z drugiej strony owe zmieniające się jak w kalejdoskopie ugrupowania tworzone są przez wciąż tych samych polityków. Na ekranach telewizorów widzimy wciąż te same twarze. Właściwie brakuje dopływu „świeżej krwi”. Niestety można z tego wyciągnąć smutny wniosek. Owi politycy nie są zainteresowani pracą dla dobra wspólnego, oni funkcjonują dla utrzymywania własnej pozycji i swoich wpływów.

Miniony rok unaocznił jedną tendencję – polskie partie stały się ugrupowaniami liderów, w których nie ma miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Najpełniej uwidoczniło się to w przypadku najważniejszej partii współrządzącej – Platformy Obywatelskiej. Jej lider Donald Tusk postanowił niemal jednocześnie (w odstępie kilku tygodni) zrobić porządek zarówno w partii, jak i w rządzie, które owo ugrupowanie współtworzy. W ten sposób we wrześniu 2013 roku ostatecznie pożegnał się z PO jeden z najbardziej znanych polityków ugrupowania – Jarosław Gowin, do niedawna minister sprawiedliwości, reprezentujący postawę konserwatywną.

Stanowiło to jasny sygnał dla reszty członków, aby nie wychylali się zbytnio poza szereg. Zresztą zostało to dobrze zrozumiane, gdyż banita nie pociągnął za sobą jakiejś dużej rzeszy zwolenników. Szeregowi członkowie PO nauczyli się, że ideowość jest zdecydowanie nieopłacalna, korzystniejsze bywa pozostanie w głównym nurcie i czerpanie z tego profitów materialnych i wizerunkowych. Posunięcie to bez wątpienia zastraszyło członków PO i odpowiednio wzmocniło pozycję lidera. Zapewne o taki efekt Donaldowi Tuskowi chodziło przed podjęciem kolejnego ruchu, z politologicznego punktu widzenia o wiele istotniejszego – mianowicie rekonstrukcji rządu.

Listopadowa wymiana sześciu ministrów była bowiem istotną ingerencją w dotychczasowy establishment polityczny, w wielu przypadkach burzącą dotychczasowe koterie pałacowe powstałe w ministerstwach. Mogło to nie pasować niejednemu stronnikowi PO usadowionemu na ciepłej posadce. Lecz kto śmiałby przeciwstawić się woli premiera po tym, jak wcześniej rozprawił się z wydawałoby się nienaruszalnym Jarosławem Gowinem? Można założyć, że opisane powyżej dwa pokerowe ruchy zostały dobrze zaplanowane i skoordynowane. Wszak władza absolutna pociąga najbardziej.

Trzeba ponadto mieć świadomość, że rekonstrukcja rządu była klasycznym posunięciem PR-owym, mającym na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od problemów, w które uwikłał się gabinet Donalda Tuska. Faktem jest bowiem drastyczne pogorszenie nastrojów społecznych, spowodowane sześcioma latami rządów koalicji Platformy Obywatelskiej z Polskim Stronnictwem Ludowym. Kulminacją tego była największa fala protestów, do jakich doszło w Polsce po 1989 roku. Jak szacują organizatorzy – nawet i 200 tys. ludzi protestowało przeciwko dotychczasowej polityce rządu w trakcie jesiennych manifestacji w Warszawie.

W przeważającej mierze w proteście uczestniczyli  działacze NSZZ „Solidarność”. To bardzo symptomatyczne, albowiem dzisiejsza PO wywodzi się z pnia solidarnościowego, a dzięki manifestantom można się przekonać, jak bardzo oddaliła się od dawnych ideałów. Nie można zapomnieć, iż w manifestacjach brali również udział członkowie innych związków zawodowych, w tym przede wszystkim OPZZ. Niezbyt często zdarza się, aby jednocześnie protestowali przedstawiciele dwóch największych central związkowych w kraju, którym to zazwyczaj nie po drodze ze względów ideowych. Myślę, że ten fakt szczególnie dał do myślenia premierowi – wszak głos ludu głosem Bożym!

Opisane powyżej wydarzenia dokonały się w drugiej połowie 2013 roku i istnieje pomiędzy nimi silne powiązanie. Dlatego można je uznać za jedne z najistotniejszych w minionym okresie. Polski system polityczny to typ parlamentarno-gabinetowy z silną pozycją szefa rządu. Z tego względu wszelkie ruchy Donalda Tuska jako premiera, a jednocześnie szefa największej partii politycznej są niezwykle istotne. Wkraczamy bowiem w lata wyborcze. W 2014 roku czekają nas wybory samorządowe i wybory do Parlamentu Europejskiego. W 2015 roku – wybory do Sejmu i Senatu oraz wybory prezydenta RP. Od wyników uzyskanych przez PO będzie zależał dalszy los jej lidera. Każda władza absolutna kiedyś osiąga swój kres. Kiedy? – Jak na razie to pytanie bez odpowiedzi.


Autor jest wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

dr Przemysław Wójtowicz