Modlimy się za sprawców tej profanacji
Sobota, 4 stycznia 2014 (09:20)Z o. Piotrem Reiznerem, gwardianem klasztoru Franciszkanów i kustoszem sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
To, co wydarzyło się w Kalwarii Pacławskiej, zmusza do refleksji i zachęca do modlitwy ekspiacyjnej. Czy takie praktyki są już podejmowane?
– Tak naprawdę modlitwy we wspólnocie klasztornej trwają od wczoraj, kiedy tylko dowiedzieliśmy się o tym zdarzeniu. Właściwie to jeszcze w oczekiwaniu na przyjazd policji wspólnie z braćmi na miejscu odmówiliśmy Różaniec wynagradzający i przebłagalny za akt profanacji. Zatem modlitwy trwają cały czas.
Czy będą miały także wymiar zewnętrzny?
– Owszem. Już w najbliższą niedzielę po wszystkich Mszach św. w naszym sanktuarium odbędą się nabożeństwa przebłagalne przy wystawionym Najświętszym Sakramencie. Również główna Msza św. – Suma o godz. 11.00 zostanie odprawiona w intencjach przebłagalnych.
Charakter ekspiacyjny będzie też miała uroczystość Trzech Króli. W tym dniu również zostanie odprawione nabożeństwo przebłagalne. To początek ekspiacji. Na pewno jako wspólnota zakonna po uciszeniu rozgłosu związanego z tym bolesnym wydarzeniem podejmiemy post. Szczegóły pokuty, zgodnie z zasadami obowiązującymi w naszym zakonie, ustali Kapituła Klasztorna.
Na pewno też będziemy przypominać to, co się wydarzyło, w ciągu całego roku i podczas wszystkich uroczystości na Kalwarii Pacławskiej, chociażby w trakcie Franciszkańskiego Spotkania Młodych. Być może będzie to pielgrzymka do kapliczki, gdzie został sprofanowany obraz Matki Bożej. Szczegóły pozostają jeszcze otwartą kwestią.
Jak na tę profanację zareagowali wierni z parafii?
– Bez wątpienia to, co miało miejsce w kaplicy Zaśnięcia Matki Bożej, kaplicy u Annasza oraz w kaplicy Pożegnania z Apostołami, jest dla całej wspólnoty parafialnej przeżyciem bardzo bolesnym. Dlatego wierni, nie czekając, sami też podejmują indywidualne formy modlitwy, wyrzeczenia czy post. Jeżeli zaś chodzi o zewnętrzne formy ekspiacyjne, to z pewnością każdy będzie brał udział we wspólnych modlitwach organizowanych przez parafię. Spodziewamy się wielu ludzi, także spoza Kalwarii Pacławskiej.
Ze wstępnych ustaleń policyjnych wynika, że do profanacji doszło w ostatnich dniach 2013 r., a być może w sylwestrową noc…
– Nasze przypuszczenia od razu szły jednoznacznie w kierunku, że to wszystko wydarzyło się w okolicach 31 grudnia i 1 stycznia. Potwierdzeniem tego przypuszczenia jest opinia osoby, która odwiedzała te kaplice 20 grudnia i wówczas były one jeszcze nienaruszone. Najprawdopodobniej wszystko było w porządku również podczas świąt Bożego Narodzenia. Zależałoby nam na poznaniu motywów sprawcy bądź sprawców.
Zapewniam, że nie jesteśmy wrogo nastawieni do nikogo, nie pałamy też rządzą zemsty. Przeciwnie, modlimy się za sprawców tej profanacji, ufając, że Pan Bóg swoją łaską obróci ten czyn w dobro. Nie wiemy też do końca, czy była to zwykła głupota, czyn chuligański, dlatego czekamy na wynik prowadzonego przez policję dochodzenia.
Co czuło serce kapłana, kustosza sanktuarium, który przybył na miejsce i zobaczył to, co się wydarzyło?
– Towarzyszyły mi dwa uczucia, przy czym od razu chcę podkreślić, że nie były to złość i agresja. Przede wszystkim byłem smutny, zwyczajnie było mi przykro, że doszło do takiego zdarzenia. To po pierwsze.
Po drugie towarzyszyło mi wielkie zdziwienie albo zaskoczenie tym, co się wydarzyło, bo nigdy się czegoś podobnego nie spodziewałem. Pochodzę z zachodniej Polski, pracowałem w Krakowie i zawsze wydawało mi się, że na wschodzie naszego kraju, na Kresach, nigdy takie rzeczy nie mogą mieć miejsca. Okazuje się jednak, że i do tych rejonów docierają takie przypadki, co muszę przyznać, jest dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem.
Tym bardziej że jako franciszkanie staramy się być siewcami pokoju i szanować ludzi, którzy mają inne przekonania, inne poglądy. Zresztą nasze kalwaryjskie sanktuarium stara się prowadzić politykę otwartości. Jednak szanując poglądy innych, domagamy się także szacunku dla naszej wiary i sposobów jej wyznawania, czego przykładem od wieków jest Kalwaria. To sanktuarium i sposób wyznawania tu wiary, modlitwy były bliskie naszym ojcom i są również bliskie nam. Tym bardziej smuci ten brak szacunku, co jest oczywiście przejawem braku chrześcijaństwa.
Czy zdaniem ojca był to wybryk chuligański, czy zamierzone działanie?
– Nie ferując wyroków, które należą do śledczych, pozostajemy z daleka od osądów. Zastanawiamy się jednak nad motywami, doszukując się różnych przyczyn. Wolelibyśmy, żeby to był zwykły chuligański wybryk, pod wpływem alkoholu. Natomiast sposób dokonania tych czynów, widoczne uszkodzenia, mogą wskazywać na zamierzoną, celową profanację.
Nic przecież nie zginęło, wydaje się, że przestępca czy przestępcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, gdzie są i co robią. Fresk przedstawiający postać Chrystusa został dwukrotne uderzony tępym narzędziem. Również sposób zniszczenia wizerunku Matki Bożej, zerwanie obrazu ze ściany, wyjęcie go z ram i przełamanie pokazuje jednoznacznie, że sprawca czy sprawcy w szczególny sposób upatrzyli sobie Maryję, paląc Jej twarz. To dodatkowo smuci. Ponadto obraz nie zginął, tylko został zniszczony, a to wyklucza cel rabunkowy.
Jaka może być wartość zniszczeń?
– Cały kompleks klasztorny w Kalwarii Pacławskiej łącznie z kapliczkami rozsianymi po okolicznych wzgórzach wraz z ich wyposażeniem znajduje się na liście zabytków. W tych kapliczkach są obrazy, które mają przede wszystkim wartość duchową. Każdy, kto choć raz uczestniczył w odbywających się podczas sierpniowego odpustu nabożeństwach: Dróżkach Matki Bożej Bolesnej czy Dróżkach Pana Jezusa i modlił się w tych kaplicach, doskonale odczuwa to, co się stało. Mamy nadzieję, że to, co zostało zniszczone, będzie odtworzone. Na pewno pomocą będą konsultacje z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. Wierzę, że jeszcze w tym roku przed sierpniowym odpustem te kaplice wrócą do swojego pierwotnego stanu. Mając jednak na uwadze to, co się wydarzyło, zastanowimy się nad zabezpieczeniem tych kaplic.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki