Dlaczego klincz w śledztwie
Sobota, 4 stycznia 2014 (02:12)Z prok. Marcinem Gołębiewiczem, naczelnikiem warszawskiego pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził śledztwo gibraltarskie, rozmawia Zenon Baranowski
Po pięciu latach śledztwa w sprawie katastrofy gibraltarskiej umorzono postępowanie.
– W efekcie podjętych na szeroką skalę działań procesowych wykluczono ponad wszelką wątpliwość, aby śmierć Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego oraz pozostałych poddanych badaniom pośmiertnym osób została spowodowana w sposób przestępczy, przed wylotem z Gibraltaru. Obraz sekcyjny oraz wyniki badań dodatkowych ukazały, że śmierć pokrzywdzonych nastąpiła w przebiegu wypadku komunikacyjnego w okolicznościach zbliżonych do tych ustalonych przez komisję brytyjską z 1943 r., których to ustaleń polskie organy państwowe na emigracji nigdy nie kwestionowały. Przeprowadzone w toku śledztwa dowody nie dostarczyły podstaw do potwierdzenia, ale jednocześnie do wykluczenia tezy, iż do katastrofy doszło wskutek zawinionego działania człowieka, a więc sabotażu.
Po podsumowaniu badań w 2011 r. po ekshumacjach prok. Dariusz Psiuk z katowickiego IPN, który wówczas prowadził śledztwo, stwierdził, że nadal istnieje podejrzenie, iż wypadek w Gibraltarze był efektem sabotażu, ale teza ta musi być zbadana przez biegłych w zakresie katastrof lotniczych. Taką ekspertyzę ostatecznie zlecono?
– Tę kwestię badałem. Tylko żeby mówić odpowiedzialnie o takiej opinii, musielibyśmy mieć stosowne, niezbite materiały wyjściowe do takich badań.
A brakuje wraku.
– Wraku nie ma. Proszę pamiętać, że w 1943 r. został on wydobyty tylko we fragmentach. Nawet nie zrekonstruowano elementu sterującego, który został oficjalnie w 1943 r. uznany jako przyczyna katastrofy, z powodu braku jego elementów. Oczywiście uzyskaliśmy szereg danych z dokumentacji technicznej liberatora, ale ten samolot był przerabiany. To nie był typowy samolot, który schodził z linii produkcyjnej. Był dostosowywany do innych potrzeb. Musieliśmy to ocenić na samym wstępie, czy my mamy takie możliwości, żeby na tej podstawie uzyskać wiarygodny wartościowy materiał. Brak takich danych nie rokuje uzyskania wiarygodnego materiału końcowego, czyli opinii. Taka cząstkowa symulacja lotu została przeprowadzona przez prof. Jerzego Maryniaka z Politechniki Warszawskiej.
To na jego opinię powołuje się prof. Paweł Wieczorkiewicz, oceniając, że w Gibraltarze doszło do zamachu, ponieważ ekspert uznał pełną sterowność samolotu generała. Tymczasem raport brytyjskiej komisji śledczej twierdził, iż „samolot stał się niesterowny”.
– Opinia prof. Maryniaka była taka, że przebieg tego lotu mógł wskazywać, iż to było wodowanie. Przychylał się on tym samym w kierunku teorii, że pilot nie został zaskoczony usterką, tylko sprowadził ten samolot na wodę.
Nie będzie także przygotowywanej już przez Katowice ekshumacji Jana Gralewskiego, ofiary katastrofy. Według niektórych badaczy mógł zginąć od strzału w głowę.
– Zrezygnowaliśmy z tych planów. Mieliśmy na względzie wyniki ekshumacji gen. Sikorskiego, gen. Tadeusza Klimeckiego, płk. Andrzeja Mareckiego, por. Józefa Ponikiewskiego. Fakt, że były one zbieżne. Najistotniejsza relacja, jaka dotyczy Gralewskiego, jest ta por. Ludwika Łubieńskiego, oficera łącznikowego. Została ona zawarta w oficjalnym raporcie bezpośrednio po zdarzeniu, później także zabezpieczona w drodze zeznań złożonych w Londynie w 1943 roku. Rozmawiał on z Janem Gralewskim przed wylotem. Morze wyrzuciło ciało Gralewskiego i Łubieński je rozpoznał. Nie było wątpliwości co do tożsamości, że to była ta sama osoba, która wsiadała na pokład samolotu. Nie było procesowego uzasadnienia, żeby dokonywać tej ekshumacji.
W śledztwie przesłuchano dwóch marynarzy brytyjskich – Kennetha Brooksa i Sidneya Knowlesa, którzy po katastrofie wyciągali z wody ciało gen. Sikorskiego. Ich zeznania wniosły coś istotnego do sprawy?
– Te czynności procesowe w ramach pomocy prawnej zostały przeprowadzone. Przesłuchano radiooperatora Brooksa na terenie Wielkiej Brytanii oraz nurka na terenie Hiszpanii. Materiały te otrzymaliśmy. Ten radiooperator był na łodzi, która uczestniczyła w pierwszych czynnościach po upadku samolotu. Między innymi na tę łódź wyciągnięto ciało gen. Sikorskiego i przetransportowano na brzeg. Zeznania te są istotne z uwagi na to, że był to naoczny świadek zdarzenia, ale nie są one przełomowe.
Postanowienie o umorzeniu jest nieprawomocne.
– Postanowienie jest nieprawomocne i osoby najbliższe mogą złożyć zażalenie. Kodeks karny ściśle określa, kto jest osobą najbliższą i tylko te osoby będą mogły otrzymać odpis decyzji procesowej, i tylko one będą mogły skorzystać ze środków prawnych. W śledztwie byli także przesłuchiwani członkowie dalszej rodziny gen. Sikorskiego. Im takie uprawnienie nie przysługuje, ale jeżeli wystąpią do mnie o udostępnienie akt czy odpisu decyzji, to takich przeszkód nie będę czynił. Jednak odbędzie się to w innym trybie.