• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Spalone marzenia

Czwartek, 2 stycznia 2014 (15:17)

Kiedy powstawało nowe państwo na kontynencie afrykańskim (na świecie najmłodsze w ogóle), nie tylko czarnoskórzy mieszkańcy Sudanu wiązali z nim wielkie nadzieje.

Po długich latach wyzysku, wyniszczania, prześladowań eksterminowani chrześcijanie dwukrotnie podnosili długoletnie bunty (w latach 1955-1972 oraz 1983-2005), krwawo tłumione, związane z represjami, nalotami rządowych bombowców Antonowa, wielkim głodem, handlem ludźmi i egzekucjami. W wyniku drugiej sudańskiej wojny domowej zginęły dwa miliony cywilów, a cztery miliony zostały uchodźcami.

Dzięki dobrze zorganizowanej armii wyzwoleńczej SPLA/M pod dowództwem dr. Johna Garanga, który zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach w katastrofie lotniczej, druga wojna domowa zakończyła się oficjalnie w 2005 roku. Sześć lat później na mocy ustaleń Wszechstronnego Porozumienia Pokojowego (CPA) miała swój epilog w narodowym referendum. Wówczas to mieszkańcy terenów zdominowanych przez chrześcijańskie i animistyczne plemiona uznali, że nie będą już dłużej traktowani jak niewolnicy przez arabskich panów z Północy i opowiedzieli się za autonomią i wolnością.

Miało być pięknie. Tymczasem od kilku tygodni trwa krwawa rozprawa polityczna w ramach walki o władzę między prezydentem Salva Kiirem a zdymisjonowanym przez niego wicepremierem Riekiem Macharem. Nie jest to w żadnym razie jakaś nowość na tym kontynencie, na którym wojny domowe wpisane są w jego krwawą historię. Jednak z Sudanem Południowym miało być inaczej.

Republika Sudanu (zwana popularnie, chociaż nieprawidłowo Sudanem Północnym) jest zarządzana przez fanatyków islamskich, którzy oficjalnie w walce z SPLA/M prowadzą dżihad, przy wsparciu państw arabskich, przede wszystkim Arabii Saudyjskiej, a także przy stałym zasilaniu kont jej decydentów przez Chińczyków robiących z powodzeniem intratne interesy na bogatych w złoża roponośne terenach.

Islamskie i komunistyczne siły stoją po stronie poszukiwanego międzynarodowym listem gończym, wysłanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze prezydenta Republiki Sudanu Omara al-Baszira, ludobójcy i zbrodniarza wojennego. W tej układance chrześcijanie mogliby liczyć na wsparcie Zachodu. Niestety interesy USA, Kanady, Wielkiej Brytanii są także związane z islamską republiką Północy, czyli z prezydentem-ludobójcą.

Unia Afrykańska straszy skonfliktowanych polityków Sudanu Południowego sankcjami. Do negocjacji pokojowych włączył się rząd Etiopii, który próbuje pogodzić zwaśnione strony, a rebelianci, którzy zgodzili się na rozmowy pokojowe, zajęli w przeddzień ich startu strategiczne miasto Bor. To rozgrywki polityczne. Dlaczego jednak musimy opłakiwać tysiące zabitych w zamieszkach i starciach, zgwałcone kobiety, osierocone dzieci? 200 tysięcy ludzi zostało już wysiedlonych i groźba eskalacji konfliktu jest poważna.

Ponadto prezydent Kiir ostrzegł, że istnieje realna groźba odłączenia od Sudanu Południowego dwóch stanów: Unity i Jonglei. Niewątpliwie te wewnętrzne problemy są na rękę dżihadystom z Północy, którzy czekają cierpliwie, aż Sudan Południowy się wykrwawi i zanurzy w chaosie. a następnie przejdzie do działań ofensywnych, szczególnie na strategicznie istotnym odcinku Abyei.

Wojna z wrogami zewnętrznymi, wewnętrznymi, spirala nienawiści, działania odwetowe, pojawienie się kolejnych war lordów, wykorzystywanie zamętu przez pospolitych bandytów są bolesne i pokazują, że Sudan Południowy pozostawiony jak dotąd samemu sobie, bez pomocy z zewnątrz nie ma szans na utrzymanie w ryzach pokoju. Zachód miał odgrywać wiodącą rolę w budowaniu normalności dla murzyńskiej ludności chrześcijańskiej, a tymczasem znów zdezerterował i nie stanął na wysokości zadania.

dr Tomasz M. Korczyński