• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Co czeka rolników?

Czwartek, 2 stycznia 2014 (10:06)

2014 rok rolnicy witają z dużą dozą niepewności. Zaczyna obowiązywać nowa unijna polityka rolna, choć nie wszystkie regulacje będą od razu wprowadzone. Można być jednak pewnym, że dojdzie do wyhamowania inwestycji rolniczych przy wsparciu funduszy z UE.

 

1 stycznia zaczynają obowiązywać przepisy zreformowanej unijnej Wspólnej Polityki Rolnej, ale rok 2014 to rok przejściowy, więc nie do wszystkich rozporządzeń Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej rolnicy będą  musieli się już teraz stosować. Ten rok będzie jednak ważny, bo gospodarstwa przede wszystkim muszą przygotować się na spełnienie od 2015 roku wymogów ekologicznych – od nich będzie bowiem uzależnione aż 30 proc. dopłat. Chodzi o tzw. zazielenienie. Komisarz UE ds. rolnictwa Dacian Ciolos wyjaśnia, że tyle pieniędzy mogą stracić ci rolnicy, którzy nie będą różnicowali upraw, czyli nie będą stosowali płodozmianu lub nie będą utrzymywali pastwisk czy też obszarów proekologicznych.

– Wiele naszych gospodarstw, około 85 proc., będzie z tych wymogów wykluczonych, bo są małe, mają powierzchnię poniżej 15 ha – wyjaśnia Grzegorz Mikulski, ekspert od funduszy unijnych. – Ale na pewno część większych gospodarstw może mieć z tym problemy, choć nie takie jak w krajach zachodnich, gdzie tradycyjny wiejski krajobraz z jego różnorodnością przyrodniczą już dawno zniknął – dodaje. Mikulski uważa, że jeśli KE będzie surowo przestrzegać zazielenienia, może to być dodatkowy atut dla naszego rolnictwa, które może stać się jeszcze bardziej konkurencyjne na rynku unijnym. Za to już od 1 stycznia rolników obowiązują nowe regulacje dotyczące stosowania chemicznych środków ochrony roślin – przepisy są bardziej restrykcyjne, wymagają od rolników większej wiedzy na temat pestycydów i warunków ich używania w gospodarstwie.

Dotacje będą później

Niestety, wbrew nadziejom rolników, rok 2014 nie przyniesie wyrównania dopłat bezpośrednich między starą a nową UE. To skutek kształtu budżetu na WPR na lata 2014-2020. Złą wiadomością jest też i to, że dotacje dla rolnictwa w ramach nowego siedmioletniego budżetu UE nie zostaną uruchomione od razu – stanie się to dopiero w 2015 roku, choć PE zatwierdził plan wpływów i wydatków na lata 2014-2020. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba tłumaczy, że to nie wystarcza, bo żeby można było uruchomić pieniądze, KE musi m.in. zatwierdzić nasz Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, muszą też zostać wdrożone nowe programy informatyczne i inne działania organizacyjne.

– To na pewno spowoduje spadek zakupu nowych maszyn i urządzeń przez rolników w porównaniu do lat poprzednich. Mniejsze będzie też na wsi zapotrzebowanie na materiały i usługi budowlane – uważa Zbigniew Rybak, przedstawiciel handlowy jednej z firm produkującej maszyny rolnicze. – Kredyty preferencyjne ten problem rozwiążą tylko w niedużym stopniu – twierdzi.

Kredyty zlikwidowane

Inna niedobra informacja dla rolników to likwidacja kredytów preferencyjnych – z dopłatami do oprocentowania z budżetu państwa – na zakup państwowej ziemi, co wynika z decyzji unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Prezes Agencji Nieruchomości Rolnych Leszek Świętochowski informuje, że ANR musi też z tego powodu podnieść wysokość oprocentowania rat, jeśli w taki sposób rolnik będzie chciał kupić ziemię.

Nadal będą obowiązywać regulacje, że rolnik wpłaca 10 proc. wartości ziemi, a resztę ANR rozkłada mu na 15 lat, ale stopa oprocentowania wzrośnie z 2 do 4,18 proc. W tę lukę próbują wejść banki komercyjne, które oferują rolnikom specjalne linie kredytowe – nawet na 30 lat – na zakup ziemi. I niewiele przy tym ryzykują, bo zastawem są grunty rolne, a jeśli rolnik pożyczki nie spłaci, bank przejmie ziemię i zapewne z zyskiem ją sprzeda, bo ceny użytków rolnych będą prawdopodobnie jeszcze długo w Polsce rosły.

Mniejsze dopłaty

Duże kłopoty czekają gospodarstwa ekologiczne, bo niemal przesądzona jest już kwestia zmniejszenia dopłat dla tego sektora. W przypadku upraw rolniczych (np. zbóż) pełne dopłaty otrzyma rolnik tylko na pierwsze 20 ha, a za kolejne 10 ha płatności spadną o połowę, a to, co rolnik będzie uprawiał na gruntach powyżej 30 ha, nie będzie już objęte dopłatami ekologicznymi. W przypadku warzyw te limity to odpowiednio: 15 ha (100 proc. dopłat) i 15-30 ha (50 proc.), a jeśli ktoś ma trwałe użytki zielone, to 100 proc. płatności dostanie tylko za pierwsze 15 ha, a za sady i uprawy zielarskie pełne dopłaty będą tylko za pierwsze 10 ha (reszta będzie w ogóle wyłączona z dopłat ekologicznych).

Już teraz eksperci ostrzegają, że spowoduje to zahamowanie rozwoju rolnictwa ekologicznego, zwłaszcza dużych gospodarstw. Bo produkowanie żywności bez stosowania chemii wymaga większych areałów ziemi niż w rolnictwie konwencjonalnym i już teraz przeciętnie każdy rolnik działający w tym sektorze pracuje na powierzchni większej od 25 ha, podczas gdy średnio polskie gospodarstwo ma powierzchnię ponad 10 ha.

Może sprzedaż bezpośrednia?

Rolnicy liczą za to, że rząd wreszcie spełni obietnicę i wprowadzi ułatwienia w sprzedaży bezpośredniej produktów spożywczych wytwarzanych w ich gospodarstwach. Chodzi o możliwość sprzedaży na rynku przetworów warzywnych, mlecznych i innych – teraz rolnik legalnie może sprzedawać tylko nieprzetworzone produkty, np. surowe owoce i warzywa, mleko, ale już nie dżemy, powidła, sery czy chleb. I ta sprzedaż nie może przekroczyć określonej kwoty – 7 tys. zł rocznie. Opracowywanie nowych regulacji idzie jak po grudzie, mimo podjęcia tej inicjatywy przez senatorów, bo na liberalizację przepisów nie zgadza się Ministerstwo Finansów.

Rolników najbardziej jednak martwi kwestia opłacalności produkcji, zwłaszcza po głębokim kryzysie, jaki dotknął w 2013 roku sektor zbożowy, gdy gwałtownie spadły ceny skupu wszystkich gatunków ziarna. Teraz obawy o to, czy nie dojdzie do spadku cen, mają np. producenci mleka, którego cena od wielu miesięcy zwyżkuje. Trudno jest też przewidzieć, jaka będzie koniunktura w sektorze mięsnym, choć eksperci nie spodziewają się tu gwałtownych ruchów cenowych.

 

Krzysztof Losz