• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Opinia do wyjaśnienia

Czwartek, 2 stycznia 2014 (02:05)

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce od Służby Wywiadu Wojskowego wyjaśnień do opisów zdjęć w opinii teledetekcyjnej. Wątpliwości jest jednak więcej.

 

Analiza zobrazowań satelitarnych z 5 i 12 kwietnia 2010 roku dotycząca czasu złamania smoleńskiej brzozy została opublikowana dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Tydzień po tym fakcie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie doszła do wnioksu, że opinia SWW nie jest do końca jasna. Wątpliwości śledczych wzbudził jeden z podpisów do zdjeć.

„W związku z dostrzeżonymi niejasnościami dotyczącymi podpisu pod zdjęciem nr 2 na stronie 2 opinii (kwestia tożsamości dat wykonania zdjęć) Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła czynności zmierzające do uzyskania stanowiska instytucji opiniującej w przedmiotowej sprawie” – poinformowała NPW.

Przywołana strona zawiera dwa zdjęcia opisane jako „Porównanie niewłaściwie zrektyfikowanego przez firmę SmallGIS zdjęcia z 5 kwietnia 2010 r. (na górze) ze sceną właściwie zrektyfikowaną w toku analizy (na dole)”. Na obydwu fotografiach widnieje nadruk: „5.04.2010 r.” podczas gdy w całym dokumencie porównywane są zdjęcia z 5 i 12 kwietnia. Ponadto w opinii nie ma analogicznego zestawu zdjęć dotyczących 12 kwietnia. Tymczasem SWW w opinii szybko przechodzi do stwierdzenia, iż zobrazowania z 5 i 12 kwietnia „są przesunięte wobec właściwego położenia o ok. 150 metrów w kierunku północno-wschodnim”. To zrodziło wątpliwości, czy dokument nie jest obarczony błędem.

Analiza wskazanych przez śledczych zobrazowań pozwala sądzić, że SWW nie popełniła błędu, a tożsame daty wynikają z faktu, że biegli zaprezentowali jedynie mechanizm procesu rektyfikacji zdjęć na przykładzie zobrazowania z 5 kwietnia, a nie pokazali tego zabiegu dla zdjęć z 12 kwietnia. W sprawie będzie musiał wypowiedzieć się biegły SWW. I tu pojawia się kolejna wątpliwość, bo na opublikowanym dokumencie personalia osoby czy też zespołu przygotowującego opinię nie zostały ujawnione. W ocenie mec. Piotra Pszczółkowskiego, to rodzi pytanie o to, czy zaprezentowana opinia jest pełna.

– Dla mnie podstawowym mankamentem publikacji tej opinii jest fakt, że nie jest ona podpisana. Jako adwokat musiałem przyzwyczaić się do instytucji świadka incognito, ale o biegłym incognito nie słyszałem. W mojej ocenie, upublicznienie opinii bez podania imienia i nazwiska osoby odpowiedzialnej świadczy albo o tym, że ktoś się wstydzi tego, co zawarł w treści opinii, albo o tym, że prokuratura dokonuje wyciągów z opinii. Bo nie sposób założyć, że opinia będąca w aktach jest niepodpisana – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” adwokat.

Według mec. Pszczółkowskiego, ujawniana opinia powinna być publikowana dokładnie w takiej formie, w jakiej figuruje w aktach sprawy. Inaczej zatracany jest sens publikacji, gdyż nie wiadomo, jakie jeszcze treści zostały z dokumentu wyjęte.

Pełnomocnik dodaje, że razi również fakt, że cała ujawniona opinia teledetekcyjna mieści się na 11 stronach i składa się tak naprawdę głównie ze zdjęć i zaledwie kilku linijek tekstu.

– Żałować należy, że w podobno najważniejszym śledztwie w tym kraju biegli do akt składają opinię zawierającą kilkanaście linijek tekstu – tłumaczy mec. Pszczółkowski.

Prokuratura zamówiła w SWW opinię teledetekcyjną tydzień po II Konferencji Smoleńskiej, na której prof. Cieszewski twierdził, że brzoza, o którą miał zahaczyć Tu-154M skrzydłem, została złamana przed 5 kwietnia 2010 roku. Opinia SWW wskazała, że drzewo zostało złamane pomiędzy 5 a 12 kwietnia, niewykluczone, że przez samolot. Cieszewski pozytywnie ocenił decyzję WPO o wywołaniu opinii, ale też uznał, że powinna zostać ona rozwinięta, sięgać do danych ze wszystkich możliwych źródeł, i wskazywał, że popełniono w niej błędy w identyfikacji elementów na zdjęciach.

„Nasz Dziennik” zwrócił się do prokuratury wojskowej z pytaniem, czy rozważa poszerzenie opinii teledetekcyjnej lub zasięgnięcie opinii prof. Cieszewskiego. Pytaliśmy również o autora analizy SWW i powody anonimowości opinii. Czekamy na odpowiedzi.

Publikacje na zamówienie

Mecenas Pszczółkowski zwraca też uwagę na fakt, że prokuratura wojskowa przyjęła dość specyficzną zasadę wyboru opinii nadających się do ujawnienia, która zbiega się z tematyką poruszaną w niezależnych badaniach.

Jak wskazuje, plon publikacji dokumentów ze śledztwa smoleńskiego to m.in. opinia teledetekcyjna, zeznania profesorów, którzy współpracowali z zespołem kierowanym przez posła Antoniego Macierewicza, dokumentacja sekcyjna Anny Walentynowicz czy wyniki cząstkowe z ekspertyzy pirotechnicznej próbek pobranych z wraku Tu-154M.

– To w zasadzie są kontrargumenty do wyników prac niezależnych ekspertów i nie da się obronić tezy, że prokuratura kieruje się tutaj czymkolwiek innym niż interesem politycznym – twierdzi adwokat. W ocenie mec. Pszczółkowskiego, prokuratora wojskowa powinna opublikować pełne akta śledztwa, wyłączając tylko dokumenty wrażliwe. Prawie 4 lata po katastrofie decyzja o ujawnieniu akt z pewnością nie zaszkodziłaby śledztwu – dodaje nasz rozmówca.

Marcin Austyn