Reprezentacja z wybitymi zębami
Piątek, 3 sierpnia 2012 (13:04)Rozczarowanie, rozczarowanie i jeszcze raz rozczarowanie – z takim nastrojem wchodzimy w ostatni dzień pierwszego tygodnia zmagań olimpijskich. Bowiem poza zupełnie niespodziewanym srebrnym medalem Sylwii Bogackiej w strzelectwie reprezentacja Polski nie wywalczyła choćby najskromniejszego krążka z brązowego kruszcu.
Przed rozpoczęciem igrzysk powołano do życia Klub Londyn, który miał na celu wsparcie naszych sportowców w walce o jak najwyższe pozycje. Tymczasem Polacy zachowują się tak, jakby należeli bardziej do Klubu 1/16, gdyż to jest właśnie etap zmagań, na którym solidarnie odpadali z rywalizacji – niemal masowo. Szermierze, badmintoniści, tenisiści stołowi i ziemni, żeby wymienić tylko tych, którzy przychodzą od razu do głowy. Wśród nich było także kilka naszych nadziei medalowych, z którymi już dziś możemy się pożegnać.
Do rozczarowań należy przecież także zaliczyć wszystkie czwarte pozycje naszych, czyli - jak zgodnie powtarzają komentatorzy - zdobywców najgorszego z miejsc dla sportowca. O podium otarli się w ostatnich dniach m.in. pływak Paweł Korzeniowski, a także kajakarz górski Mateusz Polaczyk. Ten ostatni swoimi występami w eliminacjach i półfinale narobił sporych apetytów na miejsce na podium, niestety nie sprostał zadaniu i medalowego dorobku Polski nie poprawił. Podobnie jego koleżanka Natalia Pacierpnik, która do finału weszła z najlepszym czasem i startowała jako ostatnia, mając pełny przegląd wydarzeń. Po przejeździe jej rywalek okazało się, że na podium wystarczy powtórzyć czas z półfinału. Niestety, Polka wiosłowała, jakby była zupełnie pozbawiona sił i wiary. Wzburzone fale toru kajakowego niosły ją bezwolnie i już po połowie dystansu było widać, że Polka nie osiągnie zbyt wiele. Nie wiadomo też, czy przez brak wiary w zwycięstwo czy może przez litość dla kontuzjowanej przeciwniczki (jak tłumaczyli Polkę niektórzy) swoje szanse medalowe pogrzebała dżudoczka Daria Pogorzelec. Taka postawa dwóch wspomnianych pań przypomina niestety do złudzenia tę stronę, z jakiej zaprezentowała się nam Agnieszka Radwańska. Brak zadziorności, występ poniżej swoich możliwości i brak wiary w zwycięstwo.
Nie lepiej zaprezentował się już w czasie dzisiejszych porannych zmagań kolega po fachu Pogorzelec, Janusz Wojnarowicz, który najwyraźniej pojechał do Londynu, aby postać chwilę na macie. Nie przeciwstawił się francuskiemu rywalowi w najmniejszym stopniu, a co gorsza - nawet nie próbował. Wstyd, Panie i Panowie.
Dlatego ciężko jest powiedzieć, że mamy na tych igrzyskach wybitnych sportowców. Raczej mamy reprezentację z wybitymi zębami. Takim epitetem można by na początku tych igrzysk określić również Michaela Pheplsa, który nie mógł wygrać prawie nic. Wielki amerykański mistrz podniósł się jednak i w wielkim stylu zwyciężył na 200 metrów w stylu zmiennym, stając się tym samym najbardziej utytułowanym olimpijczykiem w historii. Miejmy nadzieję, że podobnie podniosą się polscy sportowcy. Może natchnieniem dla nich niech będzie postawa siatkarzy, którzy walczą o każdą piłkę, i nawet jeśli przegrywają, nie musimy się wstydzić.
Dziś ruszają również zmagania w lekkiej atletyce. Może sygnał do ataku dadzą nasi młociarze Szymon Ziółkowski i Paweł Fajdek, może kulomiot Tomasz Majewski, być może dobrze zacznie siedmioboistka Karolina Tymińska.
Łukasz Sianożęcki