Służby bezpieczeństwa w Egipcie to państwo w państwie
Poniedziałek, 30 grudnia 2013 (20:13)Portal „Naszego Dziennika” podał informację, że egipskie siły bezpieczeństwa zatrzymały czterech dziennikarzy katarskiej telewizji Al-Dżazira. Władze w Kairze oskarżyły telewizję o nielegalne wyemitowanie programu, w którym wystąpił członek Bractwa Muzułmańskiego, organizacji, która została uznana za terrorystyczną. Podczas akcji zatrzymano czterech pracowników stacji, wolności pozbawiono także członka Bractwa Muzułmańskiego. Zaznaczono także, że podczas akcji służb bezpieczeństwa zarekwirowano sprzęt należący do stacji, w tym urządzenia do prowadzenia transmisji.
Zatrzymanie dziennikarzy Al-Dżaziry przez egipskie służby bezpieczeństwa jakoś mnie szczególnie nie dziwi (jeszcze mniej aresztowanie przez nie członka Bractwa Muzułmańskiego). Przypomnę tylko, że stacja katarska dwoiła się i troiła, żeby wspierać upadający reżim przestępców z Mursim na czele i rzeczywiście władze tymczasowe oraz wojsko uznają ją za wroga numer jeden. Jednak aresztowanie pewnego chrześcijańskiego aktywisty jest już sprawą bolesną i bulwersującą.
Jak donosi chrześcijańska organizacja Głos Prześladowanych Chrześcijan, na początku grudnia br. w miejscowości Minya (Górny Egipt) aresztowano 31-letniego Mohammeda Hegazy, znanego chrześcijańskiego działacza na rzecz wolności religijnej. Hegazy miał rzekomo podżegać do „sekciarskich konfliktów”. Jego przyjaciele obawiają się, że jest on torturowany w więzieniu. Służba bezpieczeństwa zarzuca mu m.in., że pracował dla chrześcijańskiej telewizji satelitarnej oraz przyczyniał się do kształtowania „fałszywego przekonania”, iż w Minya dochodzi do przemocy wobec chrześcijan.
Ci, którzy znają sprawę, twierdzą, że aresztowanie Mohammeda nie ma nic wspólnego z jego działalnością reporterską, ale jest raczej kolejnym przypadkiem nieustannych szykan za to, że nawrócił się na chrześcijaństwo w 1998 roku. Hegazy był już z tego powodu wielokrotnie aresztowany. Podczas jednego z tych zatrzymań torturowano go przez trzy dni.
W sierpniu 2007 roku Mohammed Hegazy został pierwszym Egipcjaninem w historii swojego kraju, który wniósł sprawę do sądu o zmianę tożsamości religijnej w swoim dowodzie osobistym. Sąd odrzucił jego wniosek, argumentując, że szariat (islamskie prawo zwyczajowe) zakazuje konwersji z islamu. W kwietniu 2010 roku sąd apelacyjny zawiesił sprawę bezterminowo. Mimo tego Mohammed posługuje się nowym chrześcijańskim nazwiskiem Bishoy Armeya Boulous.
Z powodu nawrócenia i próby zmiany dowodu osobistego Mohammedowi wielokrotnie grożono śmiercią, co zmusiło jego samego, jak też jego żonę i dwoje ich dzieci do ukrywania się. Rodzina Mohammeda mieszka prawdopodobnie w jednym z krajów europejskich.
Sprawa Hegazy’ego wskazuje, że pomimo obalenia fanatyków z Bractwa Muzułmańskiego, a także fundamentalistycznego prezydenta Mursiego sytuacja chrześcijan jest wciąż trudna. Doznają oni krzywd zarówno ze strony fanatyków, jak i sądów oraz agentów wywiadu.
Konwertyci z islamu na chrześcijaństwo nadal są traktowani jako zdrajcy, obywatele drugiej kategorii. Sądy wydają niekorzystne dla nich wyroki, a służby bezpieczeństwa są państwem w państwie. Nowa konstytucja, a po niej wybory parlamentarne i prezydenckie są na pewno ważnym krokiem ku zmianie rzeczywistości w Egipcie, jednak nie łudźmy się, jeszcze wiele wody w Nilu musi upłynąć, aby prawa człowieka, w tym mniejszości chrześcijańskiej, były w pełni respektowane.
dr Tomasz M. Korczyński