• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Podpis jak figowy listek

Poniedziałek, 30 grudnia 2013 (02:08)

Ze Zbigniewem Kuźmiukiem, ekonomistą, posłem PiS, członkiem sejmowej Komisji Finansów Publicznych, rozmawia Anna Ambroziak

Prezydent podpisał ustawę o OFE i od razu skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Zaskoczyło to Pana?

– Należało się spodziewać, że pan prezydent ustawę o OFE podpisze. Choć jest to decyzja kuriozalna.

Dlaczego?

– Ponieważ pan prezydent już wcześniej przyznał, że widzi potężne wady projektu tej ustawy, a mimo wszystko tę ustawę podpisał. Jednak należało się takiej decyzji prezydenta spodziewać, ponieważ gdyby ustawy związanej z OFE nie podpisał, zakwestionowany zostałby budżet na rok 2014 – Platforma zdecydowała się na zmiany w OFE i zapisała z tytułu tych zmian ponad 23 mld zł w budżecie na przyszły rok. W konsekwencji umorzenia około 150 mld zł obligacji skarbowych, będących w posiadaniu OFE, rząd zaplanował w budżecie na 2014 r. o 8 mld zł mniejsze koszty obsługi części krajowej długu publicznego (mają one spaść z 32,4 mld zł w roku 2013 do 24,4 mld zł w roku 2014). Także w planie finansowym Funduszu Ubezpieczeń Społecznych zapisano w przychodach kwotę 15,37 mld zł jako te pochodzące z reformy OFE. Tylko więc przyjęcie ustawy o zmianach w OFE w kształcie przedłożenia rządowego daje szansę na uwzględnienie ponad 23 mld zł pochodzących z tego tytułu w budżecie na 2014 rok. Gdyby więc ustawa dotycząca OFE nie została podpisana, budżet okazałby się po prostu fałszywym planem finansowym na następny rok. Pan prezydent Komorowski jako człowiek wywodzący się z Platformy podparł premiera Donalda Tuska, pozwolił najpierw uchwalić budżet na następny rok i pozwolił nie przekraczać drugiego progu ostrożnościowego. Gdyby do tego doszło, trzeba byłoby go wykreślić z ustawy o finansach publicznych. Rząd Tuska musiałby się przyznać do tego, że przez sześć lat demolował finanse publiczne. Jakiś czas temu wykreślił pierwszy próg ostrożnościowy – teraz musiałby wykreślić drugi. Pan prezydent Komorowski chciał podpisać ustawę dotyczącą OFE, więc ją podpisał. Natomiast jej wysłanie do Trybunału Konstytucyjnego było w tym wypadku swoistym listkiem figowym.

Listkiem figowym? Co Pan ma na myśli?

– Gdyby pan prezydent naprawdę chciał zadbać o konstytucyjność jej zapisów, skorzystałby z narzędzia, jakim jest kontrola prewencyjna – prezydent mógł wysłać ustawę do Trybunału, zanim ją podpisał. I zastrzec, że oczekuje od TK, by w krótkim czasie odpowiedział na wszelkie wątpliwości związane z tą ustawą. Ale wtedy ustawa nie byłaby podpisana, w związku z czym budżet – oparty na niepodpisanej przecież ustawie – nie byłby stricte budżetem. Pan prezydent tego nie zrobił. W zamian wysłał ustawę dotyczącą OFE do Trybunału Konstytucyjnego, ale już po jej podpisaniu, to właśnie jest listek figowy. Prezydent nie chciał doprowadzić do tego, żeby nie było budżetu państwa na 2014 r. i ewentualnie przedterminowych wyborów, więc zdecydował się na takie karkołomne zachowanie.

A rozstrzygnięcie Trybunału trochę potrwa.

– No więc właśnie. Prawdopodobnie będziemy mieli rozstrzygnięcie za kilka miesięcy, być może za kilkanaście, a wtedy już zakwestionowanie niektórych rozwiązań nie przyniesie żadnego rezultatu. Kiedy pewne rozwiązania zawarte w ustawie okażą się niekonstytucyjne, Trybunał zapewne da rządowi dłuższy czas na usunięcie tych zapisów z polskiego prawa.

Wszystko to będzie trwało, a czas kolejnych wyborów parlamentarnych będzie się nieuchronnie przybliżał. A wtedy rząd Tuska na pewno zmianami w OFE nie będzie się przejmował. Krótko mówiąc, krajobraz po tej bitwie wygląda tak: pan premier zadowolony, bo w ostatniej chwili udało mu się uciec przed gilotyną polegającą na tym, że nie ma budżetu i że trzeba się przyznać, iż przez sześć lat demolowało się finanse publiczne, pan prezydent także, bo ustawę podpisał, czyli podparł swój rząd, a jednocześnie wysłał ustawę do Trybunału. A wreszcie same OFE zachowują swoje aktywa o wartości 150 mld zł, nadal będą więc przynosiły spore dochody powszechnym towarzystwom emerytalnym.

A co z ubezpieczonymi w OFE?

– Ich sytuacja nie będzie ciekawa. Ci, którzy w OFE pozostaną, będą mieli dotychczasowy kapitał akcyjny i przyszłe składki umieszczone w agresywnym funduszu; uczyniono z OFE agresywny fundusz akcji poprzez zakaz inwestowania przez nie w obligacje skarbowe albo te gwarantowane przez Skarb Państwa. Nie znam jednak takiego funduszu emerytalnego, który inwestowałby tylko w same akcje. A więc znajdują się oni na straconych pozycjach.

W pewnym sensie jednak przerywamy chocholi taniec związany z pożyczaniem przez państwo – jeżeli przekazujemy składkę do OFE, a musimy jednocześnie wypłacać dotychczasowe emerytury, to na to musimy pożyczać na rynku. A to kosztuje.

Ustawa o zmianach w systemie emerytalnym przewiduje jednak, że przyszli emeryci będą mogli decydować, czy chcą przekazywać część składki do OFE, czy też jej całość do ZUS.

– Ale część akcyjna zostaje w OFE, a część obligacyjna w ZUS. To co to za wybór? Z OFE do ZUS mają zostać przeniesione obligacje Skarbu Państwa. Zarówno w te papiery, jak i w inne instrumenty dłużne gwarantowane przez Skarb Państwa OFE nie będą mogły już inwestować. OFE są niepaństwowymi osobami prawnymi, a ZUS państwową jednostką organizacyjną i w związku z tym odebranie części własności niepaństwowym osobom prawnym i przekazanie na rzecz państwowej jednostki organizacyjnej jest klasycznym wywłaszczeniem i konsekwencją takich decyzji mogą być odszkodowania na rzecz funduszy, a dokładnie ich właścicieli, czyli Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego.

Dlatego obawiam się w przyszłości skarg na łamanie przez Polskę zasad ochrony inwestycji zagranicznych; a w tym wypadku obawiam się przegranej ze strony naszego państwa. A to wiąże się z wypłatą olbrzymich odszkodowań. Tak jak to było w przypadku Eureko. Sprawa związana z OFE wygląda więc naprawdę źle. Chociaż pan prezydent i pan premier robią dobrą minę. Polacy zostali wepchnięci w system, który dodatkowo zadłużył państwo, fundusze zarobiły do tej pory gigantyczne pieniądze i będą je dalej zarabiały. Minimalna stopa zwrotu nie została zagwarantowana, więc nie ma ochrony interesów emeryckich. Jednym słowem – hulaj dusza, piekła nie ma.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak