• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Seryjna wycinka

Sobota, 28 grudnia 2013 (02:08)

Z prof. Janem Szyszko, posłem PiS, byłym ministrem środowiska, rozmawia Marcin Austyn

Projektowane przez rząd zmiany w ustawie o Lasach przewidują, że w ciągu najbliższych dwóch lat Lasy Państwowe wpłacą do budżetu państwa 1,6 mld złotych. Ta ścieżka może spowodować załamanie dotychczasowej ich działalności?

– Istnieje takie ryzyko. Zwłaszcza że po zapoznaniu się z projektem nowelizacji ustawy o Lasach nadal nie wiem, skąd Lasy Państwowe mają wziąć te pieniądze. Do tego potrzebna byłaby generalna zmiana obecnej ustawy, a projekt takich ruchów nie przewiduje. Przygotowany w resorcie środowiska dokument jest nieudolny, chaotyczny i w mojej ocenie proponuje zapisy sprzeczne z ustawą o Lasach, która przecież jest zgodna z Konstytucją. W tej chwili nie ma możliwości, by pieniądze z Lasów wpłynęły do budżetu państwa.

Proponowana kwota „wpłaty” oznaczałaby w praktyce likwidację funduszu leśnego?

– Na tym funduszu na koniec 2012 r. było niecałe 800 mln złotych. Dziś zapewne jest to nieco wyższa kwota. Tylko nie zapominajmy o tym, że ten fundusz służy stabilizacji gospodarki leśnej w Lasach Państwowych. Owszem, są jeszcze środki nagromadzone w poszczególnych regionalnych dyrekcjach, ale żeby do tych pieniędzy się „dobrać”, trzeba przede wszystkim wiedzieć, ile ich jest oraz inaczej budować projekt ustawy. Widać zatem, że ktoś chce tu pójść na duże skróty i doprowadzić do tego, by za wszelką cenę te pieniądze wpłynęły do budżetu państwa już w 2014 roku. Tylko że w taki sposób przy okazji doprowadzimy LP do destabilizacji.

Zysk netto Lasów Państwowych kształtuje się na bardzo zróżnicowanym poziomie – od 167 mln zł w 2009 r., 829 mln zł w 2011 r. i 259 mln zł w roku ubiegłym. Tymczasem do projektu ustawy wpisano sztywne kwoty wpłaty: dwie po 800 mln zł i w kolejnych latach 100 mln zł, niezależne od faktycznych wyników. Skąd pewność, że Lasy znajdą te pieniądze?

– Proszę też pamiętać, że wcześniej bywały lata, że ten zysk kształtował się na poziomie poniżej 90 mln złotych. Cóż, Lasy Państwowe być może znajdą te pieniądze, ale będą musiały zrewidować swoje plany gospodarcze, w tym plany inwestycyjne. Zatem trzeba będzie sięgnąć do pieniędzy będących w dyspozycji poszczególnych dyrekcji regionalnych Lasów i poszczególnych nadleśnictw. To nie przyniesie niczego dobrego.

Rząd uzasadnia zmiany tym, że Lasy gospodarują mieniem Skarbu Państwa, zatem „zasadnym jest, aby część zysku odprowadzały do budżetu państwa”. To znaczy, że teraz Lasy nie przynoszą państwu wymiernych korzyści?

– Mówienie, że Lasy Państwowe nie partycypują w budżecie państwa, jest niewłaściwe. One płacą podatek leśny, ale też wspomagają działalność parków narodowych, wspomagają działalność naukową. Wprawdzie te środki nie idą bezpośrednio przez budżet państwa, ale taki stan rzutuje na ten budżet. Przecież ktoś na te cele musiałby wyłożyć pieniądze, zatem Lasy wyręczają tu państwo. I jest to działalność stymulowana przez dyrektora generalnego Lasów w kierunku zgodnym z potrzebami rozwojowymi gospodarstwa leśnego i ochrony przyrody w Polsce.

Zmiany idą w tym kierunku, że to minister finansów będzie decydował o losach leśnictwa?

– Warto pamiętać, że w wyniku niedawnej rekonstrukcji rządu resortem środowiska kieruje minister Maciej Grabowski, do niedawna podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Niestety zazwyczaj bywa też tak, że minister finansów uważa, iż najlepiej dla przyrody, najlepiej dla Lasów Państwowych będzie, jeśli to on będzie zarządzał pieniędzmi i racjonował je na działalność Lasów. To złudne rozwiązanie, bo resort finansów szybko znajdzie pilniejsze potrzeby, jak służba zdrowia, szkolnictwo czy rozwój biurokracji, a zabraknie na funkcjonowanie Lasów. Wówczas przyjdą kolejne propozycje racjonalizacji i w końcu przekazania Lasów w ręce prywatne.

Jak w takiej sytuacji zostanie zapewniony rozwój Lasów?

– Tego nie wiemy. Pewne jest to, że obecny model funkcjonowania jest znakomity i są one przykładem zrównoważonego rozwoju, czyli korzystania z zasobów leśnych, utrzymywania się z własnych pieniędzy i ochrony bioróżnorodności. Polskie Lasy Państwowe posiadają gatunki, które już dawno zniknęły z map zachodniej Europy. Nieprzypadkowo znacząca część terenów Natura 2000 jest tworzona w Polsce na obszarze LP. Proszę spojrzeć na parki narodowe. Wiele z nich stworzono właśnie na terenach lasów gospodarczych. Dziś parki mimo dofinansowania z budżetu cierpią na brak pieniędzy i są wspomagane przez Lasy Państwowe. Zatem widać, że Lasy Państwowe nie dość, że mają wspaniałe zasoby przyrodnicze, dobrze nimi gospodarują, to jeszcze wspomagają państwo.

 

Brakuje tylko tego bezpośredniego zastrzyku do budżetu państwa.

– I nie można powiedzieć, że łagodzimy skutki dziury budżetowej. Rozumiem ministra finansów, który stara się ratować finanse państwa, ale nawet te 800 mln zł rocznie z Lasów Państwowych niewiele zmieni. Za to Lasy zostaną zdestabilizowane. A może właśnie chodzi o to, by pod hasłem, że Lasy Państwowe powinny także uczestniczyć w ratowaniu budżetu, doprowadzić do ich destabilizacji i sprzedaży. Proszę pamiętać, że mówimy tu o blisko czwartej części terytorium Polski. Być może właśnie w tym upatruje się prawdziwego zastrzyku finansowego dla padającego budżetu. Sprzedaż prawie 8 mln ha lasów z pewnością byłaby odczuwalna dla budżetu. Taka oferta byłaby też atrakcyjna z punk- tu widzenia obcego kapitału.

Można inaczej, z korzyścią dla państwa, wykorzystać Lasy?

– PiS chciało włączyć Lasy Państwowe do europejskiego systemu handlu emisjami. Dziś wprowadza się technologię CCS, czyli magazynowania CO2 w formie skroplonej w pokładach geologicznych, przy cenie składowania dochodzącej do 100 euro za tonę. Obecnie cena CO2 kształtuje się na poziomie 20 euro za tonę, a lasy są w stanie pochłonąć 40 mln ton CO2 rocznie. Są to pieniądze, które mogą stanowić dochód LP, a następnie poprzez zmianę ustawy mogą być skierowane na rozwój terenów wiejskich, łagodzenie skutków bezrobocia i tworzenie miejsc pracy, przy równoczesnej ochronie bioróżnorodności. Mówimy tu o kwocie rzędu 800 mln euro rocznie. Niestety, taki projekt nie jest do końca zbieżny z polityką UE, która stawia na rozwój technologii i uzależnianie od nich polskiej gospodarki. Program PiS mówi też o tym, by doprowadzić do racjonalizacji zarządzania zasobami przyrodniczymi. Przypomnę, że powstały generalna i regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, które zajmują się obszarami chronionymi, m.in. Natura 2000. Koszt funkcjonowania tej organizacji przekracza 100 mln zł rocznie. Tymczasem ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli wskazał na jej sporą bezwładność. Lasy Państwowe wykonywały zbieżne zadania w zasadzie za darmo.

 

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn