Niech się radują niebiosa i ziemia weseli...
Czwartek, 26 grudnia 2013 (20:35)List pasterski z życzeniami JE ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza, ordynariusza diecezji drohiczyńskiej, na Boże Narodzenie 2013 r.
Ukochani Bracia w kapłaństwie,
Czcigodni Bracia i Siostry w życiu konsekrowanym,
Najdrożsi Bracia i Siostry w wierze katolickiej,
Wszyscy wierzący w Jezusa Chrystusa
lub Go poszukujący!
1. „Dziecię nam się narodziło”.
A miało to miejsce przeszło dwa tysiące lat temu, w podjerozolimskim miasteczku zwanym Betlejem z Matki Maryi. Prorok Izajasz kilka wieków wcześniej zapowiedział to przyjście w słowach pełnych radości: „Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza”. I z tego to tytułu Psalmista wyśpiewywał: „Niech się radują niebiosa i ziemia weseli, niech szumi morze i wszystko, co je napełnia. Niech się cieszą pola i wszystko, co na nich rośnie, niech wszystkie drzewa w lasach wykrzykują z radości” (Ps 95, 11.12).
W czasie zaś narodzin nawet aniołowie nie będą w stanie powstrzymać swojej radości i zaśpiewają: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie”. Nieco później św. Paweł Apostoł napisze do Tytusa: „Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa (...)”.
A wszystko to ma swoje korzenie w nocy betlejemskiej. Z jednej strony zwyczajna ciemność, a z drugiej jasność i ta niespotykana wcześniej radość. Skąd się to wszystko wzięło? Otóż z przyjściem na świat Bożego Dziecięcia spełniła się obietnica. Jako że przed wiekami był taki dzień, ponury, zawstydzający; dzień, kiedy pierwsi rodzice popełnili grzech. I to wtedy Pan Bóg zasiał w ich sercach i w sercach kolejnych pokoleń – nadzieję, wyjątkową, zapowiadającą przyjście na świat Odkupiciela, Syna Bożego.
I ten czas nadszedł. A to wydarzenie trwa do dziś i będzie trwało do końca świata. Zrośnięta z nim nadzieja jest bowiem kamieniem węgielnym godności i świętości człowieka.
2. I tak ludzie otrzymali biografię do naśladowania.
Od czasu do czasu daje się słyszeć, że brakuje ludzkości biografii do naśladowania. Ale to tylko złudzenie. To tylko dowód, że zbyt powierzchownie niektórzy przeżywają przyjście na świat Syna Bożego.
Otóż czytamy we wspomnieniach kogoś spośród nas: „dwa tysiące lat temu ludzkość ułożyła swoją najpiękniejszą opowieść o człowieku i zapisała ją w księdze”. Dodajmy zaraz, że ówcześni autorzy korzystali z Bożego natchnienia. I „Przez dwa tysiące lat nikt jej nie prześcignął, ale też nikt jej nie sprostał”. I znowu wypada coś dopowiedzieć. Owszem, nikt nie dorównał świętością Synowi Bożemu, ale bardzo wielu, a nawet wyjątkowo dużo wystarczająco się zbliżyło duchowo do Niego, aby cieszyć się szczęściem wiecznym. Tymczasem wciąż „Trwa nad światem cudowna opowieść o Synu Bożym, wiecznie dystansująca ludzkie możliwości i oddalona od rzeczywistych faktów”. Zdarza się i to, ale obecność na świecie choćby Jana Pawła II świadczy o tym, że nie ma takich czasów i takich uwarunkowań, w których świętość zjawiona w Betlejem nie znajdowałaby naśladowców. Oczywiście, zawsze tak było, jest i obecnie, że: „Współcześni szukają wzorów na swoją miarę. Niektórzy pragną je odnaleźć w żywotach artystów. Częstokroć mniej są złaknieni wyobrażonych fabuł niż życiorysów ich twórców i niejeden pisarz, wiedząc o tym, zdaje się przygotowywać do druku swoje drugie, równoległe dzieło: własne życie. Być może artyści w największej mierze sycą tę potrzebę wzoru, zwłaszcza krzyżowani i samotni męczennicy sztuki. Jednakże współczesność poszukuje nie tyle męczeństwa, co racjonalnej etyki, zwycięstwa sensu nad chaosem, opłacalności cnoty. Przestała już czcić nad-ludzi, rozgląda się za Człowiekiem. Niech będzie papieżem, prezydentem, cieślą – byle tylko dał przykład swoim życiem, jak żyć należy i warto” (Kazimierz Brandys, Miesiące 1980-81, Paryż, s. 109).
Wypada zauważyć, że powyższe pytania pojawiły się w roku 1980 i 1981. To właśnie w roku 1981 doszło do zamachu na Papieża. Umiera Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński. Zrobiło się ciasno w świecie i trochę ponuro. Okazało się zaś, że ten świat, dumny już z początków podbijania kosmosu, jakby jednak malał. Czegoś zaczęło wyraźnie brakować. Albo to coś zaczęło dawać o sobie znać, a to dzięki – mimo cierpienia – pełnej odwagi posłudze bł. Jana Pawła II. Betlejem zaczęło odzyskiwać swoje miejsce. Żłóbek przestawał być pusty. Pisze o tym Aleksander Wat:
„Świat nasz. Tak mały,
że jedna gitara wystarczy,
by go zaludnić dźwiękami –
gdy gra na niej Miłość.
Miłości nie widać,
choć jest obecna” („Przed wystawą”).
3. Powracamy więc do miłości.
A miłość nie jest kapryśna. Nie szuka elegancji. Nie zwraca uwagi na pozory. Jest zawsze szczera i jest zwyczajna. A czasami potrafi zagnieździć się w człowieku, którego trudno byłoby o to posądzać. Otóż weźmy chociażby Franza Kafkę, czeskiego pisarza. Będąc kiedyś w Berlinie, spotkał na ulicy płaczącą małą dziewczynkę. A płakała z tego powodu, że zgubiła swoją lalkę. Ale to nie jest wzięte z Andersena. Umierający na gruźlicę pisarz zaczął ją pocieszać. I powiedział dziewczynce, że lalka rzeczywiście musiała pobłądzić, ale pamięta o swojej mamusi i będzie do niej pisywać listy. On wie o tym, bo lalkę spotkał i z nią rozmawiał. Dziewczynka przestała płakać. Natomiast przez wiele tygodni aż do śmierci Kafki otrzymywała pisane przez niego listy, w których opisywał różne przygody lalki podróżującej po świecie.
Jak z tego widać, miłość nie wybiera kryształów. Chętnie korzysta z przysługi każdej i każdego z nas. Czy pomyśleliśmy kiedykolwiek o tym. A warto, właśnie w tych dniach, gdy zdumieni wielkością miłości Bożej zapatrzymy się w prostotę żłóbka i w ludzką „kruchość” Dzieciny.
4. Nieśmy więc tę miłość po świecie.
O to nas będzie prosił Pan Jezus. Gdy dorośnie, powie: „Idźcie na cały świat”. To ważne życzenie, a jednocześnie nas zobowiązujące. I co więcej, może ono okazać się niesłychanie pożyteczne. „Nie mamy tutaj miasta trwającego, ale innego szukamy”. Gabriel Marcel w książce „Homo Viator”, czyli Człowiek Wędrowiec, cytuje pewnego myśliciela: „Czujesz, że ci ciasno. Marzysz o ucieczce. Wystrzegaj się jednak miraży. Nie biegnij, by uciec, nie uciekaj od siebie; raczej drąż to ciasne miejsce, które zostało ci dane; znajdziesz tu Boga i wszystko. Bóg nie unosi się na twoim horyzoncie, ale śpi w głębi ciebie. Różność biegnie, a miłość drąży. Jeśli uciekniesz od siebie, twoje więzienie biec będzie z tobą i na wietrze towarzyszącym twojemu biegowi będzie się stawało coraz ciaśniejsze. Jeśli zagłębisz się w sobie, rozszerzy się ono w raj” (Ks. J.S. Pasierb, Gałęzie i liście, Pallotinum, Poznań 1985, s. 156).
I wówczas łatwiej nam będzie uznać za swoje, za skierowane także do nas to zaproszenie, które usłyszeli pasterze: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”.
Tak też się dzieje. Ta radość jest udziałem nie tylko jednego narodu. Coraz więcej narodów jej wartość odkrywa. Bo jakże nie rozpoznać Pana? Byłoby trudno, gdyby był we wspaniałym pałacu, otoczony licznymi strażami. A tymczasem to jest „Niemowlę, owinięte w pieluszki i złożone w żłobie”. Tylko podejść, tylko się pochylić i otworzyć się. Pozwolić się prześwietlić światłem Bożej Miłości.
Tego właśnie życzę wszystkim, do których dotrą te słowa: dzieciom i młodzieży, dorosłym i podeszłym wiekiem, pracującym i bezrobotnym, zdrowym i chorym, korzystającym z wolności i uwięzionym, czującym się blisko Pana Boga i stojącym z daleka. Inaczej życzyć nie wypada, a nawet nie można. Święta bowiem Bożego Narodzenia to taki wielki stół wigilijny, na którym jest tyle potraw i zastaw, że wystarczy całemu światu i po wszystkie wieki. I dlatego:
„Śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię,
każdego dnia głoście Jego zbawienie” (Ps 96/95, 2).
+ Antoni P. Dydycz
Biskup Drohiczyński
Źródło: Diecezja drohiczyńska